Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Gdy w 2000 r. Donald Tusk probowal rywalizowac z Bronislawem Geremkiem o fotel przewodniczacego UW, po sali przeszedl smiech

Czas statystów

Marcin Hałaś

Głównymi rozgrywającymi w polskiej polityce są osobnicy mali i szczurkowaci. Czy to dowód na jej postępujące skarlenie?

Jeszcze większym zaskoczeniem może być kariera Ewy Kopacz. Grażyna Staniszewska, Barbara Labuda, Teresa Liszcz – to tylko trzy nazwiska, które pokazują, że Kopacz jest prawdziwym nevermanem. Co więcej – drugą osobą w państwie została po tym, jak de facto nie sprawdziła się na stanowisku ministra zdrowia. Obciążają ją dodatkowe krętactwa związane z relacjonowaniem okoliczności katastrofy smoleńskiej – to przekopywanie ziemi na metr głębokości, ci polscy lekarze pracujący przy sekcjach ramię w ramię z rosyjskimi kolegami. Dlaczego Kopacz wyniesiono tak wysoko – to zapewne jedna z największych tajemnic Donalda Tuska. Lecz nawet jeżeli można kogoś namaścić na stanowisko drugiej osoby w państwie, to nie można mu przydać politycznego dorobku i charyzmy. Tych Ewa Kopacz po prostu nie ma. Przyznajmy: na tle środowisk, z których wyszli, zarówno Komorowski, jak i Tusk byli statystami; Kopacz wyjęta została już nawet nie z trzeciego rzędu, ale z trzeciego balkonu, gdzie miejsca są tylko stojące. Statysta wielkiej sceny za kogoś wielkiego może uchodzić tylko na tle zupełnego pospólstwa. Tak też się dzieje. Co sądzić o partii, w której głównym rywalem lidera jest polityk o dorobku Grzegorza Schetyny? Ile emocji wzbudzała walka Tuska ze Schetyną, „wycinanie" ludzi Schetyny oraz inne gry i zabawy ludu platformerskiego? Czy ktoś przy okazji zadał najprostsze pytanie: o jaką Polskę chodzi Schetynie czy jego frakcji? Śmiem przypuszczać, że odpowiedź na takie dictum byłaby niemożliwa, bo Schetynie chodzi jedynie o zwycięstwo. Dodajmy zaraz – chodzi mu o wygraną rozumianą w taki sposób jak za starych dobrych koszykarskich czasów, gdy kierował Śląskiem Wrocław – wówczas mistrzowska drużyna po prostu stawała na najwyższym podium, zgarniała puchar i pozowała fotoreporterom w geście triumfu.

Popsowani i przegrani

Tusk otoczył się bezbarwnymi technokratami, dla których szczytem kariery powinno być raczej kierowanie regionalną siecią dyskontów niż współrządzenie krajem. Z jedną poprawką: technokraci są chociaż fachowcami w swoich dziedzinach; technokraci Tuska są fachmanami na jednym tylko polu: public relations. Niewiele lepiej jest w największej partii opozycyjnej. Tutaj mamy do czynienia z charyzmatycznym liderem oraz jednym politykiem starej dobrej szkoły i dawnego szlifu (Antoni Macierewicz). Co do reszty – cóż, trzeba być politycznym mikrobiologiem, by odróżnić Brudzińskiego od Kuchcińskiego, Hofmana od Suskiego, Karskiego od Karczewskiego. Nic dziwnego, że kiedy kolejna grupa statystów dokonuje frondy z PiS-u, błyskawicznie przeistacza się w partię nevermanów z poparciem w granicach 2–3 proc. Gwoli sprawiedliwości odnotujmy, że w otoczeniu Kaczyńskiego gigantów charyzmy nie było już za czasów Porozumienia Centrum, opierającego się na politykach takich jak Adam Glapiński albo Przemysław Hniedziewicz.

W tej perspektywie okazuje się, że najwięcej politycznych indywidualności znajdziemy w szeregach SLD. Osoby takie jak Miller, Cimoszewicz czy Oleksy to bynajmniej nie statyści, ale rasowe zwierzęta polityczne. Cóż z tego, skoro z natury rzeczy są – niby niegdyś dziewki folwarczne – „popsowani". Dziewka była popsowana, kiedy zbrukał ją panicz z dworu, Millera albo Cimoszewicza popsował udział w partii komunistycznej. W polityce niepodległej Rzeczypospolitej postkomunisty nie sposób traktować jako męża stanu.

W ostatniej dekadzie pojawiło się kilka postaci mających realne szanse wybić się z grona statystów i wyrosnąć na polityka wielkiego formatu. Każdy z nich to osobny przypadek. Dwóch z nich swoją szansę straciło już raczej bezpowrotnie. Po pierwsze – tak, tak – Janusz Palikot. Miał szansę zrobienia kariery w polityce jako liberał spoza dotychczasowych układów. Jednak kreację prorynkowego miłośnika filozofii szybko zmienił na czapeczkę progejowskiego wielbiciela marihuany, zamiast żywiołu prawdziwej polityki wybrał gejzery wybijającego szamba. Ledwie zaczął, a już skończył – tymi słowami można podsumować polityczną karierę milionera z Biłgoraja.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Anna Czyżewska

O wynagrodzeniu bez tabu

Zdecydowana większość pracowników uznaje, że rozmowę o podwyżce powinien zainicjować szef. Polacy nie są mistrzami negocjacji. Strategia biznesowej polemiki to wizytówka przedsiębiorcy