Najnowsza interwencja Uważam Rze

Cywilizacja

Tort dla Papcia Chmiela

Grzegorz Benda

7 czerwca Henryk Jerzy Chmielewski, czyli Papcio Chmiel, obchodzić będzie 90 lat swego jakże barwnego żywota

W czytanie komiksów wdrożyłem się jeszcze przed wojną. W Polsce ukazywały się wtedy komiksy, co prawda nie polskie, tylko kopiowane z amerykańskich, w pismach takich jak „Wędrowiec" czy „Karuzela". Takie tygodniki wychodziły w Łodzi. Były częściowo kolorowe. Kosztowały 10 groszy i co tydzień za te 10 groszy mamusia mi je kupowała. Miałem wtedy 10 lat. Zacząłem to czytać i przerysowywać sobie, tak jak to moi dzisiejsi czytelnicy przerysowują sobie moje „Tytusy". Zdarzał się i „Tarzan". A „Ferdek i Merdek"? Tutaj głównym bohaterem był marynarz, który jak był słaby, to zjadał puszkę szpinaku i wtedy nabierał sił. I co się okazało? Pojechałem po raz pierwszy w 1966 r. do USA. Patrzę, a tam drukują naszego (?!) „Ferdka i Merdka" z dymkami po angielsku! Tylko że się nazywa „Popeye" i wydaje go jakiś koncern produkujący żywność, m.in. szpinak. Wtedy tego nie rozumiałem. Okazało się oczywiście, że to my kopiowaliśmy ich komiks.

Marzenia o własnym komiksie

Pan Henryk odrobinę się zasapał i zamyślił. Uznaliśmy obaj, że czas na krótką przerwę. Po krótkiej wizycie w ogródku zaproszony zostałem na zwiedzanie pełnego Tytusów mieszkania. Nawet nie próbowałem ich zliczyć! Siedzą, stoją, leżą i wiszą na ścianach. Jest też i medal Doktor Humoris Causa wręczany corocznie autorom komiksów w imieniu Papcia Chmiela! Tytusy zdecydowanie dominują tu nad ilością Romków i A'Tomków, nawet razem wziętych! A wciąż rodzą się nowe, bo pan Henryk nadal pracuje i przygotowuje kolejną księgę historyczną. Tym razem o czasach Bolesława Krzywoustego. Wracamy do opowieści. No bo – to przecież najważniejsze z pytań! – skąd się wziął

Tytus?

– Przyszedł rok 1956 i polityczna odwilż. Wtedy nastąpiła eksplozja zainteresowania kosmosem.

Ja też narysowałem coś na temat kosmiczny. To było najłatwiejsze, bo wiadomo było, że tego, co się dzieje w kosmosie, nikt nie sprawdzi i można do woli fantazjować. Zrobiłem o tym kosmosie komiks, 10 odcinków, i zatytułowałem „Romek i A'Tomek". Leżały w redakcji. Czarno-białe. Ale naczelny nie miał odwagi, żeby to wydrukować. Tymczasem 4 października 1957 r. Związek Radziecki wystrzelił pierwszego sputnika. Ten sputnik latał dookoła Ziemi i wydawał głosik „pi pi pi". Wszystko poza tym, ile ważył i że to „kula z antenami", było tajne. I co tu pisać w „Świecie Młodych"? Nikt nie miał pomysłu. A tu na temat kosmiczny jest komiks Chmielewskiego, więc „pod strachem", ale wydaliśmy to. Do tego na... pierwszej stronie! Ukazał się 22 października. No i teraz czekamy, jak to zostanie przyjęte. To, jak przyjmie to społeczeństwo, wiedzieliśmy. Chodziło o władzę, czyli o Komitet Centralny        ParPartii. I mamy telefon z Wydziału Prasowego KC od jednego z towarzyszy: „Możecie drukować, to podoba się nawet mojemu synowi!". Odetchnęliśmy! I puszczono tych 10 odcinków.

Co się dzieje z językiem polskim? Jeśli ktoś nie zna angielskiego, to nie przeczyta na polskiej ulicy nazwy sklepu

A skąd wziął się Tytus? Romek i A'Tomek idą na wystawę rakiet, wsiadają do jednej z nich i niechcący ją uruchamiają. I okazuje się, że w tej rakiecie jest małpka doświadczalna o imieniu Tytus. I tak to się zaczęło. Po wydrukowaniu tych 10 odcinków zaczęły przychodzić listy z prośbą o dalszy ciąg tej historii, więc mając już to zielone światło z KC, zacząłem rysować następne. Od razu było wiadomo, że nie mogą to być jakieś treści krwawe, jak teraz. Musi być tam pierwiastek edukacyjny i hasło „bawiąc uczy, ucząc bawi", a wszystko oczywiście pod kątem socjalizmu, ale w miarę możliwości starałem się nie angażować w politykę. Jeszcze nie było wtedy mowy o uczłowieczaniu Tytusa. Stało się to o wiele później. Od 1957 do 1966 r. „Tytus" był czarno-biały. Męczyłem się straszliwie nad scenariuszami. To wtedy wymyśliłem takie elementy jak wannolot czy kosmiczne zwierzęta. W 1965 r. Wydawnictwo Harcerskie zaproponowało mi wydanie komiksowego zeszytu. Oczywiście temat musiał być harcerski, więc zapisałem Romka, A'Tomka i Tytusa do ZHP. No i narzucono mi treści. A to przeprowadzenie staruszka przez jezdnię, a to zbieranie makulatury. Później na szlaku „Niewidzialnej Ręki" (była taka akcja!) moi bohaterowie porąbali drzewo babci, zostawili znak „Niewidzialnej Ręki" i... zniknęli, nie chwaląc się tym, co zrobili. Był problem z kolorem. Kolejne plansze były drukowane na przemian – raz kolorowa, raz czarno-biała. To były po prostu oszczędności. Książeczka, wydrukowana w nakładzie 30 tysięcy egzemplarzy, rozeszła się w tydzień. Natychmiast wydrukowano następne 30 tysięcy. A nie było to takie proste, bo trzeba było czekać na przydział papieru. Z tego też powodu bywało tak, że kolejne książeczki już dawno były przygotowane, ale to oczekiwanie na ten przydział bardzo opóźniało ich ukazanie się.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Ewa Bednarz

Kredyt z plastiku

Tylko część banków decyduje się na wydawanie przedsiębiorcom kart kredytowych. Znacznie chętniej oferują im dużo kosztowniejsze karty obciążeniowe

Andrzej Sadowski

Wolność tak, ułatwienia nie

• RAZ POD WOZEM, RAZ POD WOZEM • Dopóki rządzący w Polsce będą mówić o ułatwieniach i ulgach dla przedsiębiorców, a nie o przywróceniu wolności gospodarczej, dopóty nie wybijemy się na ekonomiczną niepodległość