Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

Zasada jednego procenta

Krzysztof Galimski

Żaden kataklizm nie zniszczy kraju tak łatwo jak mrowie sumiennie pracujących urzędników

W czasie pokoju armia nie może liczyć więcej niż 1 proc. populacji kraju. To żelazna zasada ekonomii. Powyżej tej liczby państwo bankrutuje. Łamie się pod ciężarem własnej (zbrojnej) siły. Przykładem choćby Związek Radziecki. Potęga militarna – najwięcej czołgów, bombowców czy okrętów podwodnych na świecie. I właśnie to doprowadziło kremlowskich władców do przegranej. Nie słabość, ale właśnie siła. Każdy żołnierz to młody i zdrowy człowiek, którego nie ma na rynku pracy. Nie produkuje niczego, a państwo musi go utrzymywać. Ekonomicznie traci się dwa razy – ubywa jeden producent i przychodzi konsument. Dlatego każdy normalny kraj utrzymuje taką armię, na jaką go stać.

Ludność Polski to obecnie 38 mln. Łatwo obliczyć, że możemy mieć 380 tys. wojska. Więc jeżeli mamy obecnie pod bronią 100 tys., to wydawałoby się, że wszystko jest w porządku i katastrofa nam nie grozi. Więcej, moglibyśmy prawie czterokrotnie zwiększyć nasze wojska. Tyle że jednocześnie utrzymujemy drugą armię. Jej żołnierze zamiast mundurów noszą szare garnitury, a zamiast czołgów mają segregatory z dokumentami. Nasza armia urzędników liczy sobie teraz prawie 430 tys. ludzi. I to tylko licząc zatrudnionych na umowy o pracę. Dla porównania – pod koniec istnienia PRL było ich tylko 160 tys. Ale to nie koniec. Do tego dochodzi jeszcze trzecia armia. Biurokratów w samorządach. Tych jest nieco mniej – ponad 250 tys. Czyli razem utrzymujemy prawie 800 tys. ludzi. Minimum. Krytyczna granica została więc przekroczona ponaddwukrotnie.

Chociaż żaden z rządów po 1989 r. nie jest tu bez winy, to zasługi Donalda Tuska są warte szczególnej uwagi. Człowiek, który szedł do wyborów z hasłem „taniego państwa", w czasie kryzysu zatrudnił ponad 55 tys. nowych biurokratów. Absolutny rekord. Nic nie wskazuje na to, by cokolwiek w tej sprawie mogło się zmienić. Te tysiące nowych urzędników są bowiem niezbędne. Nie nam oczywiście i nie budżetowi państwa. Są niezbędne partyjnym liderom. To polityczne łupy, które można oddać „swoim" w zamian za przysługi i głosy w wewnątrzpartyjnych wyborach. Dlatego urzędnicza armia co roku zyskuje nowych żołnierzy, oficerów i generałów. Jej zwycięski marsz będzie jeszcze trwał. Aż do bankructwa kraju.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Adam Maciejewski

Polski kapitał na Kaukazie

Od 2014 r. w Armenii działa fabryka polskiej spółki Lubawa. Nawiązanie współpracy z rządem Armenii było możliwe dzięki promocji naszego przemysłu za granicą, wspieranej przez dotacje z UE