Najnowsza interwencja Uważam Rze

Świat

Polska Grupa Atlas odniosla sukces, inwestujac na Bialorusi. Kontroluje juz polowe rynku chemii budowlanej naszego sasiada zza Bugu

Nie całkiem dziki Wschód

Michał Kozak

Kłopoty białoruskiej gospodarki mogą być niezłą okazją dla polskich przedsiębiorców, którzy nie boją się wyzwań i ryzyka

Białoruś to dziś kraj paradoksów – z jednej strony z roku na rok pogarszają się międzynarodowe oceny przestrzegania przez ekipę Aleksandra Łukaszenki standardów demokratycznych i pikuje ona we wszystkich możliwych rankingach politycznych z opinią „ostatniej dyktatury w Europie" (swoją drogą niezbyt adekwatną, biorąc pod uwagę autorytarne wyczyny Kijowa i Moskwy). Z drugiej z roku na rok Białoruś poprawia warunki działalności przedsiębiorców i w efekcie konsekwentnie awansuje w rankingu „Doing Business" Banku Światowego. A liberalna ponoć gospodarka Donalda Tuska i PO mogłaby się od Łukaszenki wiele w tej ostatniej dziedzinie nauczyć.

Ze 129. miejsca w 2007 r. Białoruś w najnowszym rankingu awansowała na 60. Prawdziwą skalę zmian sytuacji przedsiębiorców pokazują jednak dopiero szczegóły – o ile pod względem łatwości rozpoczęcia działalności w 2007 r. nasz wschodni sąsiad plasował się w ogonie stawki, zajmując 148. pozycję, to teraz z 9. wynikiem można go śmiało nazwać wzorem do naśladowania. Założenie dziś w Mińsku firmy wymaga wykonania pięciu procedur i zajmuje w sumie pięć dni, kosztuje zaś nieco ponad 250 zł.

Przedsiębiorcy z Warszawy założenie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością zajmie w sumie ponad miesiąc i będzie go kosztować przeszło trzy razy więcej niż średnia dla krajów OECD. Nic więc dziwnego, że Polska zajmuje w tej dziedzinie 124. pozycję, której, po wieloletnich spektaklach z „przyjaznym państwem" i nadymaniu się kolejnych polityków PO zachwalających jacy to oni liberalni i jak bardzo gotowi iść na rękę polskim przedsiębiorcom, inaczej niż totalnie kompromitującą nazwać się po prostu nie da.

Dochodzenie roszczeń od momentu wytoczenia powództwa przed sądem cywilnym do egzekucji wyroku trwa za Bugiem o połowę krócej niż średnia dla krajów OECD – w sumie 275 dni. W efekcie i w tej dziedzinie Białoruś jest w czołówce stawki, zajmuje 13. pozycję – o pięć oczek wyższą od Belgii i osiem od Wielkiej Brytanii. Nie mówiąc już o Polsce, która z przeciętnym czasem dochodzenia roszczeń wynoszącym 685 dni zajmuje 56. miejsce.

Przyciąganie inwestora

– Z powodu niedoinwestowania nasze firmy tracą zdolność konkurowania na rynkach, swoich kapitałów praktycznie nie mają, kredyty są drogie, czyli pozostają inwestycje zagraniczne – oznajmił w zeszłym roku białoruski premier Michaił Miasnikowicz i nakazał ministerstwu przemysłu „udoskonalić pracę z zagranicznymi inwestorami". Dla białoruskich władz oczkiem w głowie byli wówczas inwestorzy z Chin i Rosji. – Chińczycy chcą wejść do Europy ze swoim kapitałem i nie powinniśmy przegapić tej szansy – tłumaczył Miasnikiewicz, wskazując jednocześnie priorytet – tworzenie firm z mieszanym kapitałem.

Od tego czasu wiele się jednak za wschodnią granicą zmieniło. Przede wszystkim za sprawą podejścia rosyjskich władz do znacznie mniejszego sąsiada. Rosyjskie władze już zapowiedziały, że i owszem, gotowe są zgodzić się na inwestowanie firm z ich kraju na Białorusi, ale wyłącznie na warunkach oznaczających faktycznie pełną kolonizację.

– Możemy wesprzeć modernizację białoruskich zakładów przemysłowych, ale tylko tych, które zdecydują się na połączenie swoich udziałów z rosyjskimi – oznajmił parę dni temu w Mińsku ambasador Rosji Aleksander Surikow. – Nie będziemy działać według zasady „zmodernizujcie białoruską fabrykę, żeby była bardziej konkurencyjna niż rosyjska", bo kto by dawał pieniądze na tworzenie konkurencji – rozwiewał marzenia urzędników Łukaszenki o inwestycjach.

Aż trzy czwarte wszystkich inwestycji zagranicznych koncentruje się w Mińsku i okolicach białoruskiej stolicy, kolejnych 15 proc. w rejonie granicy z Polską – w Grodnie i Brześciu, reszta kraju to praktycznie inwestycyjna pustynia. Żeby przyciągnąć zagraniczny kapitał, białoruskie władze już wiele lat temu utworzyły sześć specjalnych stref ekonomicznych: w rejonie Mińska, Brześcia, Grodna, Mohylewa, Homla i Witebska. Zarejestrowane i działające w nich firmy przez pierwszych pięć lat od momentu pojawienia się pierwszych zysków są całkowicie zwolnione z wynoszącego normalnie 18 proc. podatku dochodowego, a po upływie tego okresu płacą jedynie 9 proc. Ciekawym rozwiązaniem jest także 50-proc. ulga w podatku VAT od sprzedaży towarów wyprodukowanych przez nie i uznanych przez władze za zastępujące import. Inwestujący w specjalnych strefach są poza tym zwolnieni z podatku od nieruchomości, mogą też swobodnie wwozić na ich teren i wywozić z nich towary bez cła.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?