Najnowsza interwencja Uważam Rze

Polska w fazie gnicia

Wiesław Kot

Wojny, powstania i walka z przeważającymi siłami wroga – to tematy, do których przyzwyczaiła nas rodzima powieść historyczna. A tu zaskoczenie. Pisarz węgierski (!) Győrgy Spiró kropnął 700 stronic całkiem zajmującego tekstu z epoki pokojowej i nudnej.

Mamy bowiem rok 1815 i nie żołnierza czy spiskowca, lecz aktora – Wojciecha Bogusławskiego, i to w fazie zejściowej. Jego ramotka „Krakowiacy i górale" poszła w zapomnienie, on sam wraca do Warszawy ze Lwowa wychudzony i w długach po uszy. W Warszawie nawet śladu po euforii powstania kościuszkowskiego. Sam Kościuszko – jąkający się staruszek – tuła się o żebraczym chlebie po francuskich wioseczkach. W Warszawie po ciemnych ulicach snują się lampiarze – oberwańcy, którzy za parę groszy poświecą przechodniowi, by nie skręcił nogi w wykrocie. Oliwa do lamp jest na wagę złota, na zapalenie płuc zazwyczaj się umiera. Nic nie zapowiada, że za 15 lat wybuchnie tu powstanie listopadowe. Na razie mamy Królestwo Polskie, car jest królem, cenzura nie działa i wszystkim z tym dobrze. Przerwa jakaś czy co?

Sam Bogusławski to figura nieszczególna – prywatnie dziwkarz, publicznie intrygant, politycznie – dupoliz. Na pogrzebie własnej córeczki odstawia farsę pod tytułem „zbolały ojciec", choć gdy dziewczynka żyła, udawał, że jej nie zna. Jak mu wygodnie, to pokadzi rosyjskiemu namiestnikowi, jak trzeba, to powoła się na „braci" z masonerii. Byle utrzymać siebie i teatr. W rosyjskim imperium to niełatwe. Tam na armię co roku idzie 120 milionów rubli, a na kulturę 2 miliony, a w tym są jeszcze szpitale. Zresztą do dziś niewiele się w tym temacie zmieniło. Warszawie to nie przeszkadza – jak car Aleksander ma się pojawić na placu Zamkowym, to publika niemal się zadepcze, żeby zobaczyć jego i sztuczne ognie. Aleksandrowi Orła Białego uroczyście przypnie namiestnik Konstanty, a Konstantemu takiegoż Orła przypnie Aleksander. Gawiedź wniebowzięta. Zwłaszcza że car to wyjątkowo ludzkie panisko. Wysokie renty wypłaca oficerom napoleońskim i kościuszkowcom, choć przecież walczyli przeciw „matuszce Rassiji". Nawet szewc Kiliński na taką pensję się załapał. Inni budują swoją przyszłość na donosach. Do policji dzień w dzień spływają informacje o tym, kto wyraził się nieprawomyślnie. Ale to faza przechodnia. Już niebawem podchorążowie ruszą na Belweder. Z tym że jak nam tę fazę przypomniał pisarz węgierski, to w PRL jego powieści zakazano, jemu samemu odebrano stypendium i odesłano do domu.

Nie będzie Węgier pluł nam w twarz!

Győrgy Spiró
"Iksowie"
W.A.B.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Intermedia

• MYŚLI I SŁOWA • BEATA SZYDŁO

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?