Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Rozpychanie demokracji

Rafał Kotomski

Przestrzeń publiczną w naszym kraju zawłaszczyły partie. Ale obywatele organizujący referenda w całej Polsce pokazują, że nie mają zamiaru rezygnować ze swoich praw

Wybory samorządowe za nieco ponad rok. Niewiele by o tym przypominało, gdyby nie prawdziwa gorączka referendalna, jaka opanowała kraj. Najbardziej spektakularny przebieg ma akcja w Warszawie, gdzie coraz bardziej realny jest kres rządów prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz. Ale spokojnie nie mogą spać również prezydenci Łodzi, Sopotu, Płocka czy Olsztyna. W tych miastach trwa albo właśnie się zakończyło zbieranie podpisów pod referendum. Widać entuzjazm i nadzieję inicjatorów zmian. Ożywienie, któremu niewątpliwie na imię demokracja. – Panika, jaką można zaobserwować wśród polityków dużych partii, to znak, że społeczeństwo obywatelskie nie zanikło. Coś iskrzy, coś się wyraźnie budzi – ocenia politolog dr Wojciech Jabłoński z Uniwersytetu Warszawskiego. Przypomnijmy: by referendum lokalne było ważne, najpierw trzeba zebrać podpisy co najmniej 10 proc. uprawnionych mieszkańców. Później frekwencja nie może być niższa niż 60 proc. wyborców z głosowania na prezydenta miasta. Dopiero na końcu decyduje zwykła większość przy urnach.

Ulga i co dalej?

Janusz Wójcicki z Bytomia na temat tego, jak zorganizować i wygrać referendum lokalne, mógłby prowadzić wykłady. Choć w jego rodzinnym mieście głosowanie nad losem prezydenta Piotra Koja z PO odbyło się rok temu, pan Janusz wciąż żyje tamtymi chwilami. Ze szczegółami opowiada o zawiłościach lokalnej kampanii i sojusznikach, którzy wsparli jego inicjatywę. – Gdy dzisiaj patrzę na kampanię w Warszawie, to mogę tylko pozazdrościć. My, startując do referendum w Bytomiu, nie mieliśmy kasy, za wszystko musieliśmy płacić sami. Na szczęście mieliśmy strategię i to nas uratowało – przyznaje Wójcicki. Choć może zbyt skromnie, bo w trakcie kampanii inicjatywę odwołania włodarza miasta poparły m.in. SLD i PiS. Nie przeszkodziło nawet to, że PiS w Bytomiu wciąż nie ma zbyt wielu zwolenników. – Po referendum, już w ramach kampanii samorządowej, nasi kandydaci do rady miasta startowali z Bytomskiej Inicjatywy Samorządowej, czyli BIS. Ludzie trochę nieufnie się dopytywali, czy kandydaci na pewno nie są działaczami PiS – wyjaśnia Janusz Wójcicki.

Ale już zarzuty wobec prezydenta Bytomia okazały się dla wyborców czytelne. Zadłużenie miasta, próba ściągnięcia wyjątkowo wysokich podatków od kanalizacji deszczowej czy arogancki upór przy likwidacji popularnego w mieście technikum elektronicznego. Lista na tyle długa, by prawie 30 tys. bytomian zagłosowało przeciwko politykowi Platformy – przytłaczająca większość z tych, którzy zdecydowali się pojawić przy urnach. – Nasz apetyt rósł w miarę jedzenia. Na początku myśleliśmy tylko o odwołaniu złego i nieskutecznego prezydenta. Później zrozumieliśmy, że miasto będzie inaczej zarządzane, jeśli zmienimy również radnych – mówi Wójcicki. I nie ukrywa, że poczuł wielką ulgę, gdy referendum okazało się skuteczne. Tym bardziej że PO straciła nie tylko prezydenta, ale również większość w radzie miejskiej. Dzisiaj ratuszem zarządza nowy prezydent, 40-letni Damian Bartyla, były działacz sportowy. W drugiej turze pokonał kandydatkę PO, zdobywając ponad 70 proc. głosów. Po roku od prawdziwie rewolucyjnych zmian w Bytomiu inicjatorzy referendum uważają, że w mieście zapanował inny duch. Już za rok się okaże, czy podobnego zdania będą również wyborcy.

Przedsmak w Elblągu

O ile w Bytomiu referendum i później wybory nowego prezydenta okazały się raczej wydarzeniem lokalnym, o tyle w Elblągu jest już zupełnie inaczej. W dodatku leżące na pograniczu Mazur i Pomorza 100-tysięczne miasto stanowi z pewnością tylko przygrywkę do tego, co może nas czekać w stolicy. Prezydent Elbląga Grzegorz Nowaczyk (PO) został odwołany ze stanowiska w kwietniu tego roku. Wraz z nim wszyscy radni, wśród których większość stanowili członkowie partii rządzącej. Regionalni liderzy PO robili dobrą minę do złej gry. Ich zdaniem „nie było spektakularnych wydarzeń" tłumaczących ewidentną porażkę władz miasta, ale „zawiódł sposób komunikowania się z mieszkańcami", jak ujął to jeden z lokalnych polityków. Mieszkańcy Elbląga partyjną nowomowę zastąpili jednak konkretami. Drogie mieszkania komunalne i komunikacja miejska, brak wsparcia dla biznesu i bierność w tworzeniu nowych miejsc pracy, źle prowadzone inwestycje drogowe, które sparaliżowały ruch w mieście – to zarzuty, które przekonały prawie jedną czwartą wyborców.

Poprzednia
1 2 3 4

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Adam Maciejewski

Polski kapitał na Kaukazie

Od 2014 r. w Armenii działa fabryka polskiej spółki Lubawa. Nawiązanie współpracy z rządem Armenii było możliwe dzięki promocji naszego przemysłu za granicą, wspieranej przez dotacje z UE

Artur Osiecki

Brexit mobilizuje regiony

Województwa chcą przyspieszyć realizację nowych programów regionalnych zarówno ze względu na zbliżający się przegląd unijny, jak i potencjalne negatywne konsekwencje wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej