Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

Apartament w kaplicy dawnego klasztoru w Krakowie moze kosztowac 20 mln zl

Kup sobie kawałek hotelu

Karolina Kowalska, Marta Mardosz

W niepewnych czasach coraz więcej osób inwestuje w nieruchomości pracujące. Pieniądze są tu bezpieczniejsze niż lokata w banku

Apartament w dawnej kaplicy, pent-house przy samej plaży czy oszklony apartament w neosecesyjnej kamienicy na sopockim Monciaku mogłyby się sprzedać na pniu. Jeśli jeszcze nie znalazły właściciela, to tylko dlatego, że inwestor je przetrzymuje, by jeszcze zyskały na wartości. Na przykład w Mielnie plotkuje się, że 150-metrowe penthouse'y w apartamentowcu Dune tuż przy plaży mogą dojść nawet do 30 tys. zł za metr kwadratowy. Zwłaszcza ten, który zaprojektuje Maciej Zień. Tajemnicą poliszynela jest, że ostatnie ze 109 lokali w wyprzedanym w 90 proc. budynku przekraczały 20 tys. zł za metr, choć w 2011 r., na etapie budowy, ceny zaczynały się od 7,5 tys. Pierwsi lokatorzy już zarobili prawie 140 proc., a niewykluczone, że zyskają jeszcze więcej.

Król w kaplicy

Ale nie tylko oni. W przeciwieństwie do zwykłej mieszkaniówki rynek nieruchomości premium ma się świetnie. Nieruchomości wysokiej jakości i w najlepszych lokalizacjach sprzedają się lepiej niż kiedykolwiek. Izraelczycy z Angel Group nie martwią się o znalezienie nabywcy na blisko 600-metrowy królewski apartament w krakowskiej inwestycji Angel Wawel. Mieszkanie w kaplicy XVI-wiecznego klasztoru sióstr Koletek, u stóp Wawelu, w pół drogi między Rynkiem Głównym a żydowskim Kazimierzem, już dziś budzi zainteresowanie potencjalnych nabywców, których nie przeraża cena mogąca sięgać nawet 20 milionów zł. Apartament Królewski, położony na rogu ul. Koletek i Sukien-niczej, tworzy osobną część zabytkowego budynku. Jego ściany i sufit zdobią przedwojenne polichromie Jana Bukowskiego, autora słynnych polichromii w kościele Mariackim. Chociaż kaplica objęta jest ochroną konserwatora zabytków, przyszły właściciel będzie mógł urządzić w niej luksusowy, kilkupiętrowy apartament, upewniwszy się, że nie naruszy oryginalnej konstrukcji i bezcennych polichromii. Jeśli na ostatnim poziomie zdecyduje się urządzić sypialnię, przed zaśnięciem będzie mógł podziwiać serce w cierniowej koronie i symbole siedmiu grzechów głównych. Według inwestora mieszkanie w kaplicy wybierze ktoś, dla kogo różnica kilku milionów złotych nie będzie miała większego znaczenia. Spodziewa się, że najbardziej prestiżowy apartament w Krakowie kupi ktoś z listy 100 najbogatszych Polaków, niekoniecznie na mieszkanie. Raczej nie krakus. Może poznaniak lub warszawiak. Być może uczyni z niego miejsce wypadów do dawnej stolicy Polski, świetny lokal do goszczenia strategicznych partnerów biznesowych. Mniej zamożni mogą się zdecydować na któreś z 253 mieszkań o powierzchni od 20 do 253 mkw. Ich ceny zaczynają się od 15 tys. zł za mkw. Górnej granicy nie ma – ustali ją rynek.

Apartamenty pracujące

Nie słabnie też zainteresowanie apartamentowcem Na Fali, który powstaje przy sopockim Monciaku, czyli najbardziej reprezentacyjnej w kurorcie ulicy Bohaterów Monte Casino. W czterokondygnacyjnym budynku po dawnej siedzibie PKO BP, który wyróżniać ma szklana, wielokrotnie gięta elewacja tworząca rodzaj fali, powstanie oddział banku i 15 apartamentów o powierzchni od 40 mkw., których ceny oscylują wokół 25 tys. zł za metr. Kilka zostało już sprzedanych. Pojawił się też klient zainteresowany kupnem całego ostatniego piętra. Za 200-metrowy penthouse zapłaci około 5 mln zł, ale cena go nie zatrważa. – Topowe nieruchomości kupują osoby z grubym portfelem, które zakochały się w danej lokalizacji. Cena jest dla nich drugorzędna, ważniejsze są względy prestiżowe. Oczywiście kupujący zdają sobie sprawę z tego, że w perspektywie czasu apartamentowce zyskają na wartości i mogą stanowić lokatę kapitału oraz zabezpieczenie na przyszłość – mówi Bartosz Turek, analityk rynku nieruchomości z firmy Home Broker.

Inaczej sprawa ma się z nieruchomościami pracującymi, czyli condo- i aparthotelami, na które stać nieco mniej zamożnych. Według Bartosza Turka Polacy nadal nie rozróżniają tych dwóch kategorii, często ze szkodą dla siebie. Zarówno condo-, jak i aparthotele to rodzaj lokaty kapitału. Zamiast wkładać pieniądze w jednostki funduszu inwestycyjnego, kupuje się pokój w hotelu i udział w części wspólnej, którą tworzy lobby, recepcja, basen czy restauracja. Hotelem zarządza firma. To ona zatrudnia sprzątaczki, dba o utrzymanie, naprawy i konserwacje. Właściciel apartamentu może nigdy się w nim nie pojawić. Jako udziałowiec nie musi też partycypować w kosztach operacyjnych ani zajmować się szukaniem klientów. Oczywiście może przyjechać na dwa–trzy tygodnie w roku, bez płacenia hotelowej taryfy za wynajem, lecz jedynie za koszty operacyjne, a więc ręczniki, wodę, prąd, śniadanie, ale poza sezonem, najlepiej w martwym okresie najmu, czyli późną zimą, wczesną wiosną lub jesienią. Podstawowa różnica między dwoma rodzajami pracujących hoteli polega na tym, że w systemie condo kupujemy zazwyczaj urządzony pokój w hotelu z segmentu premium, w obiekcie cztero- lub pięciogwiazdkowym. Aparthotele natomiast oferują zwykle lokale typu studio lub apartamenty z jedną czy dwiema sypialniami i kuchnią. Ich wykonanie, lokalizacja, a często i obsługa, są niższej jakości. Bywa, że właściciel sam urządza pokój i później okazuje się, że każdy z lokali takiego hotelu jest inny, zarówno pod względem standardu, jak i estetyki.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Edyta Żyła

Doradzą i przeszkolą

Znaczna część unijnych pieniędzy trafia do doradców, którzy pomagają zakładać firmy lub je rozwijać. Przedsiębiorcy mogą więc liczyć na bezpłatne szkolenia, wsparcie doświadczonych mentorów albo pomoc w przygotowaniu strategii marketingowej