Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

W podziemiach stolecznego Dworca Centralnego pojawilo sie kilkunastu nowych najemcow, czesc z nich to duze firmy sieciowe

Kupcy się nie poddali

Rafał Kotomski

Odbiliśmy się od ściany układów. Pozbawiono nas miejsc pracy i dorobku wielu lat życia – skarżą się warszawscy przedsiębiorcy usunięci z podziemi Dworca Centralnego

Jesienią ub. roku ich sprawa była głośna w całej Polsce. W internecie można było zobaczyć, jak ochroniarze wynajęci przez spółkę współpracującą ze stołecznym ratuszem brutalnie usuwają handlowców z ich pawilonów (które wiele lat wcześniej zostały wybudowane za ich pieniądze). Spacyfikowani kupcy zdecydowali się nawet na okupację gabinetu Hanny Gronkiewicz-Waltz. Dzisiaj pozostała im już tylko droga prawna. Mimo że prokuratura umarza ich zgłoszenia, przedsiębiorcy wciąż wierzą w sprawiedliwość.

Modelowy przykład?

Sposób, w jaki potraktowano przedsiębiorców prowadzących firmy w podziemiach stołecznego Dworca Centralnego, wiele mówi o podejściu polskich instytucji do małego biznesu. W momencie sporu zostają pozostawieni sami sobie. Ba! Spotykają się dodatkowo z nieprzyjaznymi reakcjami miejskich urzędników, prokuratorów czy policjantów. Ich protest – nawet jeśli uznać go za gwałtowny i emocjonalny – najchętniej przedstawia się jako warcholstwo i awanturnictwo, nie zważając na fakt, że ponad 100 kupców po prostu broniło swoich miejsc pracy. Starając się przy tym wyjaśnić powiązania pomiędzy prywatną spółką administrującą podziemiami dworca a miastem, które formalnie jest właścicielem wybudowanych tam pawilonów. – Wszystko to, co wydarzyło się z kupcami, jest wręcz modelowym przykładem podejścia PO i prezydent Warszawy do drobnych polskich przedsiębiorców. Interes i dobro tych ludzi zostały zniszczone w starciu z układem między nomenklaturową spółką o korzeniach PRL-owskich a stołecznym ratuszem – ocenia Maciej Maciejowski, radny Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej.

Sufit na głowę

Po 1989 r. handel w podziemiach Centralnego wyglądał „klasycznie" – stoliki, łóżka polowe, plastikowe skrzynki. Przez pierwszych kilka lat miejscem zarządzała spółka Randall, działająca w imieniu wojewody warszawskiego. Dopiero w 1995 r. Randall zamienił się w Warszawskie Przejścia Podziemne (WPP). Nowa spółka działała już w imieniu prezydenta stolicy. Podobnie jak jej formalna poprzedniczka nie inwestowała w podziemia. Dlatego zielone pawilony, w których handlowali przez kolejne kilkanaście lat stołeczni kupcy, powstały za ich własne pieniądze. Natomiast standard miejsca do dziś właściwie się nie zmienił. – Mimo że to zostało zapisane w dokumentach, spółka WPP nie wykonała windy dla osób niepełnosprawnych. Toalety też są na poziomie późnego PRL. W dodatku często zamknięte. Mimo że przez podziemia przewijają się tysiące ludzi, a zlokalizowany tam bar McDonald's to chyba jedyny w Warszawie lokal tej sieci bez toalety – opowiadają kupcy.

Nie mają wątpliwości, że spółka WPP może liczyć na wyjątkowe traktowanie przez warszawski ratusz. Miasto zwraca jej połowę kosztów za prąd. Toleruje opóźnienia w rozliczeniach. Tymczasem WPP, administrując podziemiami, zarabia – według kupców – ok. 20 mln zł rocznie.

Wiosną ubiegłego roku w ich środowisku zawrzało. Umowy najmu ze spółką działającą w imieniu miasta kończyły się dokładnie w połowie czerwca 2012 r. Już wcześniej, podczas prac remontowych przy podziemiach Dworca Centralnego, wśród przedsiębiorców pojawiły się pogłoski, że ich pawilony przejmie spółka zarządzająca galerią Złote Tarasy. Ale sufit zawalił im się na głowę z zupełnie innej strony. Spółka WPP najpierw wezwała kupców, by po 15 czerwca podpisywali in blanco weksle na bezumowne korzystanie z lokali. Później się okazało, że przygotowała nowe stawki najmu. Zazwyczaj wyższe od dotychczasowych o kilkaset procent.

– Dla ludzi rozpoczęły się prawdziwie dramatyczne chwile. Dowiadywali się, że kilka razy wyższy czynsz to nie wszystko. Dodatkowo mają wpłacić kaucję i zabezpieczenie najmu, każde w wysokości trzymiesięcznych stawek – mówi Robert Gralewski ze Stowarzyszenia „Kupcy – Warszawa Centrum". W ten sposób np. za ponadtrzydziestometrowy lokal, w którym czynsz do tej pory wynosił ok. 6 tys. zł brutto, trzeba było zapłacić cztery razy więcej. A dodatkowo jeszcze 150 tys. zł przy podpisaniu nowej umowy. Okazało się, że metr kwadratowy powierzchni w podziemiach Dworca Centralnego kosztuje 550–600 zł. Znacznie drożej niż w niedalekich Złotych Tarasach!

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Hubert Kozieł

Czy Podesta zadławi się pizzą?

• SPISKOWA TEORIA WSZYSTKIEGO • Wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych były wielkim zwycięstwem zwolenników spiskowej teorii dziejów. Potwierdziły bowiem wiele ich tez

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?