Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

W Elblagu brakuje ducha przedsiebiorczosci. Dominuje postawa roszczeniowa rodem z PRL

Uśpiony Elbląg

Rafał Kotomski

Na razie niewiele wskazuje na to, że wraz z nową władzą w Elblągu nadejdą lepsze dni dla lokalnego biznesu. Swoich planów wobec sektora MSP nie zdradza na razie prezydent elekt Jerzy Wilk z PiS

Przedsiębiorcy nie kryją obaw. Stosunek elbląskiego ratusza wobec małego i średniego biznesu może bowiem pozostać niezmienny. – To znaczy, że wciąż będą nas traktować jak dojną krowę. Stosować myślenie na krótką metę. Kiedy w budżecie miasta zabraknie pieniędzy, najlepiej sięgnąć do kieszeni podatników. Podwyższając lokalne opłaty i podatki. Taka filozofia przyświecała przecież rządzącej do niedawna miastem Platformie Obywatelskiej. Na razie możemy tylko żyć nadzieją, że coś się zmieni. A nowa władza lepiej zrozumie nasze problemy – wyjaśnia Janusz Ufnalewski, przedsiębiorca działający w Związku Pracodawców Ziemi Elbląskiej.

Nieufni i z roszczeniami

– Kiedy porówna się Elbląg z miastami z Wielkopolski czy Małopolski, to okaże się, że tutaj nigdy nie było jakiegoś ducha przedsiębiorczości – przyznaje pan Marek, który do niedawna prowadził sklep w centrum miasta. Kiedy obroty zaczęły gwałtownie spadać, zaczął wygaszać swój biznes. Najpierw zwolnił dwóch pracowników, a za ladą stanął na zmianę z narzeczoną. I to okazało się zbyt mało, bo co miesiąc przedsiębiorca stawał przed wyborem: gdzie szukać kolejnych oszczędności. – Wreszcie się poddałem i na początku byłem wściekły na swoich klientów. To oczywiście niemądre myślenie, ale nic na to nie poradzę, że Elbląg zaczął mi się kojarzyć z takim zabijającym marazmem – dodaje pan Marek, który ostatecznie opuścił niewielki lokal na elbląskiej Starówce. Pani Marta, która swoją firmę prowadzi razem z mężem, nie dziwi się takiej decyzji sfrustrowanego handlowca. – Przecież lokale w centrum Elbląga są wciąż naprawdę drogie. W czasach, gdy kryzys odczuwamy bardzo silnie, miasto chce, by za 30-metrową powierzchnię płacić kilka tysięcy złotych czynszu. A przecież to dopiero początek naszych kosztów – wylicza pani Marta. Pan Marek, który jest już spakowany i z początkiem sierpnia wyjeżdża do pracy w Norwegii, przyczynę swojej porażki upatruje w jeszcze innym miejscu. – W mentalności, z jaką mamy do czynienia w Elblągu. To ciągle miasto, które z trudem budzi się ze snu ośrodka wielkoprzemysłowego. Straszy duch Zamechu, gdzie pracował mój dziadek, a potem ojciec. Zawsze mnie przekonywał, że warto z jedną firmą związać całe swoje życie i wszystko, co się w niej dzieje, przyjmować z dobrodziejstwem inwentarza. To było naprawdę bardzo dalekie od ducha przedsiębiorczości – uśmiecha się pan Marek, który w dorosłym życiu najczęściej stawiał na postawę dokładnie odwrotną niż ojcowska. Teraz, po nieudanej przygodzie ze sklepem, chce zarobić u norweskiego piekarza. – Potem i tak wrócę do Elbląga, by znów rozkręcić jakiś swój biznes – zapowiada.

Mentalność miasta robotniczego dawny ośrodek wojewódzki, leżący między Olsztynem i Gdańskiem, zachował do dziś. Pani Marta, prowadząc swoją firmę, również to dostrzega. – Ludzie mają postawę roszczeniową. Im się po prostu należy, jak w dużej fabryce. Bo jeśli nie, poskarżą się w związkach zawodowych. Często bardzo trudno zadowolić klientów. Zwłaszcza tych ze starszego i średniego pokolenia. Być może takich, którzy kiedyś właśnie pracowali w Zamechu – mówi. Kupione na początku lat 90. XX wieku przez koncern ABB, dziś zaś należącego do spółki Alstom Zakłady Mechaniczne Zamech im. Karola Świerczewskiego były chlubą Elbląga w okresie PRL. Zatrudniały kilkanaście tysięcy robotników, prowadziły własne szkoły i przedszkola. Tworzyły rodzaj enklawy, państwa w państwie, które wywierało olbrzymi wpływ na lokalną społeczność. – Do dzisiaj ludzie tęsknią za tym socjalistycznym kolosem. Może dlatego w Elblągu ludzi, którzy zajmują się małym biznesem, traktuje się wciąż nieufnie – przyznaje pan Marek, dawny właściciel jednego z elbląskich sklepów.

Wsparcie? Nie zauważyłem

Janusz Ufnalewski, prowadzący firmę zajmującą się robotami inżynieryjnymi, zapytany o wsparcie elbląskiego samorządu dla biznesu nie potrafi ukryć ironicznego uśmiechu. Po chwili krótko wylicza: za hektarową działkę w mieście, którą dzieli z inną firmą, do niedawna płacił 6 tys. zł podatku rocznie. Za rok wieczyste użytkowanie będzie go już kosztowało dwa razy tyle, za dwa lata do miejskiej kasy zmuszony będzie przekazać już 38 tys. – To chyba wystarczy za cały komentarz, prawda? – mówi Ufnalewski i przyznaje, że urzędnicy z ratusza myślą o przedsiębiorcach głównie w kategoriach roszczeniowych. – Zresztą podobnie jak do niedawna o mieszkańcach. Przecież zarząd miasta kierowany przez odwołanego w referendum prezydenta Grzegorza Nowaczyka z PO miał takie właśnie „janosikowe" zasady. Gdy zabrakło na wydatki z budżetu, to cierpieć mieli nie tylko przedsiębiorcy, lecz także lokatorzy mieszkań komunalnych. Stąd 100-procentowa podwyżka czynszów za mieszkania – tłumaczy Ufnalewski. Przyznaje, że nie zauważył, by rządzący dotąd miastem lokalni politycy Platformy mieli życzliwe nastawienie dla małego i średniego biznesu. – Raczej traktowali nas jak worek z kasą, po który w razie pożaru trzeba sięgać – mówi z irytacją. – Tutaj nie wystarczą piękne słówka i akcje w rodzaju „Elbląg za 50 procent", gdy klienci kupują z rabatami, a miasto przez chwilę wspiera przedsiębiorców. Potrzebna jest zmiana myślenia. Świadomość, że to nasze firmy dają ludziom pracę, płacą podatki i mają ogromny wpływ na klimat społeczny w mieście – dodaje pani Marta. W jej opinii jednak Elbląg w ciągu ostatnich sześciu – ośmiu lat stał się miastem uśpionym, z którego wielu młodych i wykształconych ludzi ucieka do innych, większych ośrodków.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Ewa Bednarz

Kredyt z plastiku

Tylko część banków decyduje się na wydawanie przedsiębiorcom kart kredytowych. Znacznie chętniej oferują im dużo kosztowniejsze karty obciążeniowe