Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Pierwszy kongres ?Niepokonanych? w warszawskiej Sali Kongresowej (31 maja 2012 r.)

Seremetowi już dziękujemy

Rafał Kotomski

Członkowie Ruchu Społecznego „Niepokonani 2012” domagają się odwołania prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta. Za to, że nie panuje nad podległą sobie instytucją

W czwartek 11 lipca członkowie „Niepokonanych" przywieźli cztery taczki i ustawili je pod gmachem Prokuratury Generalnej. Jak tłumaczą, po to, by prokurator Seremet mógł wywieźć na nich śledczych, którzy „łamią ludzkie życiorysy". Na tym się jednak nie skończyło. W liście otwartym do premiera Donalda Tuska przedstawiciele ruchu skupiającego głównie przedsiębiorców skrzywdzonych przez państwo zwrócili się z wnioskiem o odwołanie Andrzeja Seremeta. „Nie możemy pozostawać w biernym milczeniu w sytuacji, kiedy prokuratorzy w sposób nikczemny, gdyż całkowicie bezpodstawny, kierują wnioski aresztowe, wymuszając niejako na sądach orzekanie wielomiesięcznych aresztów wobec całkowicie niewinnych obywateli" – czytamy w liście do premiera. Ciekawe, że obywatelska krytyka prokuratora generalnego zbiegła się w czasie z niepochlebną opinią, jaką o pracy prokuratora generalnego wyraził minister sprawiedliwości Marek Biernacki. Polityk PO na razie nie zdradził szczegółów, ale wiadomo, że ma poważne zastrzeżenia co do organizacji i skuteczności pracy śledczych. – Pan minister mówi właściwie o statystyce, bez konkretów. Na skuteczność pracy prokuratorów patrzy od strony ich przełożonego. My wręcz przeciwnie. Nie tylko dysponujemy konkretami, ale uważamy, że pracę pana Andrzeja Seremeta należy weryfikować, patrząc na działania konkretnych prokuratorów, którzy mu podlegają – mówi Marcin Kołodziejczyk, rzecznik „Niepokonanych 2012".

Straciłem kawał życia

Członków ruchu szczególnie oburza przypadek opolskiego przedsiębiorcy Krzysztofa Stańki. Mężczyzna, prowadzący wraz z żoną hotel w Turawie koło Opola, spędził w areszcie śledczym 27 miesięcy. Jak się okazało – niewinnie, bo w maju ubiegłego roku wrocławski Sąd Apelacyjny prawomocnie oczyścił go z zarzutów. – Ale straciłem potężny kawał życia. W areszcie śledczym człowiek nie ma żadnych praw, a w dodatku przeżywa katusze psychiczne. Cały czas się zastanawiałem, jak to wszystko było w ogóle możliwe – opowiada Stańko w rozmowie z „Uważam Rze". Koszmar w życiu pana Krzysztofa rozpoczął się we wrześniu 2003 r. Do jego ośrodka wpadło wówczas kilkudziesięciu funkcjonariuszy CBŚ razem z antyterrorystami. – To było prawdziwe piekło. Strzały, krzyki... Zastrzelono mojego psa. Policjanci wchodzili drzwiami i oknami. Potem zaczęły się rewizje i przeszukania. Nie mogliśmy wyjść z szoku – opowiada przedsiębiorca. W hotelu pojawiły się psy tropiące, które szukały rzekomo ukrytych narkotyków. Dopiero później pan Krzysztof miał się dowiedzieć, że zarzuca mu się „szefowanie grupie zbrojnej, która trudni się produkcją amfetaminy". – Jak można spokojnie przyjąć coś tak absurdalnego. Przecież po raz pierwszy w życiu w ogóle się dowiedziałem, jak wygląda amfetamina, w areszcie śledczym. Bo tam handluje się dosłownie wszystkim... – przyznaje Stańko. Skutego przedsiębiorcę zawieziono do aresztu w Częstochowie. Wiedział, że podczas przeszukania mieszkania i hotelu policjanci niczego nie znaleźli. Był pewien, że koszmar za chwilę się skończy, a prokurator nadzorujący działania funkcjonariuszy wyjaśni całe nieporozumienie. – Tymczasem to był dopiero początek koszmaru. W areszcie, bez wyroku, spędzić miałem następne 27 miesięcy. Potem się okazało, że prokurator przez siedem lat pisał akt oskarżenia. Do dziś nie mogę w to wszystko uwierzyć – dodaje przedsiębiorca.

Hotelem zajmowała się żona, ale firma wpadła w poważne kłopoty. Zwłaszcza że miejsce było wciąż nękane wizytami policjantów. Klienci zaczęli omijać je szerokim łukiem. Pan Krzysztof wie, że gdyby nie determinacja małżonki i pomoc finansowa mieszkających w Niemczech rodziców, nie miałby do czego wracać. – W dodatku ktoś dzwonił do żony i szantażował ją, że wyjdę na wolność tylko w przypadku, gdy oddamy hotel. Niestety, prokuratura do dziś nie zajęła się wyjaśnieniem tych telefonów – opowiada Stańko. Okazało się, że oskarżającą go osobą był późniejszy świadek koronny prokuratury o pseudonimie Gruby. To mężczyzna, który parę razy wypoczywał w ośrodku prowadzonym przez Stańkę. Przedsiębiorca wciąż nie może ukryć oburzenia, że właśnie przez niego został oskarżony o poważne przestępstwa, których nigdy nie popełnił.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Adam Maciejewski

Polski kapitał na Kaukazie

Od 2014 r. w Armenii działa fabryka polskiej spółki Lubawa. Nawiązanie współpracy z rządem Armenii było możliwe dzięki promocji naszego przemysłu za granicą, wspieranej przez dotacje z UE

Intermedia

• MYŚLI I SŁOWA • BEATA SZYDŁO