Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

20-letnia Anna Maria Wielgus przed lokalem, ktory bezskutecznie stara sie otworzyc od ponad roku

Antrykot po wolsku

Karolina Kowalska

„Przyjazna gmina? Straciłam już 300 tys. zł” – taki napis przez kilka miesięcy widniał w witrynie niedoszłej restauracji na warszawskiej Woli

Skrzyżowanie ulic Żelaznej i Twardej przez kilka miesięcy słynęło jako jedno z bardziej stłuczkowych. Kierowcy wpadali na siebie regularnie, od kiedy w witrynach lokalu „L'Entrecote de Paris" („Antrykot paryski") pojawiły się napisy: „Miejsc pracy: 16. Zezwolenia ciągle brak". Zniknęły na początku lipca, gdy wynajmująca Anna Maria Wielgus po roku dostała wreszcie wstępne pozwolenie na budowę dwóch łazienek, trzech dojść z wodą i połączeń rur wentylacyjnych. Teraz czeka na klauzulę ostateczności, a –jak mówi – lepiej nie drażnić urzędników. Przekonywała się o tym przez ostatni rok. Uważa, że mogło chodzić o łapówkę, na którą jej nie stać.

Zaczęło się od marzenia. Świeżo upieczona maturzystka postanowiła przenieść do Warszawy ulubione paryskie smaki. Miało być jak na Polach Elizejskich, gdzie firmowym stekiem z frytkami i nieziemskim – jak go określa Anna Maria  – sosem zajadają się i turyści, i Francuzi. Polacy – jest tego pewna – szybko przekonaliby się do menu, w którym na przystawkę sałatę z sosem winegret zagryza się bagietką, a potem ucztuje nad soczystym mięsem. Do tego francuskie wino, a na deser créme brulée albo profiteroles, czyli lody przekładane bezą z sosem czekoladowym. Lato 2012 r. było wymarzonym terminem otwarcia – do stolicy miały ściągnąć tysiące kibiców mistrzostw świata w piłce nożnej.

Wszystko wyglądało pięknie. – Francuzi zgodzili się udzielić franczyzę, pomogli nawet wybrać lokal z 14, które im zaproponowałam. Wybrali ten na rogu Żelaznej i Twardej, na bliskiej Woli. Restauracja miała przyciągnąć ludzi młodych i pracowników z pobliskich biur – mówi Anna Maria Wielgus. A w czasie mistrzostw – kibiców z Francji. L'Entrecote de Paris ma we Francji kilka filii, a jako produkt eksportowy podbił podniebienia Brytyjczyków i Libańczyków.

Wolski lokal Anna Maria Wielgus wynajęła od TP SA już na początku 2012 r., odpowiednio wcześniej, by w czerwcu móc już ugościć kibiców smakoszy. Sprowadzone z Francji meble a la Ludwik XVI od dawna czekały na zapleczu. Tylko wspólnota mieszkaniowa ociągała się z wydaniem zgody. Dziewczyna postanowiła więc sama zebrać podpisy – chodziła od drzwi do drzwi, ale jej dokument okazał się nieważny. Gdy lokatorzy osiągnęli porozumienie, było już po Euro. W lipcu, z kompletem dokumentów, Wielgus powędrowała do urzędu na Woli. I pierwszy raz się od niego odbiła. – Okazało się, że na postawienie dwóch łazienek potrzeba pozwoleń jak w przypadku 40-piętrowego budynku. Myślałam, że urzędnicy pomogą mi odnaleźć się w gąszczu przepisów, ale oni tylko patrzyli, jak błądzę – mówi Anna. Chociaż urzędnicy na wydanie warunków zabudowy mieli trzy miesiące, liczyła, że procedury będzie można przyspieszyć. Oszczędności się pokończyły, zarówno jej, jak i rodzicom. Sam czynsz w wysokości 20 tys. zł miesięcznie, ZUS, opłaty za prąd, wodę i gaz, wreszcie spłata kapitału sumowały się do 30 tys. zł miesięcznie. Trzeba było wziąć kredyt. Na szczęście babcia zgodziła się zastawić pod niego swoje mieszkanie. Anna mówiła o tym każdej pani w okienku, każdemu panu od dziesiątej pieczątki. Byli obojętni. Jeden jej powiedział, że nie płacą mu za wysłuchiwanie jej problemów. W końcu któraś urzędniczka się zlitowała. – Powiedziała mi, że jeśli zrezygnuję z tarasu, warunki zabudowy dostanę dużo szybciej. Odetchnęłam z ulgą. O taras, na którym klienci mieli jadać latem, mogę postarać się za kilka miesięcy. Byle wreszcie ruszyć z interesem – opowiada Anna. Kilka dni później znów zajrzała do urzędu. – Myślałam, że stracę resztki nerwów, kiedy pani oznajmiła mi, że ponieważ zrezygnowałam z tarasu, to staram się o nową wuzetkę i urząd ma kolejne trzy miesiące – wspomina.

Po kilku tygodniach czekania Anna i jej tata Janusz postanowili się spotkać z samą burmistrz Woli Urszulą Kierzkowską. Wydelegowała zastępcę, który na wstępie zaznaczył, że nie zna sprawy i umówi ich z kimś kompetentnym. – Ale nie chcieliśmy po raz kolejny rozmawiać z urzędnikiem, do którego chodziliśmy już 70 razy i który  twierdził, że nie jest od wysłuchiwania naszych problemów – tłumaczy bizneswoman. O pomoc pisała do wszystkich: prezydenta, premiera. Jak grochem o ścianę. Pieniądze topniały, nerwy rosły.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Edyta Żyła

Doradzą i przeszkolą

Znaczna część unijnych pieniędzy trafia do doradców, którzy pomagają zakładać firmy lub je rozwijać. Przedsiębiorcy mogą więc liczyć na bezpłatne szkolenia, wsparcie doświadczonych mentorów albo pomoc w przygotowaniu strategii marketingowej