Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Jeszcze jeden układ zamknięty

Leszek Pietrzak

W ciągu kilkunastu lat „prywatyzacji” Stoczni Szczecińskiej jej majątek dosłownie wyparował

Znowu zrobiło się głośno wokół superszpiega PRL-owskiego wywiadu Tomasza Turowskiego. Okazało się bowiem, że Turowski oprócz tego, że przez lata „pogłębiał dialog" pomiędzy PRL a Watykanem, aktywnie uczestniczył w procesie polskiej transformacji. Na początku lat 90. został skierowany na trudny odcinek prywatyzacji polskiego przemysłu stoczniowego i oddelegowany do realizacji zadań w Stoczni Szczecińskiej. Gdy w 1990 r. powstała tam spółka Porta Holding, Turowski znalazł się w jej władzach. Miał go wówczas rekomendować niejaki Robert Polan, amerykański specjalista doradzający polskiemu rządowi i cieszący się zaufaniem ówczesnego ministra Janusza Lewandowskiego. Ten Polan to w ogóle ciekawy przypadek. Pojawił się w Polsce w 1990 r. i od razu wszystkich znał, i wszyscy go rekomendowali jako wybitnego fachowca.

W każdym razie Turowski i Polan znaleźli się we władzach Porty, która miała wprowadzić Stocznię Szczecińską w nowy wspaniały świat. Nie trzeba dodawać, że Turowski nie miał zielonego pojęcia o zarządzaniu przemysłem stoczniowym. Stocznia Szczecińska miała jeszcze olbrzymi majątek trwały w postaci maszyn, urządzeń czy terenów. Z upływem czasu wokół Porty zaczęli się pojawiać ludzie i spółki z kręgu PRL-owskiego aparatu i dawnych służb specjalnych. Z roku na rok szczecińska stocznia, zamiast wychodzić na prostą, systematycznie traciła swój majątek i obniżała wartość rynkową. Trwało to przez wiele lat, aż w 2002 r. Porta upadła. Stało się to dokładnie wtedy, gdy rząd Leszka Millera odmówił zarządowi Porty zgody na udzielenie gwarancji kredytowych na kwotę 40 mln dolarów.

Na bazie upadłej Porty powstała kolejna spółka: Stocznia Szczecińska Nowa. Przy okazji jej narodzin majątek stoczni uległ dalszemu rozgrabieniu. Ostatni akt jej agonii zaczął się w 2009 r., gdy zgodnie z tzw. specustawą stoczniową rozpoczęto proces kompensacji Stoczni Szczecińskiej Nowa, co oznaczało jej całkowitą likwidację poprzez wyprzedaż pozostałej części majątku stoczni oraz zwolnienia grupowe obejmujące wszystkich pracowników. Pieniądze ze sprzedaży miały zostać przekazane na spłatę wierzycieli stoczni – zarówno tych publicznych, jak i prywatnych.

W ten sposób w ciągu kilkunastu lat w ramach swoistego układu zamkniętego zniknęła jedna z największych w Polsce i w Europie stoczni, a jej majątek dosłownie wyparował. Gdzie? Odpowiedź na to pytanie jest naprawdę trudna. Gdy kilka lat temu przeglądałem wyciągi ze szwajcarskich kont wielu osobistości polskiej prywatyzacji, natrafiłem na wyciąg z konta jednego z ministrów, który akurat był odpowiedzialny za nadzór nad całym procesem prywatyzacji stoczni. Zauważyłem na tym wyciągu „oszczędności" w kwocie kilku milionów dolarów. Było dla mnie jasne, że to jedno z kont, na których może być spieniężony w wyniku zabiegów prywatyzacyjnych majątek stoczni. Pomyślałem sobie wówczas to samo, co Kazik wyraził w jednej z piosenek: „Cała jego ciężka praca, wszystko było ch... warte, gdyby leżał całe życie, mniejszą czyniłby on stratę".

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Artur Osiecki

Brexit mobilizuje regiony

Województwa chcą przyspieszyć realizację nowych programów regionalnych zarówno ze względu na zbliżający się przegląd unijny, jak i potencjalne negatywne konsekwencje wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej