Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

Ossow kolo Wolomina. Inscenizacja bitwy warszawskiej 1920 r.

Firmy pod Grunwaldem

Krzysztof Jóźwiak

Polacy pokochali historię odgrywaną na żywo. Widowiska historyczne rozbudzają zainteresowanie naszymi dziejami, ale coraz częściej pozwalają także połączyć pasję z zarabianiem

– Dla mnie liczy się jakość. Nie robię broni, która nadaje się tylko do tego, aby zawiesić ją na ścianie. Nie da się wykonać dobrego miecza czy szabli przy zastosowaniu wyłącznie frezarki, tak jak próbuje się to robić obecnie. Dobra broń musi być odkuta. Trzeba patrzeć w ogień, aż oczy zabolą. Tylko wtedy powstanie oręż mocny i giętki zarazem – tłumaczy pan Marek. Aby udowodnić, że mówi prawdę, chwyta jedną z kling opartych o ścianę i silnie ją wygina. Szabla mocno pracuje, ale nie pęka.

Pan Marek wywodzi się ze starej, dobrej szkoły rzemiosła polskiego. – Pierwsze egzemplarze broni produkowałem jeszcze w podstawówce dla chłopaków z podwórka na Muranowie. Toczyliśmy wojny z tymi z drugiej strony ulicy i musieliśmy się dozbroić – opisuje żartobliwie swoje początki. Ale na serio przyznaje, że już jako młody chłopak podpatrywał ojca podczas pracy w warsztacie na Jelonkach. Potem naukę kontynuował w popularnym „Konarze", czyli I Miejskiej Szkole Rzemieślniczej im. Konarskiego. Od małego interesował się historią, ciągnęło go więc bardzo do wykuwania broni. Na założenie pierwszej pracowni namówił go dowódca pułku, w którym odbywał służbę wojskową. Warsztat przy lotnisku na Bemowie stworzył w 1982 r. – Czasy były trudne. Robiło się wtedy m.in. szable dla oficerów radzieckich. Szable były z orłem, tylko koronę trzeba było nieco mocniej przeszlifować. Oni cieszyli się z tego orła, a ja zaśmiewałem się w duchu, bo wiedziałem, że ta broń była wzorowana na szabli, którą gen. Sikorski dostał w nagrodę za to, że dał łupnia bolszewikom pod Warszawą w 1920 r. – wspomina Sobucki.

Na początku wykonywał zlecenia przede wszystkim dla wojska. Potem, jeszcze w latach 80., zaczęli się do niego zgłaszać kolekcjonerzy broni i ludzie, którzy tworzyli pierwsze grupy rekonstrukcyjne w Polsce. Pan Marek zaczął aktywnie wspierać ruch inscenizacji historycznych, a po części był jego akuszerem. Początkowo mocno angażował się w ruch rycerski, ale kiedy stwierdził, że etosu rycerskiego jest w nim coraz mniej, przerzucił się na kawalerię. Współtworzył m.in. stowarzyszenie pielęgnujące tradycje 11. Pułku Ułanów Legionowych oraz 4. Pułk Strzelców Konnych.

Rosnące zainteresowanie odtwarzaniem historii na żywo sprawia, że na brak pracy nie narzeka. O godziwy zarobek nie jest jednak łatwo. Szabla kosztuje od 1800 zł wzwyż, ale czystego zysku jest z każdej sztuki jedynie kilkanaście procent. Największym problemem są jednak ciągłe przeprowadzki. Od czasu opuszczenia warsztatu na Bemowie było już ich kilka. A przenosiny i uruchamianie produkcji na nowo wymagają dużych inwestycji. Z tego powodu o urzędnikach zarówno wojskowych, jak i cywilnych nie ma najlepszego zdania. Nie ułatwia prowadzenia biznesu także zalew tanich produktów ze Wschodu. Sobucki wzdryga się na sam widok chińskiego wyrobu, który przysłał mu jako wzór jeden z klientów z Niemiec – słaby materiał, plastikowa pochwa imitująca drewno. Paskudztwo.

Mimo trudności Marek Sobucki nie wyobraża sobie innego zajęcia. Serce mu rośnie, kiedy zbierze się wystarczająca liczba zamówień, aby opłacało się rozpalić ogień w kuźni. Tak jak teraz. – Kończymy kilka szabel husarskich, bo husaria staje się teraz modna. Dla wojska musimy naprawić 12 szabel tzw. siedemdziesiątekszóstek, mam zamówienie na trzy ludwikówki [szabla wz. 1934 – przyp. red.], a wczoraj dzwonił jeszcze chłopak z roztoczańskiej konnej – kończy optymistycznie właściciel Karabeli.

Szycie z pasją

Wspaniale wyposażony obóz, zbrojownia pełna idealnie zrekonstruowanego oręża, zabytkowa architektura tworząca godną oprawę dla inscenizacji – wszystko to jednak za mało, aby odtworzyć minione dzieje. Nie uda nam się tego dokonać bez odpowiedniego stroju historycznego. Im jest on bliższy oryginałowi, tym nasza „podróż w czasie" będzie bardziej rzeczywista. Nic zatem dziwnego, że rozwijający się ruch rekonstrukcji historycznych obrósł licznymi pracowniami wykonującymi stroje z dawnych epok. Na szyciu wamsów, kontuszy, delii, gorsetów i różnego rodzaju sukien można bowiem godziwie zarabiać. Tak jak stara się to robić Anna Moryto, właścicielka pracowni krawiectwa historycznego Stroje z Pasją ze Skórzewa.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Edyta Żyła

Doradzą i przeszkolą

Znaczna część unijnych pieniędzy trafia do doradców, którzy pomagają zakładać firmy lub je rozwijać. Przedsiębiorcy mogą więc liczyć na bezpłatne szkolenia, wsparcie doświadczonych mentorów albo pomoc w przygotowaniu strategii marketingowej