Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

Faktury bez pokrycia

Rafał Kotomski

W kryzysie przeterminowane płatności to często łańcuszek prowadzący od inwestora do najdrobniejszego podwykonawcy – mówi prawnik specjalizujący się w sprawach gospodarczych

Józef Mitrus podnosi głos zapytany o problem przeterminowanych płatności w polskiej gospodarce. W branży budowlanej pracuje od 20 lat. Przyznaje, że lubi, gdy robienie interesów przynosi mu dochód, ale również oznacza zadowolenie z pracy. – Ale ostatnio to zadowolenie odczuwam coraz rzadziej. Zauważam za to na rynku budowlanym tendencję do coraz większej liczby nieuczciwych zachowań. Nie da się ukryć, że w kryzysie buszuje mnóstwo hien, które naciągają i wykorzystują uczciwych przedsiębiorców – mówi właściciel firmy podkarpackiej z Dębicy.

Odpowiedzialni do 4 tysięcy

Pan Józef przeżył swoją drogę przez mękę z płatnościami od nieuczciwej, jak się okazało, firmy deweloperskiej z Rzeszowa. Przed podpisaniem umowy wiedział, że zanim dokument się parafuje, trzeba bardzo uważnie przyjrzeć się wszystkim jego zapisom. Zwłaszcza w przypadku ewentualnego poślizgu w terminie zakończenia prac. – Miałem już taką sytuację, że z przyczyn zupełnie ode mnie niezależnych moja firma spóźniła się z zakończeniem robót budowlanych o półtora miesiąca. Okazało się, że najprawdopodobniej coś umknęło mi w zapisach umowy dotyczących kary za nieprzestrzeganie terminu. Inwestor naliczył ją nie od wartości konkretnych prac, tylko od całości kwoty. Czyli kilku milionów, a przy tym zaczął zwlekać z zapłatą za wykonane przez nas prace – opowiada Mirus.

Jakby tego było mało, przedsiębiorca niedługo później zetknął się znów z partnerami, którzy okazali się niesolidni w płatnościach. Kiedy budował osiedle kilkudziesięciu domów jednorodzinnych w Rzeszowie, już na samym początku pojawiły się kłopoty z płaceniem za faktury. – Budowaliśmy i musieliśmy cały czas dopominać się o swoje pieniądze. W dodatku zaczął się sezon wakacyjny i inwestorzy nagle wyjechali. Przestali odbierać telefony – wspomina przedsiębiorca. Właściciel firmy z Dębicy musiał użyć wielu forteli i stracić wiele godzin na przekonywanie, by firma deweloperska, dla której budował, zaczęła się wywiązywać z płatności. Zazwyczaj jednak była to tylko część należności, dlatego w ciągu kilku następnych miesięcy kwota urosła do 800 tys. zł. – Proszę zauważyć, że w tym czasie budowałem to osiedle, właściwie kredytując je z własnych środków – dodaje Mirus.

Ale cierpliwość przedsiębiorcy też miała swoje granice. W okolicach Bożego Narodzenia okazało się, że właściciele firmy deweloperskiej pozmieniali telefony. A potem zniknęli. Firma Józefa Mirusa zdecydowała się zerwać zawartą wcześniej umowę. Niezapłacone faktury urosły w tym czasie do kwoty ponad miliona złotych. – I nagle, proszę sobie wyobrazić, jakim tupetem wykazał się deweloper. Podał mnie do sądu za zerwanie umowy. Na szczęście wygrałem tę sprawę, a potem dodatkowo uzyskałem wpis na hipotekę atrakcyjnej nieruchomości, która należała do nieuczciwego kontrahenta – mówi Józef Mirus.

Nie odpuszczając drogi prawnej, przedsiębiorcy udało się też uzyskać w sądzie wyrok egzekucyjny przeciwko deweloperowi na zaległą kwotę. Ale zapytany, czy w końcu odzyskał pieniądze od dłużnika, pan Józef tylko kwaśno się uśmiecha. Po chwili dodaje, że prawdziwą zmorą dla uczciwych firm budowlanych są spółki z o.o. zakładane przez oszustów.

– W kryzysie, mówiąc brutalnie, buszuje wiele hien, które naciągają przedsiębiorców. Firma deweloperska, która nam nie zapłaciła, była – jak się okazało – spółką z kapitałem założycielskim w wysokości 4 tysięcy złotych! Tymczasem w bankach dostawała kredyty na kwotę 5, a nawet 10 milionów złotych. Bez komentarza – irytuje się podkarpacki przedsiębiorca.

Łańcuszek faktur uśpionych

Niby banalna konstatacja, ale jednak ryba rzeczywiście psuje się od głowy. Widać to zwłaszcza wyraźnie w branży budowlanej i drogowej, gdzie polskie firmy realizują prace zlecone przez publicznego inwestora. Czyli państwowe dyrekcje dróg albo samorządy. – W tym przypadku widać, że wszystko zaczyna się od zamówień publicznych. Właściwie można powiedzieć, że inwestor ma dla wykonawcy jeden podstawowy przekaz: buduj na kredyt, niczego nie zaliczkujemy, a jak wszystko dobrze i w terminie zrobisz, to ci zapłacimy – mówi Marek Bartkowiak z leszczyńskiej kancelarii Bartkowiak i Lorych, specjalizującej się w sprawach gospodarczych. Od takiego właśnie podejścia inwestora publicznego zaczyna się łańcuszek oczekujących na realizację faktur. Bo wykonawca, żeby budować obiekt publiczny czy drogę, zazwyczaj bierze kredyt. A po to, by go spłacać, często zalega z płatnością dla podwykonawcy. Bo ten znajduje się na samym dole drabinki finansowej . – Niby mamy zapis w prawie, że inwestor z wykonawcą ponoszą solidarną odpowiedzialność za zapłatę. Ale w praktyce bardzo często się go obchodzi – zauważa mecenas Bartkowiak. Prawnik krytycznie wypowiada się też o relacjach na linii inwestor – wykonawca. – Tutaj panuje swoisty dyktat, bo wykonawca po przetargu musi parafować umowę. I potem nie ma już możliwości manewru. Nie dość, że kredytuje prace albo zrzuca ten obowiązek na swoich podwykonawców, to jeszcze musi pogodzić się z długim terminem płatności – zauważa Bartkowiak.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Anna Czyżewska

O wynagrodzeniu bez tabu

Zdecydowana większość pracowników uznaje, że rozmowę o podwyżce powinien zainicjować szef. Polacy nie są mistrzami negocjacji. Strategia biznesowej polemiki to wizytówka przedsiębiorcy

Adam Maciejewski

Polski kapitał na Kaukazie

Od 2014 r. w Armenii działa fabryka polskiej spółki Lubawa. Nawiązanie współpracy z rządem Armenii było możliwe dzięki promocji naszego przemysłu za granicą, wspieranej przez dotacje z UE