Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Wódczana armia

Leszek Pietrzak

Wódka pewnie zawsze będzie na polskich misjach wojskowych. Ale to, co uchodzi w kraju, kompromituje nas za granicą

Kilka dni temu polskie media obiegła sensacyjna informacja o tym, że nasza Żandarmeria Wojskowa (ŻW) zaaresztowała kilkaset litrów wódki w wojskowym samolocie, który miał odlecieć z podkrakowskich Balic do Afganistanu, gdzie nasi żołnierze nadal pełnią sojuszniczą misję. Rzecznik ŻW ppłk Marcin Więcek nie chciał nic więcej na ten temat powiedzieć, zakomunikował jedynie, że w sprawie zatrzymanej wódki trwają intensywne czynności służbowe. W każdym razie wiadomo, że wódka znaleziona w wojskowym samolocie nie miała polskich znaków akcyzy i ukryta była wśród innych ładunków polskiej armii, które wraz z żołnierzami wysyłano do Afganistanu. Samolotem tym miała lecieć grupa żołnierzy GROM-u.

Nie po raz pierwszy okazało się, że wraz z polskimi żołnierzami jadącymi na misję pojechałaby również polska wódka. O tym, co się dzieje w polskich kontyngentach za granicą, miałem okazję naprawdę wiele czytać, i to dokumentów źródłowych. Znam więc problem niejako od podszewki. W zasadzie wódka na naszych misjach (tych wojskowych, oczywiście) była zawsze. Wódki było nawet w bród. Na swój sposób była „psychologicznym terapeutą" dla polskich żołnierzy, którzy najczęściej po raz pierwszy w swojej karierze mieli okazję zobaczyć prawdziwą wojnę. Wódka rozładowywała stres, napięcie i niwelowała tęsknotę za ukochaną ojczyzną. Gdy w naszych kontyngentach pojawiły się pierwsze kobiety, wódka pełniła jeszcze jedną funkcję. Potrafiła koić oficerskie niepowodzenia w zalotach do polskich „żołnierek". Tak było przed paroma laty podczas jednej z misji w byłej Jugosławii, gdzie pewien oficer poturbował obiekt swoich uczuć, zdemolował polowe kasyno, a potem najzwyczajniej w świecie upił się z goryczy i zasnął na łóżku polowym. I właśnie wtedy przyszła po niego żandarmeria i zaaresztowała go wraz z łóżkiem. Po jakimś czasie okazało się jednak, ze zaaresztowany śpiący oficer to nie ten, który wszczął burdę, ale ktoś zupełnie inny, kto też był pijany i spał. Takie historie czytałem wiele razy. Jedno jest pewne: wódka była, jest i zapewne będzie w polskich bazach na wszystkich misjach wojskowych. Jej transport nasza armia potrafi zorganizować w każdych warunkach. Bijemy w tym na głowę armie naszych sojuszników. To naprawdę specjalność polskiego wojska.

Ale poważnie! Powszechna dostępność alkoholu dla polskich żołnierzy biorących udział w misjach jest standardem. Nie jest specjalną sensacją, że nasi oficerowie bez zahamowań z tego korzystają. Zapominają jednak przy tym, że to, co może uchodzić w kraju, na misjach, w sytuacji codziennych kontaktów z oficerami innych armii, kompromituje nie tylko ich samych, ale przede wszystkim nasz kraj. Niestety, z przykrością muszę napisać, że pod tym względem polska armia nie jest jeszcze armią NATO, ale nadal armią Układu Warszawskiego.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?