Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

W rzeczywistosci bankructwo widac tylko w centrum i dzielnicach fabrycznych Detroit. Pozostale dzielnice wygladaja lepiej niz niejedno miasto w Polsce

Klasyczna klęska socjalizmu

Janusz Korwin-Mikke

Detroit zbankrutowało przez wierność socjalizmowi, a nie ideom postliberalnym

W felietonie „Postliberalna masakra w Detroit" w ostatnim numerze „Uważam Rze" Andrzej Urbański stwierdza, że przyczyn bankructwa amerykańskiej metropolii należy szukać w wierności ideom postliberalnym. Tymczasem historia Detroit jest absolutnie klasycznym przypadkiem klęski socjalizmu. Co więcej, była to klęska przewidywana i zapowiadana. Już gdy w 1986 r. byłem w USA, Detroit pokazywano jako przykład klęski programów socjalnych, z tezą, że jeśli się tego nie zmieni, miasto będzie musiało zbankrutować. Pamiętam, że w wydanej wtedy książce Michaela Walkera „Wojna czy podatek?" jedna z 28 par fotografii podpisana była następująco: „Tak – to Nagasaki w dwa tygodnie po zrzuceniu bomby atomowej" i „Nie – to Detroit w 20 lat po wprowadzeniu wysokiego podatku od nieruchomości".

Nie do odróżnienia

Jeśli gangsterzy ze związków zawodowych, ekolodzy, postępowi politycy, gorliwi urzędnicy itd. będą kontynuować lewicową politykę karania grzywnami zwanymi „podatkiem dochodowym" ludzi, którzy pracują, wysokim podatkiem od nieruchomości tych, którzy coś mają, a nagradzania „zasiłkiem socjalnym" rozmaitych nierobów, to z Polską w sposób nieunikniony stanie się to samo co z Detroit. Z tą tylko różnicą, że emeryci z Detroit dostaną 10 proc. obiecanych wypłat. Ciekawe, czy z ograbianych przez kolejne rządy OFE i ZUS uda się wycisnąć choćby tyle. Tak czy owak, bankructwo Detroit to bardzo pouczająca katastrofa socjalizmu.

Za sytuację Detroit odpowiadają działacze związków zawodowych i rządzący, którzy ulegli ich żądaniom. Podobny scenariusz grozi Polsce

Tymczasem Andrzej Urbański pisze: „Tak wygląda realna przyszłość świata postkonsumpcyjnego. Kto ogląda apokaliptyczne zdjęcia z Detroit, ten już wie, jak się kończy wiara w postliberalne idee", z czego by wynikało, że w mieście tym panował jakiś wolny rynek i to stało się przyczyną katastrofy. Nawiasem mówiąc, mocno przesadzonej, bo ruinie uległo centrum Detroit i dzielnice fabryczne, a trzy czwarte miasta wygląda lepiej niż przeciętne miasto w Polsce. Ale dziennikarska przesada jest dopuszczalna. Gorzej, że autor wywraca wszystko dokładnie do góry nogami.

Istotnie, Detroit to „miasto symboliczne nie tylko dla Ameryki, ale i całej epoki przemysłowej rewolucji, której nie byłoby bez Forda i ciężkiej pracy robotników w jego zakładach. Pracy godziwie nagradzanej nie z powodów altruistycznych, lecz z prostej kalkulacji – jeżeli robotników nie będzie stać na produkowane samochody, to kto je będzie kupował?". Otóż właśnie wtedy w Detroit i całej Ameryce szalał dziki liberalizm, dzięki czemu wyzyskiwani robotnicy mogli kupować samochody. Drobną ich cząstkę kupowali przepłacani robotnicy fabryki Henry'ego Forda. Jednak liberalizm oznacza, że jeśli akurat Ford chce swoim robotnikom płacić dwa razy więcej, niż wynosi cena rynkowa pracy ludzkiej, to ma do tego prawo. Było to nieekonomiczne, bo przed biurem werbunkowym stały długie kolejki chętnych i ludzki czas się marnował, ale to, jak Ford dzielił się ze swoimi ludźmi zyskiem z produkcji, było wyłącznie jego sprawą i nikomu nic do tego. Prawda jest jednak taka, że o wiele więcej samochodów kupowali robotnicy z innych fabryk, a jeszcze więcej ludzie w ogóle niebędący robotnikami.

„Amerykański noblista J. E. Stiglitz powiada tak: przedsiębiorstwa przestały inwestować nie z braku kasy, ale z braku zbytu" – pisze dalej Andrzej Urbański. Tu należałoby zadać pytanie: dlaczego ten zbyt znajdowały samochody produkowane w Japonii, w Chinach, a nawet w innych niż Detroit miastach USA? Autor felietonu tłumaczy to następująco: „Amerykańskie korporacje siedzą na 3 bln dol. gotówki i nic z nią nie robią. Bo w Ameryce, jak w Niemczech, za niskie są płace i podatki od zysków kapitałowych, więc za mały jest wewnętrzny popyt i nie ma powodu, aby inwestować".

W tej sprawie akurat chyba wszyscy ekonomiści są zgodni, że przemysł samochodowy w Detroit zbankrutował dlatego, że związki zawodowe umiejętnym szantażem i z poparciem rządzących miastem socjalistów (zwanych w USA „liberal democrats") wywalczyły za duże zarobki pracownicze. I nie chodzi też o zbyt mały podatek od zysków z kapitału, tylko o zbyt duży podatek od zysku z działalności produkcyjnej. W Detroit próbowano ratować pożar metodą wylewania na ogień benzyny: całkowicie sprzecznie z zasadami liberalizmu dawano rozmaite zasiłki i dotowano przedsiębiorstwa. Efekt był oczywisty dla każdego poza socjalistami. Im więcej pieniędzy ludzie dostawali z dotacji, tym mniej chciało im się pracować. To samo zjawisko zachodzi w każdym kraju np. afrykańskim, wspomaganym dotacjami od dobrych Bwana-Kubwów. Na swoich spotkaniach nieustannie powtarzam, że gdyby w XIX w. jakaś Unia Europejska dotowała Stany Zjednoczone, to USA wyglądałyby dziś jak Burkina Faso czy Ghana.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Intermedia

• MYŚLI I SŁOWA • BEATA SZYDŁO