Najnowsza interwencja Uważam Rze

Świat

Cambridge to marzenie wiekszosci ambitnych Europejczykow. Dla Amerykanow paradoksalnie moze stanowic tania alternatywe dla Ivy League

Kosztowny prestiż

Paweł Łepkowski

Studia mogą być dobrą inwestycją w przyszłość, ale tylko pod warunkiem, że wybierzemy odpowiednią uczelnię. Najlepiej zagraniczną

Jeżeli wiążesz przyszłą karierę zawodową ze studiami, to zastanów się nad sensem studiowania w Polsce. Prestiżowy ranking najlepszych uczelni świata – QS World University Rankings 2012/2013 – dowodzi, że polskie uczelnie są na samym końcu globalnego świata akademickiego. Na początku XX w. pewien dziennikarz zapytał panią Milevę Einstein z domu Marić, co myśli o karierze naukowej swojego męża. „Mój mąż to geniusz" – odpowiedziała bez wahania. – „On umie robić absolutnie wszystko, oprócz pieniędzy". Pani Einstein nie przesadzała. Kiedy w 1905 r. Albert Einstein opublikował artykuł „O elektrodynamice ciał w ruchu" wprowadzający nową teorię, nazwaną później „szczególną teorią względności", był ledwie urzędnikiem patentowym w Zurichu. I to o skromnym uposażeniu.

Nawet gdy jego teoria burzyła newtonowski porządek w nauce, Einstein ledwie wiązał koniec z końcem jako privatdozent na Uniwersytecie w Bernie, żyjący jedynie z drobnych wpłat od studentów.

Jego druga żona, Elsa Einstein, też nie mogła narzekać na nadmiar środków do życia. Gdy otrzymał Nagrodę Nobla, całą sumę musiał przekazać pierwszej żonie. Nawet stanowisko profesora Instytutu Studiów Zaawansowanych Uniwersytetu w Princeton nie zapewniło mu wysokich dochodów.

W USA edukacja to wydatek porównywalny z zakupem domu, tyle że kredytowany na lichwiarskich zasadach

Kto zwiedzał jego dwa domy w Princeton: przy Library Place 2 i Mercer Street 112, musiał być zaskoczony ich skromnością. Majątek, którego Einstein dorobił się pod koniec życia, wskazywał, że wiedza i wykształcenie nie gwarantują dostatku. Ta opinia przyjęła się w społeczeństwie polskim po 1989 r. Coraz więcej Polaków uważa, że studia nie tylko nie gwarantują dobrej posady, ale są wręcz przeszkodą w zarabianiu pieniędzy. Tymczasem na Zachodzie, zwłaszcza w krajach anglosaskich, uważa się, że wyższe wykształcenie jest najlepszą inwestycją kapitału rodzinnego. Kapitalistyczna logika podpowiada, że mogą ci odebrać majątek, ale nie wiedzę.

Amerykanie od dnia urodzenia dziecka zbierają pieniądze na jego studia. Co roku setki tysięcy amerykańskich, kanadyjskich, australijskich czy brytyjskich rodzin oczekują na rankingi uczelni. Dobre studia powinny przynieść zwrot kapitału wydanego na naukę już w ciągu pięciu pierwszych lat pracy zawodowej. Dlatego wybór uczelni stanowi najbardziej strategiczną decyzję rodzinną.

System pułapek

W samych tylko Stanach działa ok. 4495 instytucji, które zgodnie z ustawą o szkolnictwie wyższym z 1965 r. kwalifikują się jako odpowiedniki europejskich szkół wyższych. Z tego 2774 jednostki to uczelnie o czteroletnim programie nauczania, które mają prawo nadawać stopień naukowy, będący odpowiednikiem polskiego stopnia doktora (PhD) i magistra (masters degree), oraz 1721 dwuletnich instytucji nadających licencjat lub stopień bakałarza (BA). W szkołach tych studiuje rocznie średnio 14,6 mln studentów, czyli blisko 5,7 proc. populacji USA. W ostatnich siedmiu latach 7,4 proc. dorosłych Amerykanów otrzymało licencjat, 17,1 proc. stopień bakałarza, a 9,9 proc. stopień magistra, lekarza medycyny lub inżyniera. Stopień wykształcenia wydaje się uwarunkowany historycznie i geograficznie. Najbardziej wykształceni są mieszkańcy Nowej Anglii, najmniej centralno-wschodnich stanów.

W jednym z najbardziej prestiżowych rankingów uczelni świata – Shanghai Jiao Tong University's Academic Ranking of World Universities (akademickim rankingu Uniwersytetu Jiao Tong w Szanghaju) – od kilku lat pierwsze miejsca zajmuje 30 uniwersytetów i 15 uczelni technicznych z USA.

Amerykańskie uczelnie, podobnie jak polskie i europejskie, dzielą się głównie na uniwersytety, politechniki, akademie: sztuk pięknych, wojskowe, medyczne, czy inne szkoły specjalistyczne. Wszystkie te instytucje kuszą warunkami nauki, reklamują się jako świetnie wyposażone ośrodki badań, zachęcają akademikami i infrastrukturą uczelnianą, zapewniają o sukcesach zawodowych swoich absolwentów i o tym, że mają najlepszą pod słońcem kadrę nauczycieli akademickich. Niestety, bardzo często okazuje się, że „znakomita placówka naukowa" oprócz samej nazwy ma z nauką niewiele wspólnego. Różnice pomiędzy uczelniami są ogromne. Aż 700 ośrodków chlubnie noszących miano college'u działa jako pseudonaukowa przybudówka różnych ugrupowań religijnych. Ponad 70 z tych instytucji to uczelnie biblijne, w założeniu służące studentom „w łączeniu wiary z nauką i przygotowujące ich do życia zgodnego z zasadami wiary", a tak naprawdę będące szkołami kaznodziejów i indoktrynacji religijnej. Wśród nich aż 13 college'ów jest otwartych wyłącznie dla mężczyzn i około 65 tylko dla kobiet. Znamienne, że od połowy lat 60. XX w. w USA nie ma już szkół, do których uczęszczać wolno jedynie przedstawicielom rasy białej. Nie oznacza to jednak, że taka polityka jest także zakazana w przypadku uczelni, które rekrutują studentów wyłącznie wśród Murzynów lub Latynosów.

Poprzednia
1 2 3 4

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Hubert Kozieł

Czy Podesta zadławi się pizzą?

• SPISKOWA TEORIA WSZYSTKIEGO • Wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych były wielkim zwycięstwem zwolenników spiskowej teorii dziejów. Potwierdziły bowiem wiele ich tez