Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

W Pesie powstal pierwszy polski pociag, ktory moze rozwinac predkosc 200 km/h

Miliardy na torach

Robert Przybylski

Trwa bitwa o kontrakty między europejskimi producentami taboru kolejowego. O duże pieniądze walczy także bydgoska Pesa

W ostatnich pięciu latach przewoźnicy kolejowi w Polsce kupowali tabor wart miliard złotych rocznie. Minister transportu Sławomir Nowak przewiduje, że do 2015 r. tylko grupa PKP wyda na pociągi 4 mld zł. Chociaż ta okrągła sumka to i tak niewiele w porównaniu z wartością europejskiego rynku taboru kolejowego, szacowanego przez firmę Roland Berger na 11 mld euro, to na ogłaszanych w Polsce przetargach zaczyna się robić coraz ciaśniej. O kontrakty kilkunastu kolejowych podmiotów biją się nie tylko lokalne firmy, ale również takie potęgi jak Alstom, którego dział transportu w latach 2012–2013 zanotował 5,5 mld euro przychodów, hiszpański CAF z 1,7 mld euro obrotów oraz szwajcarski Stadler z przychodami z wysokości 2,4 mld franków. Polska Pesa, która ma niespełna 0,5 mld euro obrotu, wygląda przy nich jak karzeł, a przecież to nasz największy producent taboru kolejowego.

Eksport to konieczność

Wielkość graczy zależy od lokalnego rynku. Największy w Europie, niemiecki, pozwolił się rozwinąć Siemensowi oraz Bombardierowi. Francuski program budowy kolei dużych prędkości doprowadził do rozkwitu Alstoma, hiszpański stał się bazą dla CAF, w Szwajcarii okopał się Stadler. To rynki bardzo trudne do spenetrowania dla zagranicznych producentów. – Podstawowa trudność jest związana z przygotowaniem naprawdę dobrego produktu. Jeżeli komuś udaje się wejść na rynek niemiecki, to nieco inaczej zaczynają patrzeć na niego konkurenci z innych krajów – zauważa Adrian Furgalski, dyrektor ZDG TOR. Pesa straciła kilka lat na różne audyty, zanim została dopuszczona do przetargów w Niemczech. Natomiast rynek francuski jest praktycznie zamknięty dla obcych.

Sprzedaż zagraniczna to konieczność dla polskich firm. Krajowy popyt jest zbyt mały, aby zapewnić przetrwanie. – Eksport jest tym obszarem działalności, który utrzyma firmę – uważa Karol Wach, prowadzący portal Info Trans. Jego zdaniem obsługa tylko jednego rynku to zadanie dla mniejszych, lokalnych firm, a do tego obarczone ryzykiem, o czym mogą świadczyć kłopoty Fabryki Pojazdów Szynowych H. Cegielski, której przetrwanie jest zagrożone.

Polscy przewoźnicy są otwarci na oferty od różnych producentów. Ostatni przetarg PKP Intercity na 20 elektrycznych zespołów trakcyjnych (wart ponad 1,5 mld zł) wygrało konsorcjum Stadlera i Newagu, co wywołało zawód w Pesie. – To zrozumiałe, że Pesa chce wygrywać przetargi, ponieważ od nich zależy ogromna część jej biznesu. Rozumiem też interes zamawiającego, czyli PKP Intercity, który szuka najlepszych rozwiązań dla siebie i nie musi patrzeć na wyniki finansowe Pesy. Obie strony znają się i współpracują od lat, jedna zależy od drugiej, więc stać je na kompromis. Pesa słusznie wycofała się z protestu złożonego w Krajowej Izbie Odwoławczej w sprawie rozstrzygnięcia przetargu. Ta wojna nikomu by nie służyła – uważa Jacek Prześluga, prezes zarządu Fundacji Pro Kolej, w latach 2005–2006 prezes PKP Intercity.

Tyle że to Pesie przeszło koło nosa 1,5 mld zł, których firma potrzebuje na przygotowanie nowego taboru. Gra toczy się o wysoką stawkę. W Europie rozwinął się popyt na pociągi osiągające 200 km/h i wszyscy, którzy chcą zarobić, muszą mieć takie pojazdy w ofercie. Dla mniejszych firm oznacza to duże wydatki na badania, które umożliwią samodzielne skonstruowanie szybkich pociągów. Stadler chwali się, że w tym roku opanował konstruowanie wózków jezdnych, jednego z kluczowych elementów szybkich pociągów. Tuż za nim jest Pesa, która we współpracy z uczelniami z Bydgoszczy i Gliwic zbudowała pierwszy polski pociąg mogący jechać z prędkością 200 km/h. Pesa na badania wydaje rocznie ponad 40 mln zł. Jak na polskie warunki są to ogromne kwoty. Te pieniądze trafiają nie tylko do instytutów badawczych, ale i na uczelnie, co pomaga kształcić młodzież.

– Z jednej strony bardzo chcemy chronić interesy polskich przedsiębiorców, ale z drugiej wiadomo, iż Komisja Europejska ukarałaby nas za stosowanie preferencyjnych warunków przetargowych dla krajowych podmiotów. Zwróćmy jednak uwagę, że rządy krajów zachodnich nie wahają się twardo walczyć o zlecenia i zyski dla swoich producentów. Szwajcarzy, Niemcy czy Francuzi robią to w sposób dobrze zorganizowany i skuteczny. Są telefony od dyplomatów, spotkania, jest zainteresowanie losem przetargów. Nie sądzę, by polski rząd prowadził podobne działania w obronie interesów Newagu lub Pesy. Sam prezes Pesy mówił o tym w jednym z wywiadów z wielką goryczą – przypomina Prześluga.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Edyta Żyła

Doradzą i przeszkolą

Znaczna część unijnych pieniędzy trafia do doradców, którzy pomagają zakładać firmy lub je rozwijać. Przedsiębiorcy mogą więc liczyć na bezpłatne szkolenia, wsparcie doświadczonych mentorów albo pomoc w przygotowaniu strategii marketingowej