Najnowsza interwencja Uważam Rze

Historia

Żal mi życia i teatru

Krzysztof Jóźwiak

Ta zbrodnia wstrząsnęła Warszawą końca XIX wieku. 1 lipca 1890 r. w mrocznej garsonierze przy ulicy Nowogrodzkiej znaleziono ciało znanej aktorki Marii Wisnowskiej

Zegar w mieszkaniu Aleksandra Lichaczowa, rotmistrza grodzieńskiego pułku huzarów lejbgwardii stacjonującego w koszarach łazienkowskich, wybija godzinę szóstą rano. O tak wczesnej porze rotmistrz nie spodziewa się gości, tym większe jest jego zdziwienie, kiedy w drzwiach wejściowych staje nagle jego kolega, kornet Aleksander Barteniew i z miejsca oznajmia: „Oto moje szlify! Zabiłem Manię!". Lichacz0w jest zaskoczony, nie ma pojęcia, o jakiej Mani mówi niespodziewany gość, Barteniew wyjaśnia więc, że chodzi mu o znaną aktorkę teatralną Marię Wisnowską. Rotmistrz wie, że oficer nie stroni od kieliszka i początkowo uznaje jego słowa za pijacki bełkot. W postawie Barteniewa i tonie jego głosu jest jednak coś niepokojącego, coś, co powoduje, że ostatecznie ubiera się i budzi śpiących w koszarach innych oficerów. Wspólnie dochodzą do wniosku, że tajemniczą sprawę trzeba jednak zbadać.

Do mieszkania aktorki, mieszczącego się przy ulicy Złotej 3, udaje się kornet, hrabia Bazyli Kapnist. Drzwi zastaje jednak zamknięte, a służba potwierdza, że pani nie wróciła na noc do domu. W międzyczasie przepytywany Barteniew wyznaje, że do zbrodni doszło w wynajętym przez niego mieszkaniu przy ul. Nowogrodzkiej 14. Kapnist i sztabsrotmistrz Julian Jelec jadą na miejsce. Po drodze zawiadamiają policję. Przed kamienicą czeka już na nich rewirowy Borkowski. Wspólnie wchodzą do mieszkania pod numerem 1. Prowadzi do niego wąski, ciemny korytarz. Mężczyźni zapalają świecę. Drgający płomień wydobywa z mroku stolik, stojące na na nim talerze z resztkami niedojedzonej kolacji, dwie butelki, jedną pustą i jedną niedopitą, szklankę z resztką jakiegoś czarnego płynu oraz znajdujące się po prawej stronie niedomknięte drzwi, prowadzące do niewielkiego pokoju. Zaglądają do środka. Pomieszczenie tonie w mroku. Ściany, piec i okno zasłonięte są draperiami. Nie ma żadnych mebli poza szeroką, turecką otomaną, na której gwardziści i rewirowy dostrzegają leżącą bezwładnie w koszuli nocnej Marię Wisnowską. Na jej ciele pod lewą piersią, w okolicy serca, widnieje okrągła rana, z której sączy się jeszcze gęsta krew. Poniżej leżą dwa bilety wizytowe, a tuż obok, w fałdach koszuli, trzy wiśnie.

Pierścionek z kurarą

Maria Wisnowska przyszła na świat w Warszawie w przeddzień Wigilii 1859 roku. Była córką Emilii z Hoffmanów i Oswalda Wisnowskiego. Ojciec Marii pochodził ze Zgierza, gdzie wszyscy znali go pod nazwiskiem Jan Wiśnieski. Kiedy przyjechał do Warszawy i zaczął robić karierę i pieniądze, postanowił zmienić nazwisko. Podobno talent aktorski „Wisienka", bo tak zdrobniale wołano na nią w domu, zdradzała już od najmłodszych lat, dużo czytała, a potem w gronie rodzinnym recytowała fragmenty utworów. W wieku kilkunastu lat wysłano ją na prywatną pensję. Miejsca tego nie wspominała dobrze, a po latach Gabriela Zapolska stwierdziła nawet, że to właśnie pensja wypaczyła ją psychicznie. Jednak to tam w szkolnych teatrzykach zagrała swoje pierwsze role. Na prawdziwej scenie zadebiutowała w wieku 22 lat we Lwowie. Publiczność od razu ją pokochała i jej kariera zaczęła się szybko rozwijać. Po dwóch latach wróciła do Warszawy i zaczęła występować na deskach Teatru Rozmaitości. Niewątpliwie utalentowana aktorka dostawała coraz lepsze role i coraz wyższe wynagrodzenie. Jej specjalnością stały się role kokietek, „pierwszych naiwnych", femme fatale. Lubiła szokować, nie miała problemu z ukazywaniem się na scenie w negliżu. Złośliwi twierdzili, że do swoich ról nie musi się przygotowywać, bo taka jest naprawdę. I było w tym zapewne sporo prawdy. Wisnowska była osobowością rozedrganą emocjonalnie, nieodrodnym dzieckiem epoki fin de sie'cle. Jej życiem rządziły trzy namiętności: teatr, miłość (a raczej seks) oraz śmierć. Fascynowały ją trucizny i broń, podobno stale nosiła na palcu pierścionek wypełniony kurarą. W swoim buduarze trzymała dwa szkielety z kości słoniowej. Lubiła opowiadać, jak wyobraża sobie swój pogrzeb (ciało w białym peniuarze leżące wśród kwiatów i otoczone tłumem wielbicieli), twierdziła, że spełnieniem byłoby dla niej pożegnanie się z życiem na deskach teatru. Już po jej śmierci „Kurjer Warszawski" napisał: „Wisnowska zawsze była egzaltowaną, egzaltowaną do przesady. (...) Nie pociągała szlachetnością, przymiotami serca lub umysłu, lecz tą właśnie nadzwyczajnością. Przyjaciół nie miała, wielbicieli liczyła na tuziny...".

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Wojciech Romański

W smoczym kręgu

Anna Czyżewska

O wynagrodzeniu bez tabu

Zdecydowana większość pracowników uznaje, że rozmowę o podwyżce powinien zainicjować szef. Polacy nie są mistrzami negocjacji. Strategia biznesowej polemiki to wizytówka przedsiębiorcy