Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

Wrobiony w weksel

Ewa Ornacka

Przedsiębiorcę ze Szczecina rzekomi wierzyciele wkręcili w zobowiązanie wekslowe na kwotę ponad 15 mln zł. Komornik zajął mu majątek, a jego firma omal nie zbankrutowała

W gangsterskich latach 90. największym zagrożeniem dla małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce były uzbrojone w kije bejsbolowe bandy dresiarzy wymuszających haracze. Dzisiaj dresiarzy zastąpili oszuści w drogich garniturach, którzy zamiast bejsbolem posługują się fałszywymi wekslami. To broń bezwzględna i niszczycielska – jedynym sposobem, by uchronić się przed spłatą nieistniejącego zobowiązania, jest udowodnienie przed sądem, że dokument został sfałszowany. Musi to zrobić nie prokurator, ale nieszczęśnik, którego podpis widnieje na wekslu. Procedury sądowe zajmują kilka lat. Przez cały ten czas komornik trzyma rękę na majątku rzekomego dłużnika, a to może oznaczać, że cały biznes diabli wezmą.

Afera wekslowa wyszła na jaw w grudniu ubiegłego roku: właściciel agencji detektywistycznej z Kielc domaga się od kilkudziesięciu osób spłaty rzekomych wierzytelności wynikających ze sfałszowanych weksli. „Dariusz K. z Kielc ściga ponad trzydziestu emerytów za długi, których, jak sami mówią, nigdy nie zaciągnęli”– alarmował „Fakt”. „Żąda zapłaty za weksle 70–90 tys. zł. To weksle in blanco, które kilkanaście lat temu podpisywano jako zabezpieczenie zakupów na raty. Osoby, które ściga detektyw, dostają już nakazy zapłaty za weksle. Najgorsze jest to, że to oni muszą toczyć teraz sądowe boje i udowadniać, że nie zaciągali takich kredytów, a Dariusz K. chce ich naciągnąć. Ścigani przez detektywa boją się utraty dorobku życia i eksmisji z mieszkań, bo sądy wydają już kolejne na-kazy zapłaty za weksle z kosmicznymi kwotami!”. Wyjaśnieniem sprawy (czyli kto dokonał wpisów na wekslach in blanco) zajmują się prokuratura i Centralne Biuro Śledcze. Niestety, nie wstrzymuje to roszczeń detektywa z Kielc. Komendant główny policji Marek Działo-szyński publicznie zapowiedział, że jego ludzie sprawdzą wszystkie sądy cywilne w całym kraju „w poszukiwaniu podobnych oszukańczych weksli”.

Jedna z takich spraw zakończyła się właśnie przed szczecińskim sądem. Historię Andrzeja Łuszczewskiego, biznesmena z branży nieruchomości, niegdyś kandydata na prezydenta Szczecina, opowiadamy ku przestrodze. Trzy lata temu wkręcono go w zobowiązanie wekslowe na kwotę ponad 15 mln zł. Akcja tej opowieści rozgrywa się wokół najstarszego na Pomorzu Zachodnim domu handlowego, wielkiej torby z pieniędzmi i widma bankructwa. Główne role poza wyżej wymienionym odgrywają: gospodarz pałacu w Maciejewie Artur R. (niegdyś mecenas kultury, dziś człowiek skłócony z prawem) oraz amerykański potentat z branży gastronomicznej. Z ostrożności procesowej pomijamy jego dane, pozostając przy określeniu Amerykanin, a kluczowe dla sprawy fakty opisujemy na podstawie uzasadnienia prawomocnego wyroku, jaki zapadł w I Wydziale Cywilnym Sądu Okręgowego w Szczecinie.

Znajomi z fast foodu

Andrzej Łuszczewski jest po pięćdziesiątce. Interesy zaczynał od Mic Maca, jednej z pierwszych w kraju sieci gastronomicznych typu fast food. Na początku lat 90. poznał młodego Amerykanina, który rozkręcał w USA prężny koncern sprzedający pizzę i kurczaki w chrupiącej panierce. Na spotkaniu u dyrektora hotelu Radisson Alexa Kloszewskiego obaj panowie wymienili uściski dłoni i doświadczenia zawodowe. Wkrótce zostali wspólnikami nie tylko w branży gastronomicznej.

Artur R. pojawił się w ich towarzystwie w połowie lat 90. Miał prywatny teatr i popularny klub nocny, opinię hojnego sponsora (wspierał Fundację Teatru Polskiego oraz Książnicę Pomorską) oraz znajomości wśród artystów. Dał się również poznać jako sprawny biznesmen, a także ceniony pracodawca: był dyrektorem oddziału Olech International Poland, największej wtedy firmy spedycyjnej, potem założył własną firmę przewozową. W 1995 r. Artur R. zaproponował Amerykaninowi interes z kanadyjskim piwem. Z projektu nic nie wyszło, ale znajomość pozostała. Wkrótce o Arturze R. zrobiło się głośno i ten rozgłos popsuł mu renomę – w maju 2000 r. w porcie w Hamburgu zarekwirowano kontenery, po które miał się zgłosić. Z deklaracji celnej wynikało, że są w nich kartony z sokiem owocowym, tymczasem ładunek stanowiły ponad dwie tony marihuany o wartości ok. 37 mln marek. Towar miał dotrzeć do Rosji. Artur R. znał tam ludzi, o których zwykło się mówić „ruska mafia”. Po wpadce transportu marihuany trafił do aresztu w Niemczech. Po odbyciu kary wrócił do Polski. Zainwestował w grunty w centrum Szczecina (wybudowano na nich Galerię Kaskada) i osiedlił się w pałacu nad jeziorem w Maciejewie, przejętym od zadłużonego barona paliwowego.

Poprzednia
1 2 3 4

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Ewa Bednarz

Kredyt z plastiku

Tylko część banków decyduje się na wydawanie przedsiębiorcom kart kredytowych. Znacznie chętniej oferują im dużo kosztowniejsze karty obciążeniowe

Anna Czyżewska

O wynagrodzeniu bez tabu

Zdecydowana większość pracowników uznaje, że rozmowę o podwyżce powinien zainicjować szef. Polacy nie są mistrzami negocjacji. Strategia biznesowej polemiki to wizytówka przedsiębiorcy