Najnowsza interwencja Uważam Rze

Butik

Wiedźmin 3: Krew i wino

• GRY •

POLECA RAFAŁ OTOKA-FRĄCKIEWICZ

Wiedźmin 3: Krew i wino


Drugi dodatek do najsłynniejszej polskiej i jednocześnie jednej z najlepszych gier w historii branży. Od razu nadmienię, że określenie „dodatek” w żaden sposób nie oddaje tego, co ukazuje się naszym oczom w „Krwi i winie”. Pomijając kwestie konieczności posiadania standardowego „Widźmina 3”, jest to bowiem ni mniej, ni więcej tylko całkiem nowa gra. Zacznijmy od czasu rozgrywki. Wydawca twierdzi, że jej przejście zajmuje około 30 godzin. Prawdopodobnie miał na myśli samą fabułę, bo jeśli skupimy się na dodatkowych zadaniach przed ekranem spędzimy spokojnie z 20 godzin. Druga sprawa, czyli grafika. Różni się ona diametralnie od pierwowzoru. Kraina Touissant, do której trafiamy w tej części, aż kipi od kolorów nałożonych na bajkową scenografię. Jeśli „Wiedźmin 3” wygląda doskonale właśnie za sprawą grafiki, która doskonale oddaje mazowieckie pola usiane słonecznikami, czy podlaską puszczę i strome tarty, to w przypadku „Krwi i wina” można całkiem szczerze mówić o perfekcji. Dodam, że grałem na konsoli. W wersji na PC musi to wyglądać jeszcze lepiej. O ile oczywiście mamy sprzęt, który udźwignie te wszystkie cuda.

Sama rozgrywka też różni się nieznacznie od oryginalnej, jeśli za nieznaczne zmiany uznamy masę nowych potworów, broni i zaklęć. Przyjmijmy je za nieistotne przy rozwinięcieu klasycznego RPG, jakim jest „Wiedźmin”, o elementy strategiczne. Za takie bowiem trzeba uznać możliwość osłabiania przeciwnika poprzez zajmowanie jego terenu. Wcześniej nie miało to wpływu na rozgrywkę.

Fabuła? Tę każdy musi odkryć samodzielnie i nie zdradzę najmniejszego szczegółu. Powiem tylko, że jej dynamika, zwroty akcji, jak i sam finał godne są kinowego filmu. Oby tylko tego pomysłu nie zrealizowały memeły stojące za serialowym „Wiedźminem”, który od lat stanowi ekstraklasę żenady i niedościgniony wzór, jak filmów robić nie należy. Ktoś, kto siądzie nad tym tematem i stworzy sagę opartą na scenariuszach wszystkich trzech odsłon „Wiedźmina”, ma szansę przebić „Władcę Pierścieni”.


***

Mirror’s Edge Catalyst


Dawno, dawno temu, bo w roku 2008, Electronic Arts wypuściło na rynek grę będącą wykorzystaniem popularnego wówczas tematu parkuru, czyli sztuki ekwilibrystycznego biegania i skakania po dachach, poręczach, generalne strefie miejskiej. Sport ten rozsławiły kilka lat wcześniej takie filmy jak „Yamakasi” czy „13. dzielnica”. „Electronicy” nie poszli na łatwiznę i nie stworzyli gry sportowej. Ekwilibrystyczną bieganinę ubrali w futurystyczną scenografię i osadzili w fabule, która opowiadała o świecie rządzonym przez totalitarny rząd sterowany przez finansowe korporacje.

Główna bohaterka – wbrew temu, co twierdzą feministki, kobiety w grach od lat występują w głównych rolach i nie są to jedynie cycate panie archeolog – dzięki swym zdolnościom miała za zadanie dostarczyć dowody na niewinność kuzynki aresztowanej pod zarzutem spiskowania przeciw władzy. Coś musiało być na rzeczy. Główna bohaterka świętą osoba nie była. Poza pracą kuriera roznoszącego przesyłki, zajmowała się także kradzieżami i szpiegostwem przemysłowym. W części, która właśnie trafiła do sklepów, nie udaje już niewiniątka, tylko z otwartą przyłbicą występuje przeciw porządkowi publicznemu, a jej misja polega na doprowadzeniu do rewolucji.

Całość, w przeciwieństwie do pierwszej, liniowej na wskroś wersji, osadzona została w otwartym świecie, którego scenografię stanowi futurystyczne miasto o nazwie Glass. Nazwa świetnie oddaje jego wygląd. To ogromne finansowe city, w którym główną rolę odgrywają wieżowce. Zarówno ulice, jak i podziemia i korytarze budynków obsiane są kamerami monitoringu i strażami policyjnymi, których unikać musi nasza bohaterka. Tu zauważyć trzeba, że poziom trudności rozgrywki nie należy do najniższych. Owszem postać, którą prowadzimy, potrafi wyczyniać prawdziwe cuda, biagając po ścianach, skacząc ze sporych wysokości, wykonując przewroty w celu uniknięcia bezpośredniego starcia z policją, ale bez sporej wprawy (na którą poświęcić należy dobre kilka godzin, tu nadmieniam, że do najmłodszych już nie należę i możliwe, że ten element zagrał u mnie pewną rolę), czeka nas pot, krew i łzy. Wysiłek ten rekompensuje jednak świetna fabuła i grafika, która doskonale oddaje nastrój futurystycznego miasta. Pytanie, ile osób lubi fikać wirtualne kozły ku chwale rewolucji pokażą wyniki sprzedaży tego tytułu.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Intermedia

• MYŚLI I SŁOWA • BEATA SZYDŁO