Najnowsza interwencja Uważam Rze

Felietony

Ponad własny ból

Z abp. Józefem Michalikiem, przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski

rozmawiają Jacek i Michał Karnowscy

Księże arcybiskupie, przed nami uroczystości beatyfikacyjne Jana Pawła II. A niewiele osób wie, że Ojciec Święty Jego Ekscelencję doceniał, często zapraszał.

To była relacja niezwykle dla mnie ważna, której raczej nie rozgłaszałem. Ale skoro panowie pytają, to mogę powiedzieć, że poznałem kardynała Wojtyłę jeszcze jako student w Rzymie, gdzie zatrzymywał się w Papieskim Kolegium Polskim. Byłem tam później rektorem. Z tego właśnie kolegium kardynał Wojtyła wyjechał na konklawe, gdzie został wybrany na Ojca Świętego. Rzeczywiście, więź i mój szacunek trwały.  Ojciec Święty zawsze interesował się Polską, a ja swój punkt widzenia, nie zawsze zgodny z obiegowymi trendami, prezentowałem i widziałem u papieża duże zainteresowanie. Chociaż wolałem słuchać, czerpać z wiedzy i poglądów papieża. Czasami zżymałem się na współbiesiadników, że mówią, zarzucają go informacjami, a papieżowi nie pozwolą powiedzieć słowa (śmiech).

Nie było mojego wyjazdu do Rzymu, żebym nie był na jakieś bezpośrednie spotkanie zaproszony. Czasami rozumieliśmy się także bez słów, wystarczył uśmiech, znak, gest.

W Polsce rywalizują dwie wizje Ojca Świętego – tego, co znaczy jego dziedzictwo. Pierwszą możemy nazwać kremówkową, tylko miłą. Druga zwraca uwagę na stanowisko Jana Pawła II na przykład w sprawach ochrony życia. Obie są prawdziwe, ale która jest ważniejsza?

Dla mnie kluczowa w postaci Jana Pawła II jest jego integralność. Wszystko było po coś, wszystko miało jakiś cel. Nawet te kremówki… Bo przecież chodziło o podkreślenie więzi z jego rodzinnym miastem, z ojczyzną, którą kochał. Była w nim harmonia tego, co ludzkie, człowiecze i co boże, co wyrastało z wiary.

A czy jest wizja miękkiego katolicyzmu Jana Pawła II? Czasami prasa przeciwstawia go rzekomo zacofanemu, twardemu katolicyzmowi polskiemu.

Stara rzymska reguła głosi, że należy trzymać się zasad, być im bezwzględnie wiernym, ale przekazywać je miękko, wkładać maksimum wysiłku w przekonanie innych. I to w tym papieżu było. Przecież to był, o czym wielu nie chce pamiętać, bezwzględny obrońca życia. A jednocześnie miał wielkie współczucie dla wszystkich, którzy dopuścili się zabicia dziecka nienarodzonego. Nie piętnował, chociaż nazywał zło po imieniu. Każdemu, komu przydarzyło się nieszczęście moralne, współczuł.

Co dzisiaj Ojciec Święty miałby do powiedzenia Polsce, tak straszliwie rozdartej tragedią smoleńską, oceną jej przyczyn i skutków.

Jestem przekonany, że apelowałby do naszego poczucia współodpowiedzialności za ojczyznę, podkreślałby potrzebę solidarności w tak trudnej chwili. Mówiłby o potrzebie współczucia, konieczności postawienia troski o ojczyznę ponad wszystko, także ponad własny ból. Ale też wiedziałby, że zagojenie ran musi potrwać.

A może upomniałby się o tych, których ból jest wyszydzany, którym kazano szybko kończyć żałobę, nie pozwala się, by ich znicze się dopaliły.

To niezwykle trudne sprawy. To wszystko musi trwać. Krzyż, cierpienie zawsze w optyce chrześcijańskiej oznacza także szanse na odrodzenie, na dobro. Ta tragedia nie może zburzyć w nas tej nadziei na twórczą jedność.

Zgadza się ksiądz arcybiskup z opinią, że Polska po tragedii smoleńskiej dramatycznie pękła? Niektórzy mówią nawet, że są w Polsce dwa plemiona kompletnie się nierozumiejące. Jedni stawiają znicze, drudzy je gaszą.

To dla mnie dramat. Boli mnie upolitycznienie tej wielkiej sprawy, jaką był Katyń, a potem Smoleńsk.

A kto upolitycznia?

Nie chciałbym wskazywać po nazwiskach. Kilka stron, nie tylko dwie. Ale nikt nie jest bez winy.

Te winy są równe?

Musiałbym znać kulisy pewnych wydarzeń, intencje. Ale na pewno jest dowodem na zatracenie poczucia godności ta bojówkowa walka pod krzyżem smoleńskim. Stworzenie bojówek wyłącznie w celu obrażania ludzi prostego, dobrego serca, którzy tam stali. To nie były przypadki. Chodziło o wyeliminowanie tych ludzi i to budziło grozę, że na naszych oczach topnieje kultura relacji ludzkich.

Skąd się brała ta agresja? Jej przerażającą skalę pokazuje film Ewy Stankiewicz „Krzyż”, choćby obojętność władz na przemoc.

To się bierze z lęku. Ludzie przekonani o własnych wartościach, pewni swoich przekonań, tak się nie zachowują. Ale trzeba też pamiętać, że nie można na agresję odpowiadać tak samo, czasem trzeba umieć się wznieść ponad pewne zachowania.

Może te ekscesy były możliwe, bo Kościół się od tego krzyża zdystansował?

Poprzednia
1 2 3 4

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Wojciech Romański

W smoczym kręgu

Anna Czyżewska

O wynagrodzeniu bez tabu

Zdecydowana większość pracowników uznaje, że rozmowę o podwyżce powinien zainicjować szef. Polacy nie są mistrzami negocjacji. Strategia biznesowej polemiki to wizytówka przedsiębiorcy