Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Gruszkowscy zdecydowanie odpadają

Igor Zalewski

Z upływem lat życie towarzyskie staje się coraz trudniejsze

Nie to, że brakuje ochoty – czasem się ją nawet ma, choć oderwanie się od kanapy bywa bolesne. Natomiast rosną komplikacje. Niełatwo zorganizować spotkanie, by żaden z jego uczestników nie cierpiał.

Kiedyś, dawniej, wszystko było prostsze. Jak kogoś lubiłeś, to się z nim spotykałeś. Jak nie, to kończyłeś znajomość. Ludzie samotni – zwani dzisiaj singlami – sami decydują o tym, z kim pójdą do kina albo na kolację. Sytuacja staje się bardziej pogmatwana w przypadku par, a już zdecydowanie poplątana po zawarciu związku małżeńskiego. Wtedy zaczynają się schody. Bardzo strome schody.



Jak wiadomo, pary spotykają się z innymi parami. Tyle że znalezienie czwórki osób, które czerpią autentyczną przyjemność z obcowania z sobą, nie jest łatwe. Z mojego doświadczenia wynika, że wygląda to mniej więcej tak: „Może w sobotę wieczorem spotkamy się z Wiśniewskimi?”. „Z Wiśniewską chętnie, ale ten jej mąż ciągle gmera językiem w zębach. Cmyka. Nie znoszę ludzi, którzy cmykają.” „Masz rację, to oblech. To może z Czereśniakami?” „Żartujesz? Nawet Tadeusz Mazowiecki jest od nich zabawniejszy.” „Ciągle jesteś na »nie«. To może sam coś zaproponuj?” „A oczywiście, wyskoczmy w miasto z Agrestowymi.” „Mowy nie ma. Widzę, jak ty patrzysz na Agrestową, a co gorsza jak ona patrzy na ciebie.”

Negocjacje trwają kwadransami. W końcu udaje się znaleźć idealną parę – to Jabłkowscy. Ale ci odmawiają. Niby dlatego, że są już umówieni, ale tak naprawdę nie trawią mojego poczucia humoru, barany. I wracamy do punktu wyjścia.

No, a kiedy pojawią się dzieci, to jest dopiero jazda. Znacznie łatwiej było spotkać się budowniczym tunelu pod kanałem La Manche, niż zorganizować niewinny familijny wypad.

W naszym stadle najpierw przerabiamy negocjacje małżeńskie (Wiśniewscy, Jabłkowscy itd.), ale to dopiero wstępna selekcja. W etapie drugim szukamy takich znajomych, którzy odpowiadają nam, ale będą też atrakcją dla synka. Stopień trudności gwałtownie rośnie. A to jedni mają za młodą córeczkę, a to inni za agresywnego chłopczyka, a to trzeci się właśnie rozwodzą i nie bardzo wiadomo, do kogo wypada  czy można uderzyć.

Właściwie nie zdarza się, żeby udało się pogodzić wszystkie strony. Ktoś zawsze musi odpuścić i znosić cmykanie Wiśniewskiego.

Ostatnio odkryliśmy uroki wielopokoleniowości. Dzieci, rodzice i dziadkowie baraszkujący razem przy ognisku. Urokliwe. Niestety, wyszliśmy z założenia, że dziadkowie będą zachwyceni samą biesiadą i gładko zaakceptują nasz wybór rodziny do towarzystwa. I nadzialiśmy się na bolesne veto. – Gruszkowscy? – skrzywiła się babcia. – Po moim trupie. Ta stara Gruszkowska myśli chyba, że pozjadała wszystkie rozumy.

Teraz przygotowania do międzypokoleniowego spotkania towarzyskiego trwają przeciętnie dwa miesiące. Ale i tak jest wspaniale. Dalszych komplikacji spodziewamy się za jakiś rok, dwa lata, kiedy nasz syn odkryje, że i on ma coś do powiedzenia.

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?

Adam Maciejewski

Polski kapitał na Kaukazie

Od 2014 r. w Armenii działa fabryka polskiej spółki Lubawa. Nawiązanie współpracy z rządem Armenii było możliwe dzięki promocji naszego przemysłu za granicą, wspieranej przez dotacje z UE