Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

Nisze się cenią

Turkologia, nawigacja czy technologia drewna to nisze, ale jednocześnie gwarancja pracy. Co roku tego typu specjalizacje kończy najwyżej kilkadziesiąt osób w Polsce

Maciej Miłosz, Piotr Szymaniak

Skąd się wzięły podziemne miasta w Kapadocji? Dlaczego dla współczesnej Turcji tak ważna jest postać Atatürka? Z jakiego powodu od lat Turcy nie mogą się dogadać z Kurdami? Na te i na dużo bardziej skomplikowane pytania dotyczące Azji Mniejszej odpowie, i to po turecku, każdy z 12 tegorocznych absolwentów studiów magisterskich na kierunku turkologia.

Choć może ich być mniej – ci, którzy mają licencjat z turkologii, są po prostu rozchwytywani przez tureckie firmy handlowe i często studiów magisterskich już nie podejmują.



– Absolwenci naszego wydziału mają szeroką wiedzę w zakresie kultury, zwyczajów, sztuki i oczywiście języka danego kraju czy regionu – wyjaśnia profesor Jolanta Sierakowska-Dyndo, dziekan Wydziału Orientalistyki Uniwersytetu Warszawskiego. – Często pracują w ministerstwach czy urzędach państwowych. Na przykład ci, którzy mówią w paszto, mogą bez problemu znaleźć pracę w Polskiej Akcji Humanitarnej czy w Międzynarodowym Czerwonym Krzyżu. Oni nie tylko potrafią się dogadać, znają także panujące tam zwyczaje. A w Europie dobre wydziały orientalistyczne ostały się tylko w Polsce i we Francji – dodaje afganolog i iranistka.

Dlatego MCK na ten wydział zagląda regularnie, choć na jednym kierunku rzadko studiuje tu więcej niż kilkanaście osób.

Trudności ze znalezieniem pracy nie mają także absolwenci sinologii czy koreanistyki. Swoje siedziby w Polsce ma wiele firm z Półwyspu Koreańskiego, które marzą o wykwalifikowanej kadrze. To dotyczy także japonistyki.

– Zapotrzebowanie na rynku jest duże, szczególnie w specjalnych strefach ekonomicznych, gdzie jest dużo japońskich koncernów i pracuje wielu tłumaczy – opowiada Dominika Bryl, która skończyła japonistykę w Kolonii i od ponad trzech lat pracuje w Nissin Logistics Poland pod Toruniem. – Pracy nie szukałam długo, choć do Polski trafiłam przez... Japońską Izbę Handlową w Niemczech.

Dwa kierunki to klucz do sukcesu?

Wielkie i mniejsze firmy poszukują konkretnych i to najlepiej unikalnych umiejętności. Wielkim wzięciem zawodowym cieszą się np. technolodzy drewna, a szczególnie ci, którzy kończą tak nietypową specjalizację jak rekonstrukcja drewna zabytkowego.

– Ten kierunek stworzyliśmy wspólnie z warszawską Akademią Sztuk Pięknych – wyjaśnia doktor Paweł Kozakiewicz ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. – Konserwatorzy po ASP potrafili dbać o sam obraz, ale już nie o podobrazie. Absolwent naszej specjalizacji ma szczególne umiejętności: z jednej strony jest typowym inżynierem, z drugiej ma smykałkę artystyczną i prezentuje wysoki poziom umiejętności manualnych – dodaje.

Ale nawet gdyby młody człowiek, który ukończył technologię drewna, nie znalazł pracy w którejś z muzealnych pracowni konserwatorskich czy jednej z nielicznych trudniących się tym firm, to i tak w ofertach pracy może przebierać: Polska jest czwartym na świecie eksporterem mebli.

Z technologią drewna związanych jest prawie 65 tys. podmiotów, pracuje w niej 250 tys. osób, a niedobór wykwalifikowanej kadry szacuje się na 2 tys. Z tym że co roku nad Wisłą kształci się takich specjalistów zaledwie... 250. Nic dziwnego, że firmom zależy na tym, by potencjalnych pracowników do siebie przekonać jak najwcześniej. Studenci już na trzecim roku mogą wybierać płatne praktyki i staże.

Dobre perspektywy mają przed sobą także ci, którzy nie poprzestają na ukończeniu tylko jednego kierunku.

– Łączenie specjalizacji jest świetnym pomysłem, o ile nie łączy się kierunków pokrewnych, np. socjologii z psychologią. Takie kombinacje w ogóle nie zwiększają szans absolwentów na rynku pracy. Niestety, mało kiedy studenci zdają sobie sprawę z tego, że w tym celu trzeba skończyć kierunki przeciwstawne – zauważa prof. Stefan Kwiatkowski, przewodniczący rady naukowej w Instytucie Badań Edukacyjnych, który na co dzień zajmuje się badaniem rynku pracy.

Tą drogą poszedł pochodzący z Bytomia Robert Dudycz, student  kulturoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim, który postanowił spróbować swoich sił w... nawigacji. Właśnie kończy drugi semestr tego kierunku na Akademii Morskiej w Szczecinie. Wybierze specjalizację transport morski.

– Moja rodzina nie ma tradycji morskich. Kolega kiedyś napomknął, że to dobra uczelnia, a mnie spodobał się ten specyficzny tryb pracy. No i to, że na pewno będę miał pracę. Po kulturoznawstwie nie byłoby tak łatwo – tłumaczy przyszły oficer marynarki.

Wszystko wskazuje na to, że był to strzał w dziesiątkę, bo studenci tej uczelni są rozchwytywani jeszcze przed uzyskaniem dyplomu. Firmy Polska Żegluga Morska oraz Columbus Shipmanagement fundują im tzw. stypendia armatorskie. Zazwyczaj przez trzy semestry studenci otrzymują po kilkaset złotych, ale zobowiązują się, że przez dwa lata będą pracować u fundatora. Oczywiście za normalne wynagrodzenie.

– W tym czasie mają możliwość zapoznania się z kulturą organizacyjną przedsiębiorstwa – tłumaczy Katarzyna Opalińska, rzeczniczka szczecińskiej Akademii Morskiej. Nic dziwnego – polscy oficerowie mają w świecie dobrą opinię, a pływają przecież pod różnymi banderami. Nawigację w specjalności transport morski ukończy w tym roku w Szczecinie około 40 osób. Warto przy tym pamiętać, że w Polsce są tylko dwie akademie morskie.

W dżungli specjalizacji

Polskie uczelnie oferują grubo ponad sto różnych kierunków. Jednak wybór dobrego nie załatwia sprawy, bo na każdym z nich można wybrać po kilka specjalizacji. To właśnie jej wybór jest kluczowy i szczególnie tu trzeba trzymać rękę na pulsie – wciąż pojawiają się nowe, ostatnio choćby związane z energią atomową, wietrzną czy gazem łupkowym.

Absolwenci tego samego kierunku, lecz różnych specjalizacji, mogą zarabiać zupełnie inne kwoty. Ba, jedni mogą znaleźć pracę od ręki, podczas gdy inni będą musieli szukać jej miesiącami.

Na przykład na Wydziale Maszyn Roboczych i Transportu Politechniki Poznańskiej mamy do wyboru m.in. logistykę i transport żywności. Ten drugi kierunek nie cieszy się jednak powodzeniem wśród studentów.

– Wolą wybrać logistykę, a to błąd. Tłumaczymy im, że w momencie, kiedy będą kończyć studia, na rynku będzie już bardzo dużo specjalistów z zakresu logistyki. Natomiast rynek spożywczy jest tak chłonny, że specjaliści są i jeszcze przez kilka lat będą rozchwytywani – przekonuje Katarzyna Wojciechowska, specjalista ds. promocji i dydaktyki Wydziału Maszyn Roboczych i Transportu.

Jednak to, że młodzi ludzie nie wiedzą, co robić, nie zaskakuje. Profesor Kwiatkowski zwraca uwagę na deficyt profesjonalnych doradców zawodowych – takich, którzy znają nie tylko polski, ale i europejski rynek pracy, możliwości i warunki zatrudnienia w danej branży, płace itd.

– Z przeprowadzonych wśród studentów badań dotyczących wyborów kierunków studiów wynika, że głównym źródłem informacji na temat obieranej ścieżki edukacji są rodzice i rówieśnicy – twierdzi Kwiatkowski. – W dalszym ciągu decyduje moda środowiskowa, a nie realia rynku pracy.

Często przy wyborze kierunku studiów studenci kierują się modą (na dziennikarstwo na UJ przypadało w zeszłym roku 24 kandydatów na jedno miejsce, a perspektywy zatrudnienia w tej branży różowe nie są) lub uprzedzeniami. Przykładem tych drugich są kierunki pojazdy transportu masowego czy energetyka cieplna na wspomnianym wyżej Wydziale Maszyn Roboczych i Transportu PP.

– Zwłaszcza ta druga specjalizacja, kształcąca specjalistów dla branż gazowniczej i energetycznej, jest dobrym wyborem. Specjalizacja maszyny rolnicze odstrasza najpewniej ze względu na nazwę. Tymczasem chodzi o urządzenia wykorzystywane np. przy budowie dróg, więc specjalistów w tej dziedzinie także ciągle będzie potrzeba – przekonuje Katarzyna Wojciechowska.

Pokaż mi, co umiesz

Eksperci zwracają uwagę, że coraz częściej edukacja postrzegana jest w kategoriach umiejętności, a nie dyplomów.

– Zmienia się hierarchia wartości. Liczą się kompetencje, kwalifikacje, a nie wyłącznie papier. Teraz ponad połowa młodych ludzi studiuje, ale poziom uczelni jest różny. Pracodawcy stawiają absolwentom pytanie: „Powiedz mi, co umiesz?”, a nie: „Co pan, pani skończyła?”. Jeśli mamy do tego dyplom PW czy UJ, to tym lepiej: na pewno nie zaszkodzi – mówi Stefan Kwiatkowski.

Potwierdza to przykład firmy CD Projekt, która wydała właśnie okupującą listy bestsellerów na całym świecie grę „Wiedźmin 2”. Zapytany, w jaki sposób przedsiębiorstwo rekrutuje programistów, deweloperów i twórców gier, jej rzecznik Michał Kwiatkowki, odpowiada:

– Nie preferujemy żadnych szkół ani nie odławiamy młodych talentów. Czasami zdarza się odszukiwanie dobrych pracowników w konkurencyjnych firmach i ich podkupywanie. Jednak najbardziej liczą się umiejętności praktyczne i zapał do gier. Kilkakrotnie zdarzyła się sytuacja, że nie dało się na rynku polskim znaleźć odpowiednio doświadczonego i wyspecjalizowanego kandydata. Wtedy musieliśmy szukać za granicą.

Wniosek? Nie wszystkie nisze, nawet jeśli są tam miejsca dla niewielu, zostały już zapełnione.

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Adam Maciejewski

Polski kapitał na Kaukazie

Od 2014 r. w Armenii działa fabryka polskiej spółki Lubawa. Nawiązanie współpracy z rządem Armenii było możliwe dzięki promocji naszego przemysłu za granicą, wspieranej przez dotacje z UE