Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Czy z dwulatka da się zrobić Messiego?

Igor Zalewski

Jest taki „trynd”, żeby uczyć dzieci wszelakich umiejętności już od niemowlęctwa. Ale bardziej on uszczęśliwia rodziców niż latorośle

Plan był prosty. Korzystając z obfitości wszelkich kursów dla dzieci w wieku od zera do pięciu lat, posłać gówniarza na jeden z nich. Niech się uczy od młodego, tak żeby mając 16 lat (góra, może być wcześniej), fundnął rodzicom chatę gdzieś w Londynie albo Kalifornii i w ogóle zajął się utrzymywaniem naszej familii. My zaś – czyli starzy – zajęlibyśmy się popijaniem drinków i oglądaniem zanurzającego się w Pacyfiku słońca.

Ale który kurs wybrać? Jest teraz taki „trynd” – bo chyba jednak nie trend – żeby uczyć dzieci wszelakich umiejętności już od niemowlęctwa. Ale nie tak po prostu uczyć. To nie XIX w. Teraz na wszystko jest specjalna metoda, nazwana od nazwiska swego twórcy.



Zatem dwulatka posłać można na kurs komponowania muzyki symfonicznej metodą Straussa-Gewürztraminera. Ale nasze dziecię nie ma jeszcze dwóch lat, a poza tym, czy da się utrzymać rodzinę z komponowania symfonii? Szczerze wątpię. Mozart miał z tym problemy już 300 lat temu. Może zatem nauka gry w szachy metodą Spasskiego? Można ją odpalić już w okresie prenatalnym, w trzecim miesiącu od poczęcia, a zajęcia odbywają się trzy razy w tygodniu, co narzuca ostry reżim treningowy. Ale co, jeśli nasza pociecha połknie gońca albo co gorzej hetmana? Owszem, pragniemy sukcesów, ale nie będziemy dążyć do celu po trupach.

Może zatem nauka programowania metodą Yoshimury? Jezu, jeszcze wyrośnie nam dziwoląg z brodą i w koszuli flanelowej, który mówi w niezrozumiały dla nikogo sposób. Czyż nie tak wyglądają wszyscy faceci z IT? Albo kurs męskiego modelingu dla przedszkolaków metodą Zoolandera. Ale robić z własnego dziecka idiotę, to jednak za duży hardcore. Zresztą on po ojcu lubi podjeść, więc miałby problemy już na starcie.

W końcu po wielu wahaniach postanowiliśmy posłać małego na kurs piłki nożnej. Tzw. socatots. Z dzieci robi się Maradonę już od szóstego miesiąca życia, co jest o tyle zagadkowe, że one wtedy jeszcze nie chodzą. Jednak zasada 10 tys. godzin mówi, że każdy, kto poświęci tyle czasu na ćwiczenia, będzie mistrzem w jakiejkolwiek dziedzinie, nawet jeśli nie ma krzty talentu. Tak przynajmniej twierdzi Malcolm Gladwell w rewelacyjnej książce „Poza schematem”. Trzeba zatem wcześnie zaczynać.  Parę lat treningów, potem kontakt ze szkółką Barcelony albo Arsenalu i cudowna emerytura na trybunach Nou Camp.

Niestety, plan zaczął się rwać już na początku. Chociaż panie instruktorki kształciły się na Wyspach Brytyjskich i stosowały metodę kogośtam, to mały nie chciał ćwiczyć. Zresztą inne dzieci też nie. Wolały biegać bez sensu i hałasować, mając za nic przemyślany w najdrobniejszych szczegółach program treningowy. Strasznie infantylne są takie dwulatki.

Żeby było jasne: ten tekścik jest wyrazem pewnego sceptycyzmu wobec rozmaitych metod mających nauczyć niemowlęta czegokolwiek. Nie mówię, że wszystkie to humbug i oszustwo, ale wydaje mi się, że bardziej uszczęśliwiają nudzących się rodziców, obsesyjnie dbających o przyszłość swych pociech niż same pociechy. A co do piłki nożnej. Nasz mały właśnie zaczął pogrywać. I to bez żadnego kursu. Po prostu obserwował na podwórku starszych chłopców i postanowił ich naśladować. Tak że emerytura w Barcelonie ciągle aktualna.

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy