Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

WOJCIECH SMARZOWSKI - REZYSER FILMOWY I TEATRALNY, FOT. RAFAL GUZ/FOTORZEPA

Sceny miłości w nieludzkich czasach

Z Wojtkiem Smarzowskim, reżyserem filmu „Róża” rozmawia Jolanta Gajda-Zadworna

Dlaczego podjął pan temat do tej pory unikany, wstrząsających losów Mazurów w latach 40. ubiegłego wieku?

To był przypadek. Postanowiłem zrobić film o miłości i natrafiłem na historię, która mnie poruszyła. To był scenariusz Michała Szczerbica. Pokazywał historię narodu, który padł ofiarą dwóch nacjonalizmów i został przez nie zmiażdżony. Przede wszystkim jednak znalazłem w tym tekście poruszającą historię o uczuciu, które rodzi się na gruzach.

Ona Mazurka, która straciła męża służącego w Wehrmachcie, pokiereszowana, także dosłownie, przez przetaczający się przez jej wieś front. On – Polak, którego wojna także ostro doświadczyła, na dodatek ze swoją przeszłością nie ma szansy na spokojne życie w ludowej Polsce. Spotykają się i?

Początkowo łączy ich odruch przetrwania, z czasem nabiera cech bliskości, by w ostatnim dramatycznym okresie przerodzić się w miłość.



W tle uczucia tych życiowych rozbitków – przejmująco i oscarowo zagranego przez Agatę Kuleszę i Marcina Dorocińskiego –  pokazał pan zbiorowe gwałty, śmierć, cierpienie, powojenny exodus, który odsłania najgorsze instynkty, ale też zaskakuje ludzkimi odruchami.

Zależało mi na zachowaniu równowagi w tej historii. Dlatego mamy w tym filmie i dobrych Polaków, i złych. Takich samych Rosjan i  Niemców.

Opowiada pan o miłości, ale nie unika typowych dla siebie scen drastycznych.

Nie miałem takiego zamiaru. Po pierwsze dlatego, że ta drastyczność była mi potrzebna. Poza tym to też kwestia mojego filmowego temperamentu. Lubię realizm czy nawet naturalizm.  

Mimo wszystko trochę pan zmodyfikował sposób budowania historii – tylko w dwóch scenach „Róży” pije się alkohol, nie przeklina się, mimo powojennego chaosu  i zła, które one generują, jest w tej historii wspomniana miłość, jest – mimo wszystko – nadzieja. Chwilami nawet pojawia się ciepły humor. Zupełnie nie jak u Smarzowskiego.

Czyli w moich wcześniejszych filmach  – „Weselu” i „Domu złym”? Pomyślałem sobie, że nadszedł czas na wyzerowanie głowy, pójście w zupełnie inną historię, taką  nie z mojego świata, by potem z nową energią przystąpić do kolejnych pomysłów, których mi nie brakuje. Myślę przy tym, że mój stempel na tym filmie został. I zrobiłem, jak chciałem, film o miłości, ale w czasach nieludzkich.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?