Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

Faszyści kontra zdrajcy

Eryk Mistewicz

Politycy w Europie nie mówią już o ideach, wysiłku, honorze, lecz o miłości, radości i dumie. Najważniejsze są emocje

Paryskie spotkanie z Alistairem Campbellem, doradcą Tony’ego Blaira, zdominowali koledzy przygotowujący się do reelekcji Nicolasa Sarkozy,ego w 2012 r.

To, co zawsze zwraca moją uwagę w podobnych zebraniach branży, to olbrzymi dystans pomiędzy strategami kampanii solidnie rozpisującymi wszystkie elementy a „sztukmistrzami” mówiącymi o taktyce. Tych pierwszych darzę szczególnym szacunkiem, spotkania z nimi są zawsze intelektualną przygodą, drudzy zabierają jedynie innym czas akwizycją gadżetów i pomysłów, np. aby hostessy rozdawały na plażach chińskie klapki odbijające w piasku logo partii, a kandydatowi założono fanpage na Facebooku.



Taktyka i gadżety nigdy nie zastąpią strategii. Na nic baloniki,  długopisy, parasolki, hostessy i farmy spamerów komentujących kampanię na żywo, jeśli partii czy kandydatowi brak strategii. Pomysłu na wygranie wyborów, a nie pomysłów na wydanie jak największych partyjnych funduszy na jak najwięcej kampanijnych gadżetów.

Alistair Campbell wygrywał wybory Blaira, zapewniając na każdy dzień dostawę trzech mocnych opowieści – „meteo dnia”. Porywających, fascynujących, do przekazywania dalej, odpornych na ośmieszenie, wykrzywienie przekazu, ale przede wszystkim zgodnych ze strategią kampanii.

Od tego czasu minęły już wieki. Wyborcy zdają się być pogodzeni z tym, że prezydenta czy partii nie wybierają już dlatego, iż proponują jakiś program, idee. Polski premier w Ergo Arenie dosyć otwarcie postulował ostatnio zerwanie ze światem skomplikowanych doktryn, aby władza nie kojarzyła się z butą ideologii. Politycy w Europie nie mówią już o ideach, wysiłku, honorze, lecz o miłości, radości i dumie. Najważniejsze są emocje.

Politycy zdobywają władzę po to, aby – jak mówią – dzielić się nią z innymi. Wiedzą, że nie przyciągną zwolenników, konkurując w zawodach na pesymizm. Pytają – tak jak pytają organizatorzy dobrej zabawy – czy wyborcy chcą wraz z nimi wygrywać. Na mityngach błogosławią – kładąc rękę na głowie – nowo pozyskanym członkom swego kościoła.

W odwiecznej rywalizacji postu z karnawałem „politycy karnawału” wygrywają, dając wyborcom karnawałową energię, miłość i beztroskę, szczyptę hedonizmu, a nawet szczeniackiej radości. Podczas gdy „politycy postu” namawiają do wstrzemięźliwości, ciągłej pracy, doskonalenia się, wyrzeczeń.

Oni uważają, że „karnawał” nie może trwać wiecznie. Są przekonani, że Titanic, że góra lodowa, że niezrealizowane obietnice, że zapaść finansów publicznych, że brak reformy KRUS, że katastrofa klimatyczna, że drogi są nieprzejezdne, że koniec świata w 2012 r... „Politycy postu” popełniają błąd: wyliczaniem potknięć rządzących i szukaniem dziury w całym, natarczywym, namolnym czarnowidztwem przypominają wyborcom problemy, o których nie chcą oni słyszeć, od których chcą najzwyczajniej w świecie odpocząć. W objęciach marzeń. W rytmie samby. Kibicując Barcelonie.

Gdy Alistair Campbell mówi o tym, że najważniejsza jest strategia komunikacyjna, strategia wyborcza, ma w pełni rację.

Wyborami rządzą emocje, a dokładniej – angażujące uwagę odbiorców, prowadzące ich do lokali wyborczych niczym fanów wspólnej sprawy dobre narracje.

Politycy wygrywają, gdy potrafią swoimi opowieściami i działaniami sprowokować przeciwników. Często powtarzam: pokaż mi swojego wroga, a powiem ci, czy wygrasz. To wróg ma zaatakować, aby nastąpiła mobilizacja obrońców, widzów, wyborców.

Gdy nie ma wrogów, wyborcy kierują uwagę na coś innego, czasami głosują na „polityczną alternatywę”, najczęściej jednak zostają w domach, zajmując się swoimi sprawami. Bez konkurencji w wyścigu do władzy nie sposób zmobilizować zastępów fanów.

Sztuką jest takie zbudowanie opowieści, aby przedstawić, stworzyć, zdefiniować wroga jako potężnego, choć możliwego do pokonania.

Faszyści stanowiący zagrożenie dla demokracji – z jednej strony, a z drugiej: zdrajcy, którym trzeba za wszelką cenę odebrać władzę – to jeden ze sposobów rozrysowania z dwóch stron tego samego dramatu. Dramatu, który pochłonąć powinien bez reszty widownię. Z przejmującym libretto o wielkiej sile idącej z naprzeciwka. Sile wymagającej ogłoszenia pełnej mobilizacji w odpowiedzi na zagrożenie wartości całej ludzkości.

Bojowe werble, prowokacje pobudzające do działania wrogów, aby zmobilizować sojuszników, są elementem każdej kampanii. Nie ma miejsca, zauważmy, dla jakichkolwiek innych na tej scenie aktorów.

Ma rację Alistair Campbell: to strategia jest najważniejsza.

Autor jest konsultantem politycznym, twórcą strategii marketingu narracyjnego, współautorem wydanej ostatnio „Anatomii władzy”.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?