Najnowsza interwencja Uważam Rze

Felietony

Kiełki atakują

Rafał A. Ziemkiewicz

Wszyscy chcieli życia zgodnego z naturą. No to trudno o coś bardziej z nią zgodnego niż nieuleczalne, śmiertelne choroby

Co do mnie, reklamowa siła przymiotnika „naturalny” zawsze mnie bawiła. Nie żebym nie zdawał sobie sprawy z tego, jak szkodliwe są dla nas chemizowana żywność, skażenie środowiska czy np. zastąpienie diety, do której nasze organizmy przywykły przez liczne pokolenia, obfitością czystego cukru, soli, białej mąki oraz białka i tłuszczu zwierzęcego. Ale warto pamiętać, że nasz naturalny okres gwarancyjny obejmuje tylko czas potrzebny do spłodzenia potomstwa i dopilnowania go mniej więcej do momentu, gdy będzie zdolne samo zdobyć pożywienie. Czyli około trzydziestu paru lat. Cała reszta to już osiągnięcie cywilizacji.



Mówiąc „nasz”, mam na myśli oczywiście mężczyzn. Kobiety, obdarzone niezbędnym dla prokreacji „nadmiarem mocy”, dostają od natury dodatkową funkcję babci – po uprzednim wyłączeniu istotnych funkcji płciowych. Natomiast mężczyzna, niestety, służy do użytku jednorazowego – dotyczy to ludzi tak samo jak wielu innych gatunków. W pewnym momencie nagle zaczyna nam rosnąć kałdun, na schodach – nie wiedzieć skąd – pojawia się zadyszka, a w badaniach wyskakują ciśnienie, cholesterol i różne trójglicerydy. To jest właśnie naturalne. Nienaturalne jest, że próbujemy z tym walczyć i często wygrywamy.

Trudno o coś bardziej naturalnego niż naturalna selekcja, niż to, że każdy ludzki organizm stale atakowany jest przez najróżniejsze drobnoustroje. Poradzi sobie z nimi – dobrze, w nagrodę może się dalej rozmnażać, zwiększając szanse ewolucyjne swego gatunku. Nie poradzi sobie? No to „widocznie się nie nadawał”, jak ponoć, według Suworowa, zwykło się kwitować w specnazie śmiertelne wypadki podczas szkolenia. W naturze „niet sientimentaw”.

Od czasów Pasteura ludzkość zrobiła wiele, żeby się spod tej tyranii natury wyzwolić. Z sukcesem. Od dawna już nie ma sporyszu w chlebie ani pałeczek gruźlicy w mleku. Za to, nic za darmo, są DDT i antybiotyki. Na dodatek chleb zmienił się w białą paciaję o smaku polepszaczy, a mleko w białą wodę bez wartości odżywczych – no, jednym słowem, w miarę jak zapominamy o zagrożeniach, przed którymi chroni chemizacja, jej złe strony stają się coraz bardziej dokuczliwe.

W gruncie rzeczy więc czegoś takiego jak epidemia EHEC należało się spodziewać. Od pierwszej chwili wiadomo było, że nowy szczep popularnej bakterii E. coli (wcale zresztą, przyznano potem, nie taki nowy, po prostu dawniej nie miał takich możliwości, by się rozprzestrzenić) pochodzi prawdopodobnie z „naturalnego” krowiego nawozu, a skazić rośliny mógł tylko gdzieś, gdzie się panicznie wystrzega kontaktu żywności z substancjami szkodliwymi dla nas, ale dalece bardziej dla bakterii. Najpierw podejrzenie rzucono na „ekologiczne” ogórki, koniec końców okazało się, że to były kiełki fasoli – też z certyfikatem „eko”. W sumie, gdyby nie kraj pochodzenia, pomyłka nie byłaby aż tak wielka.

Bo rzeczy „eko” są bardzo fajne, jeśli się je uprawia czy przygotowuje dla siebie i przyjaciół metodami ogródkowo-babcinymi. Ale robione na skalę przemysłową – już nie całkiem. Bardzo ciekawe, czy lekcja z Niemiec wpłynie na zachowanie rynku i zaszkodzi dynamicznie do niedawna rozwijającemu się segmentowi – czy uda się sprawę zarazy jakoś zatachlować.

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy