Najnowsza interwencja Uważam Rze

Cywilizacja

Hangover Part II, Photo Credit: [ Legendary Pictures / The Kobal Collection ]

Miliony za kaca

Jacek Przybylski

Mimo globalnego kryzysu hollywoodzkie superprodukcje nadal potrafią zarabiać po kilkaset milionów dolarów. Jakie filmy tego lata będą biły kasowe rekordy?

Największe pieniądze za oceanem już zbija druga część przygód pijanych kumpli, którzy po szalonym wieczorze kawalerskim w Las Vegas tym razem imprezują w Tajlandii. „Kac Vegas w Bangkoku” (który w USA nazywa się po prostu „Hangover II”) przyprawił producentów o prawdziwy zawrót głowy, gdy okazało się, że sequel, który zbierał mieszane lub słabe recenzje krytyków, w dniu premiery zarobił 32 mln dol., a w ciągu pierwszego tygodnia aż 135 mln dol. W ten sposób druga część „Kaca” pobiła premierowe rekordy wszelkich innych komedii.



Ulubieńcy USA

Od 26 maja do zeszłego tygodnia film, którego budżet sięgał 80 mln dol., zarobił już w samej Ameryce ponad 217,6 mln. Jeśli doliczyć do tego 216,4 mln, które w kasach kin zostawili fani filmu z innych krajów świata, to uzbiera się niebagatelna suma 434 mln, uprawniająca szefów Warner Bros. do zorganizowania niezłej imprezy na cześć „Kaca”. A ponieważ Hollywood i Amerykanie kochają trylogie, to jak słusznie zauważa recenzent „Time’a”, logicznym krokiem producentów byłoby rozpoczęcie pracy nad ponownym upijaniem nowych bohaterów Ameryki. I chociaż pomysł na kolejny film z kacem w roli głównej brzmi jak pijackie bajanie, to Craig Mazin – współtwórca scenariusza drugiej części – naprawdę zaczął już rozmowy nad kolejną częścią filmu. Kto wie, może tym razem grupka przyjaciół, którzy imprezowali i w Ameryce Północnej, i w Azji, obudzi się w hotelu z widokiem na Pałac Kultury.

Na pewno wiadomo już za to, że podwójny kac z Hollywood – w przeciwieństwie do życia zwykłego Kowalskiego, którego kłopoty z alkoholem doprowadzają do szybkiego zakończenia kariery, wypromował nowych ulubieńców Ameryki: Zacha Galifianakisa i Bradleya Coopera. Zwłaszcza ten ostatni należy do grona amantów, w których kochają się Amerykanki. „Nie możemy się doczekać premiery każdego filmu, w którym gra Bradley Cooper” – pisze dziennikarka plotkarskiego „OK! Magazine”.

Trudno się dziwić. Nie dość, że przystojny i obdarzony uroczym, szelmowskim uśmiechem, to jeszcze jak na amerykańskie standardy przystało prawdziwy geniusz. Wywiad, w którym Bradley, udzielając wywiadu telewizji TF1, mówi bezbłędnie po francusku – bo część studiów spędził właśnie we Francji – rozgrzał do czerwoności internetowe łącza. „Ten gorący facet zna jeszcze jakiś obcy język?! Wow! Teraz jest jeszcze bardziej sexy” – podniecały się Amerykanki.

Oczywiście, jak to za oceanem często bywa, wielkiemu finansowemu sukcesowi musi towarzyszyć też jakiś wielki skandal. Tym razem do sądu w Missouri zgłosił się artysta, który przekonuje, że tatuaż, który w „Kac Vegas w Bangkoku” pojawił się po pijackich przygodach na twarzy Eda Helmsa, ponoć zupełnie na trzeźwo dał sobie zrobić kiedyś Mike Tyson. S. Victor Whitmill próbował nawet zablokować kinową premierę drugiej części „Kaca”, ale sąd nie zgodził się na tak dalece idące rozwiązanie. Wszyscy, którzy chcieliby zobaczyć sporny tatuaż, muszą iść do kin. Jeśli bowiem wytwórnia i autor tatuażu nie dojdą do porozumienia, to w wersji na DVD i Blu-ray – jej premiera planowana jest na grudzień – prawdopodobnie sporny tatuaż zostanie cyfrowo zmieniony przez specjalistów z Warner Bros. Jeśli taki wariant się potwierdzi, to czeka ich wiele upojnych godzin spędzonych nad „Kacem” – po pierwszych 20 minutach filmu tatuaż widać bowiem w praktycznie każdej scenie.

Szybcy i wściekli na nieznanych wodach

Sądowych problemów z kontrowersyjnymi malowidłami na twarzy nie ma żadna z postaci drugiego najbardziej kasowego wakacyjnego przeboju amerykańskich kin, a więc czwartej części „Piratów z Karaibów. Na nieznanych wodach”. Superprodukcja z Johnnym Deppem i Penelope Cruz w roli głównej nie zachwyciła amerykańskich krytyków. Mimo to trójwymiarowy film o przygodach kapitana Jacka Sparrowa i jego wyjętych spod prawa przyjaciół zarobił już w samych tylko USA 210 mln dol. Poza granicami Stanów Zjednoczonych piraci zgarnęli zaś łup wart aż 678 mln. 250 mln wydanych na produkcję zwróciło się więc z niespotykaną jak na czasy globalnego kryzysu gospodarczego nawiązką.

Trzecim filmem, któremu udało się w tym roku w samych USA zarobić ponad 200 mln, są „Szybcy i wściekli 5”. Łącznie na całym świecie ulubiony film fanów akcji i świetnych samochodów zgarnął 585 mln dol. Aktor Dwayne Johnson, jak na lidera szybkich i wściekłych przystało, myśli już więc o udziale w szóstej części. Stawia jednak producentom i scenarzystom jasny warunek. – Cóż, mój udział zależy od... liczby tyłków, które będę mógł skopać – powiedział z uśmiechem na ustach portalowi Access Hollywood.

Kung Fu Panda bije Druhny

Nie tylko dorośli widzowie mogą jednak liczyć na to, że amerykańscy filmowcy przygotują im aż sześć części filmu z ulubionymi bohaterami. Na jeszcze wiele godzin spędzonych z animowanymi bohaterami powinni przygotować się rodzice małych miłośników Kung Fu Pandy. W drugiej części wojowniczy miś Po oraz Potężna Piątka – Tygrysica, Małpa, Żmija, Modliszka i Żuraw – bardzo się starają, aby ocalić starożytne Chiny przed wojowniczym Pawiem, a przy okazji powtórzyć kasowy sukces pierwszej części filmu. Trzeba przyznać, że nieźle wychodzi im i jedno, i drugie. Świetnie zrobiony i chwalony przez większość krytyków animowany sequel zarobił już dla wytwórni Dreamworks 340 mln (w tym 129 mln w samych USA).

Producenci z optymizmem mogą więc planować realizację zapowiedzianych już kolejnych czterech odcinków z przygodami walecznej pandy. Polscy filmowcy odkryli to już wiele lat temu, dzięki czemu każde wyrośnięte już dziecko z pokolenia Uszatka wie, że „dzieci lubią misie, a misie lubią dzieci”. Różnica kulturowa między Kung Fu Pandą a naszym misiem polega zaś na tym, że miś Po jest od Uszatka o dobrych kilkadziesiąt funtów grubszy. A ponieważ dzieci lubią też lwy, to tuż po wakacjach, 16 września, na ekrany kin wejdzie słynny „Król Lew” z grzywą w trzech wymiarach.

Dopiero jesienią przekonamy się więc, czy silniejsza w kasowych rankingach okaże się panda karateka czy odmłodzony król zwierząt (oryginał z 1994 r. zarobił w kinach 780 mln). Już teraz wiadomo jednak, że sympatycznemu, choć walecznemu misiowi miejsca w rankingu najlepiej zarabiających filmów musiały ustąpić „Druhny”. Komedia zarobiła w Stanach Zjednoczonych ponad 123 mln dol. Producenci i reżyser filmu Paul Felg już marzą więc o nakręceniu drugiej części.

Super 8

Niezłe pieniądze zbija też bardziej ambitny film „Super 8”. W ciągu pierwszych trzech dni od premiery zarobił on 38 mln dol., a więc o kilka milionów więcej niż prognozowali eksperci i sama wytwórnia. Oczywiście, trudno uznać tę kwotę za nadzwyczajny wynik, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że zrobili go J.J. Abrams – twórca takich hitów jak „Star Trek” czy „Mission Impossible 3” – wraz ze Stevenem Spielbergiem. Zbierający rewelacyjne recenzje „Super 8” podczas premierowego weekendu trafił jednak od razu na szczyt amerykańskiego box office’u, więc jego producenci mogą być spokojni, że na pewno wyjdą na plus (budżet wynosił jedynie 50 mln dol.). Do kin na „Super 8” przyciąga Amerykanów między innymi to, że film długo owiany był tajemnicą.

Allen ma szansę na rekord

Długo w tajemnicy szczegóły swojej najnowszej produkcji trzymał też Woody Allen. Słynny reżyser nawet niektórym aktorom dopiero w ostatnim momencie mówił, o czym jest film, w którym grają. Być może to jeden z powodów, dla których „Midnight in Paris” wypada w box offisie zaskakująco dobrze. Film z Owenem Wilsonem, Rachel McAdams, Kathy Bates, a nawet z pierwszą damą Francji Carlą Bruni, zarobił już w USA ponad 14 mln dol. (na świecie zaś ponad 18 mln dol.). I to mimo tego, że tuż po premierze nowe dzieło Allena wyświetlane było tylko przez niektóre kina. Komentatorzy prognozują więc, że najnowsze dzieło słynnego reżysera, choć zdobywa mieszane recenzje krytyków, może stać się jego najpopularniejszym filmem od ponad 25 lat.

Owenowi Wilsonowi, który w filmie sprawia wrażenie, jakby grany przez niego Gil był tak naprawdę młodym, zakochanym we Francji Woodym Allenem, udało się pozytywnie zaskoczyć reżysera. Allen początkowo nie myślał nawet o obsadzeniu Wilsona w głównej roli.

– Pisałem scenariusz z myślą o kimś z mentalnością człowieka Wschodniego Wybrzeża, o kimś, kto kojarzyłby się z Nowym Jorkiem, którego mógłbym zagrać ja sam, gdybym był młodszy – opowiada dziennikarzom Woody Allen, zauważając, że wyluzowany zachodnioamerykański Owen, kowboj, który mieszka na Hawajach, był przeciwieństwem bohatera, o którym myślał. Po spotkaniu z Wilsonem przepisał skrypt i teraz tego nie żałuje.

– Wspaniale się z nim pracowało – wspomina Allen, który w pierwszych dniach zdjęć był jednak bardzo sceptyczny wobec odtwórcy głównej roli. – Zabrał ze sobą do Paryża małego psa, który na planie cały czas ganiał za Owenem, a ja nienawidzę psów. Nigdy nie było u mnie aktora z psem, ale jest on naprawdę niezły – przyznaje Woody Allen.

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy