Najnowsza interwencja Uważam Rze

Cywilizacja

Chodorkowski AFP/Lliya Pitalev

Rosyjski porządek to fasada

Z Cyrilem Tuschim, reżyserem niemieckiego dokumentu „Chodorkowski” rozmawia Anna Kilian

Dlaczego Rosja od wieków fascynuje świat? Ponieważ jest największym państwem na ziemi? Bo panował tam totalitaryzm? Bo wciąż jest dzikai nie zanosi się na to, by w najbliższym czasie zapanowała tam demokracja?

Myślę, że powodów jest wiele, mit carskiej, a potem bolszewickiej Rosji, piękne bajki dla dzieci, wspaniała literatura i sztuka, o których opowiadali mi rodzice (dziadkowie uciekli przed rewolucją październikową do Berlina z Sankt Petersburga, gdzie mieli fabrykę przedmiotów żeliwnych, zrobili nawet wannę dla cara). To wszystko wywołuje romantyczne skojarzenia. Podobnie jak ogrom Rosji, jej mroźna zima, zaśnieżony krajobraz. Do tego dochodzi fascynacja potęgą tego kraju i lęk przed nią – przed KGB, FSB, mafią, oligarchami, samochodami z przyciemnianymi szybami... Ludzi uwodzi zło Rosji. Kraje Zachodu intrygował też rozmiar jej upadku po zgonie komunizmu. Do tego Putin. Zawsze mnie zadziwiało, dlaczego ma wśród Rosjan takie poparcie. Ale po pijaku Jelcynie chyba każdy prezydent umiarkowanie podchodzący do alkoholu mógł liczyć na popularność. Gdy Putin doszedł do władzy, gangsterzy zaczęli rzadziej strzelać na ulicach, a ludzie częściej wyjeżdżać za granicę na wakacje, kupować domy za pożyczki, jeść w McDonaldzie. Powstała klasa średnia. Ale to przecież nie jego osobista zasługa.

Rosjanie w każdym wieku i obojga płci są zakochani w Putinie. To smutne, będąc w Rosji widzieć, jak bezkrytyczne jest to uczucie i że jest ono wspólne wszystkim, nawet młodym, studentom... Ludzie w Rosji nie tęsknią za wolnością, bo jej nie znają. Czy myśli pan, że coś zmieni się w tym kraju na lepsze?

Z natury jestem optymistą i zawsze spodziewam się dobrego zakończenia. Ale zapytuję też siebie, po co próbować budować mosty porozumienia, skoro z drugiej strony – rosyjskiej – nikt tego nie oczekuje i nie potrzebuje? W Rosji często starałem się rozmawiać z ludźmi, ale spotykałem się z niechęcią. Odpowiadano mi wprost: „Ludzie z Zachodu są głupi, my wiemy lepiej”. Powoli więc tracę nadzieję i energię, bo wszędzie napotykam mur. Nie chcę, by zabrzmiało to tak, jakbym nienawidził Rosji, ale tyle w tym kraju uprzedzeń i propagandy... Naprawdę trudno o dobry kontakt z Rosjanami.trans.gif

W Moskwie, gdy próbuje się zagadnąć kogoś po angielsku, ludzie odwracają się plecami i odchodzą bez słowa. Próba nawiązania kontaktu w języku rosyjskim naraża zaś na niegrzeczne uwagi, że mówimy kiepsko i musimy się poduczyć, bo „w Rosji trzeba mówić po rosyjsku”. Może więc oni wcale nie pragną kontaktu z Zachodem i należy ich zostawić samym sobie?

Wyrobię sobie zdanie na ten temat już za dwa miesiące, bo właśnie w Moskwie pokażę w grudniu „Chodorkowskiego”.

Kiedy po raz pierwszy odwiedził pan kraj przodków?


W 1996 r. Miałem wówczas 27 lat.

I jakie było wrażenie?

Byłem bardzo rozczarowany, wręcz zszokowany, widząc wszędzie agresję, pijaństwo i prostytucję – zero kultury. Chodorkowskim zainteresowałem się dużo później, niejako przypadkiem.

Znaczący to przypadek, skoro poświęcił pan na realizację filmu pięć lat swojego życia...

Nigdy nie porzucam w połowie tego, co robię. Po roku zajmowania się projektem „Chodorkowski” nie miałem już wyjścia, musiałem go kontynuować.

Jak się pan czuł, gdy dwa razy ukradziono panu film?

Za pierwszym razem myślałem, że po prostu mam pecha i za bardzo się nie przejąłem. Za drugim razem przeraziłem się. Ostatecznie okazało się, że padłem ofiarą złodziei komputerów grasujących po Berlinie. Na szczęście, oczywiście, mój dokument był ubezpieczony. Takie ubezpieczenie wymaga od twórcy zapasowych kopii zapisanych na innym sprzęcie. Niemieckie państwo nie da grosza na nieubezpieczoną produkcję. Nie da się też całkowicie utracić filmu zrobionego cyfrowo.

Musiałem po prostu na innej kopii jeszcze raz dokonać korekcji barwnej i wykonać napisy.

Dla popularności filmu byłoby lepiej, gdyby ukradli go przeciwnicy prawdy o Chodorkowskim...

Nie potrzeba mi takiej popularności.

Przypadek Chodorkowskiego to przykład skrajnej niesprawiedliwości przywołujący atmosferę ery stalinowskiej z jej pokazowymi procesami. Co sądzą o nim Niemcy?

Gdy zaczynałem zbierać materiały do filmu, prawie nikt w Niemczech nie orientował się, kim on jest. Teraz wspiera go tu wiele osób, odwrotnie niżw Rosji. Tam 80 proc. ludzi uważa go za winnego. Tak działa propaganda.

Nie udało się panu porozmawiać z Putinem. Jak blisko niego udało się panu dotrzeć?


Najbliższą osobą z jego otoczenia, z którą rozmawiałem, był Aleksander Wołoszyn, szef prezydenckiej administracji za czasów Jelcyna i potem Putina. Spotkałem go przypadkiem w restauracji, podszedłem i przywitałem się, wytłumaczyłem, że robię film o Chodorkowskim. Dał mi numer telefonu i powiedział, żebym zadzwonił do niego następnego dnia. Tak zrobiłem, ale nigdy mnie z nim nie połączono. Nigdy nie miał czasu, zawsze był zajęty. Oczywiście, nikt nie powiedział mi wprost, że temat Chodor-kowskiego to temat tabu.

Jakim człowiekiem jest bohater pana filmu?


Świetnie się kontroluje, jest zamknięty w sobie. Nie odpowiedział na żadne pytania dotyczące uczuć przesłane przeze mnie listownie. Najbardziej osobiste pytanie, na które dostałem odpowiedź, było podyktowane ciekawością, czy jego sny zmieniły się od czasu uwięzienia. Oto ona: „Nie mam koszmarów. Powinni je mieć ci, przez których tutaj jestem”. Ale ja rozumiem tę jego powściągliwość. W więzieniu nie można być wylewnym. Nie można okazać słabości, odsłonić plecy. Inaczej ryzykuje się pchnięcie w nie nożem (Chodorkowski został zaatakowany przez współwięźnia podczas snu w 2006 r. – przyp. red.).

Jakie plany na dalsze życie ma Chodorkowski, gdy wyjdzie na wolność – najprawdopodobniej w przyszłym roku?

Można by się spodziewać, że będzie chciał zemścić się na Putinie i odzyskać „Jukos”. Ale nie dojdzie do tego. Zamiast tracić czas na zemstę, Chodorkowski chce zająć się rodziną.

Nagrał pan 180 godzin rozmów ze świadkami w sprawie Chodorkowskiego. Proces montażu – wyboru najistotniejszych fragmentów – musiał być bolesny...


O tak! Montowałem ten dokument przez półtora roku przez okrągły tydzień, od rana do wieczora. Wybór scen nie był łatwy z uwagi na to, że tak trudno mi było dotrzeć do tych wszystkich ludzi. Kiedy już doszło do rozmów, to toczyły się one szczerze. Ale wielu mi odmówiło, bo obawiali się o swoje życie w związku ze spotkaniem ze mną.

Dlaczego Chodorkowski nie został za granicą, kiedy miał ku temu okazję? Miał zapewniony azyl w Wielkiej Brytanii...


Decyzja o zamieszkaniu za granicą byłaby odczytana jako przyznanie się do winy, a tego nie chciał. Nie spodziewał się też, że wyrok będzie tak wysoki. Ale prawo i porządek w Rosji to fasada.

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy