Co dalej...
Ze służbą zdrowia?
Dziecko dusi się na początku stycznia, lekarz zbada je w marca – to jedno zdanie mogłoby wystarczyć za cały komentarz dotyczący sytuacji polskiej służby zdrowia. Ale nie wystarcza, bo o bezsilności rodziców i pacjentów nie można milczeć. Matka czteroletniej dziewczynki zjawia się w przychodni 9 stycznia.
Dziecko kaszle gorzej niż stary palacz, ale nie wygląda na chore. Lekarz podejrzewa alergię. Wypisuje skierowanie do specjalisty. Kolejna kolejka, kolejne okienko. Recepcjonistka przyjmuje skierowanie. Sprawdza wolne terminy i z radością oświadcza: „Ma pani szczęście, zwolniło się miejsce na 19 marca”. Ale matka nie jest taka zadowolona. Co robi? Zamawia wizytę na 13 stycznia. Prywatną, za 135 zł. A leki? Oczywiście już bez refundacji. Zresztą cała zadyma z nową listą leków refundowanych wygląda jak dobrze zagrany spektakl. Najpierw premier pohukuje na lekarzy, potem się z nimi spotyka i po „żmudnych” negocjacjach dochodzi do kompromisu. Na koniec zleca ministrowi zdrowia nowelizację ustawy i... mamy sukces. Kolejny sukces Donalda Tuska. Co z tego, że nadal przepłacamy za leki, a w ostry protest wchodzą z kolei aptekarze. Co z tego , że odpowiedzialni za służbę zdrowia są głusi. Co z tego, że pacjent wkrótce się udusi.