Najnowsza interwencja Uważam Rze

Cywilizacja

?Amador?, rez. Fernando Leon de Aranoa, Hiszpania 2010

Kwiaty o zapachu aerozolu o zapachu... kwiatów

Anna Kilian

Marcela i jej mąż Nelson handlują różami. Śliczna kobieta (Peruwianka Magaly Solier, ta z „Madeinusy” i „Gorzkiego mleka”) nosi je naręczami, a małżonek perfumuje je aerozolem o zapachu kwiatów, twierdząc, że te rośliny same w sobie nie pachną.

Marcela dogląda też starego, chorego Amadora, wynajęta do tego przez jego córkę. O dziewczynie wiemy niewiele więcej niż to, że przyjechała do Madrytu z południowoamerykańskiego kraju bez dostępu do morza. Jej dusza powoli otwiera się przed nami w świetnym, często bardzo zabawnym, hiszpańskim „Amadorze” Fernando Leóna de Aranoa. Wzruszenia i czarny humor, celne obserwacje i znakomicie spuentowane sceny – ten film chce się mieć na własność.

W centralnym punkcie sceny, jaką w „Rzezi” stanowi mieszkanie rodziny Longstreetów, też są kwiaty – wazon z żółtymi tulipanami. Właśnie ten gatunek niesie ze sobą informację: „Obraziłeś mnie, napraw to”. Ale w pewnym momencie zaproszona Nancy Cowan (Kate Winslet) dosłownie wyrzuca zawartość wazonu w powietrze. W „Rzezi” wszystkim puszczają hamulce, ale ten bardzo drogi, bo za 25 mln dol., Teatr Telewizji pozostawia niedosyt. Nie jest wcale ani tak dziko, ani tak niepoprawnie politycznie, jak byśmy się spodziewali.

Ani Winslet, ani grająca z nią Jodie Foster, nominowane do Złotych Globów, statuetek nie dostały. Jak było do przewidzenia, otrzymała ją Meryl Streep za rolę Margaret Thatcher w „Żelaznej damie”. Brytyjską reżyserkę filmu Phyllidę Lloyd znamy z musicalu „Mamma Mia!”, w którym Stellan Skarsgard, Colin Firth i Pierce Brosnan „śpiewająco” ryczeli jak ranne łosie. O „Żelaznej damie” było głośno na długo przed premierą. Ale czy mogło być inaczej? To przecież biografia kobiety rządzącej Zjednoczonym Królestwem przez 11 lat. Dramat Lloyd zebrał sporo negatywnych recenzji, krytykujących go za płytki scenariusz i usilne próby uczłowieczenia Żelaznej Damy. A przecież nie człowieczeństwem zasłynęła ta kobieta z małego miasteczka, lubiąca też powtarzać, że jest niewiarygodnie cierpliwa – pod warunkiem bycia pewną, iż ostatecznie wszystko pójdzie po jej myśli. Jaka jest ta ekranowa biografia, przekonamy się za trzy tygodnie.

Nieco rozczarowała również niedawna premiera „Czasu wojny” Stevena Spielberga. Wojenne okropności oglądamy oczami Brytyjczyków, Francuzów i Niemców oraz ogiera Joeya, konia bojowego zmieniającego właścicieli i fronty. To piękna historia, wzruszająca i wzniosła, ale grająca na najwyższej strunie. Niewątpliwie to świadome, bo czuje się powiew klasycznego kina, takiego z lat 40. Od pierwszych scen wiemy, że ta opowieść jest skazana na happy end w wielkim amerykańskim stylu, a kiedy on nadchodzi, jest jeszcze większy i jeszcze bardziej amerykański. To wcale nie zarzut, jednak akcja i jej zakończenie mają w sobie tyle prawdopodobieństwa, co bajki babci Gąski i po prostu trzeba się na to przygotować, zabierając ze sobą chusteczki.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Hubert Kozieł

Czy Podesta zadławi się pizzą?

• SPISKOWA TEORIA WSZYSTKIEGO • Wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych były wielkim zwycięstwem zwolenników spiskowej teorii dziejów. Potwierdziły bowiem wiele ich tez

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?