Najnowsza interwencja Uważam Rze

Temat numeru

Czego nas uczy

Marek Magierowski, Jacek Karnowski

Margaret Thatcher zależało w gospodarce na trzech rzeczach: wolności, własności i moralności

Czy dzisiejsi, jakże liczni wśród polskich konserwatystów, bezkrytyczni fani Margaret Thatcher wysławiają równie bezkrytycznie współczesną Wielką Brytanię? Czy podobają im się wartości, styl życia i zasady społeczne współczesnych nam Anglików, Szkotów i Walijczyków? Oczywiście nie, a nawet – wręcz przeciwnie. Bezkrytyczni Thatcherofani chwalą wyłącznie Zjednoczone Królestwo epoki Żelaznej Damy, które w jakiś cudowny sposób oddzielają od kraju dziś istniejącego, nie łącząc skutków i przyczyn.  A przecież Thatcher wygrała, przeprowadziła udaną rewolucję i nawet jej lewicowi następcy z ekipy Blaira deklarowali: „wszyscy jesteśmy thatcherystami". Logicznie więc patrząc, owa rewolucja powinna skutkować takim rozwojem kraju, który i dziś powinien budzić entuzjazm. Ale nie budzi. W dzisiejszej Wielkiej Brytanii sympatię bezkrytycznych Thatcherofanów wzbudza raczej to, co przedthatcherowskie, a nie to, co nowe, wyrastające z epoki ukształtowanej przez tę niewątpliwie charyzmatyczną, a także życzliwą nam, Polakom, córkę drobnego sklepikarza z Grantham w Lincolnshire.

Misja, której podjęła się Thatcher, musi budzić sympatię. Skala ukąszenia lewicowego, wręcz komunistycznego, którego doświadczała Brytania u progu lat 80., dziś szokuje. Odgrzebałem niedawno symptomatyczne dzieło z tamtych czasów –„State of Siege" (Stan Oblężenia), pisaną na gorąco „naukową" analizę  strajku górników w 1984 r. Aż skrzy się od „walki klasowej", „eksploatacji", policji jako narzędzia „klas panujących", mediów budujących ideologię "kapitalistów". Prawdziwy beton. Do tego w okresie sprzed pierwszej wyborczej wiktorii Thatcher to był rzeczywiście kraj "nierządny" („ungovernable"), sparaliżowany strajkami, kraj, w którym np. w Liverpoolu przez 10 dni nie chowano zmarłych, bo strajkowali grabarze, i władze miejskie rozważały wyrzucenie ciał do morza. To był kraj, w którym związki zawodowe blokowały postęp techniczny, np. w drukarstwie, wymuszając na pracodawcach utrzymywanie etatów pozbawionych sensu, jawnie traktowanych jako haracz za brak strajków.

To wszystko prawda. Thatcher wypowiedziała temu wszystkiemu wojnę i wygrała. Ale jednocześnie przegrała. Bo jej celem nie była gospodarka – to był tylko środek mający wieść do celu. Żelazna Dama – jak sama przyznawała – weszła do polityki „z powodu konfliktu pomiędzy złem a dobrem". Chciała – to jej słowa – „zmienić duszę", a nie tylko reguły gry ekonomicznej. Chciała społeczeństwa takiego, w jakim się wychowała: wierzącego, moralnego, wiernego wiktoriańskim wartościom wyrażanym poprzez nierozerwalność małżeństwa, ciężką pracę, samodzielność, powściągliwość, oszczędność, samoorganizację. Wierzyła , że właściwa organizacja gospodarki wymusza właściwą moralność, że rynek zawsze nagradza moralne zachowania. I tu, dokładnie w tym założeniu, się myliła. W rezultacie jej epoka zwiastowała świat zupełnie inny: oparty na konsumpcji, kredycie, szybkim zarobku, ostentacyjnym prezentowaniu zamożności, samolubstwie, egoizmie. Świat, w którego centrum stanęła „greed is good culture", a więc „kultura pochwały zachłanności". Świat stawiający na piedestale seksualną swobodę, o ile nie rozwiązłość. To także jej, Thatcher, dzieło. Wyzwoliła ludzi ze sztywnych ograniczeń, zwłaszcza w sferze gospodarczej, ale – jak nieco złośliwie zauważa dziennikarz i historyk Andrew Marr – „gdy daje się ludziom wolność, nigdy nie można być pewnym, do czego tej wolności użyją". Co akurat my, Polacy, dobrze wiemy po doświadczeniach wyjścia z komunizmu.

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Ewa Bednarz

Kredyt z plastiku

Tylko część banków decyduje się na wydawanie przedsiębiorcom kart kredytowych. Znacznie chętniej oferują im dużo kosztowniejsze karty obciążeniowe