Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Krzysztof Feusette

List otwarty do Michnika

Krzysztof Feusette

Tych Hiszpanów już chyba całkiem, za przeproszeniem, porąbało. Najpierw piłkarze, mistrzowie świata i Europy wyrażają za pośrednictwem hiszpańskiego ministra spraw zagranicznych gotowość do rezygnacji z ewentualnej gry w finale Euro w Kijowie, jeśli „taka będzie wola opinii międzynarodowej". A teraz jeszcze słynny dziennik „Marca" ośmiela się napisać, że w Gdańsku przy stadionie czeka na zagranicznych kibiców „wstrząsający widok". Po to lata po kraju premier nasz zapracowany Donald Tusk, żeby mu ktoś teraz piasek w śmigło sypał? Co za niewdzięczność ze strony naszego unijnego partnera, to pewnie przez ten kryzys. Ale zaczęli przecież równie niewdzięczni Chorwaci. Na popularnym chorwackim portalu tportal.hr czytamy, że wokół stadionu, na którym będą się odbywać mecze ME, wciąż jeszcze trwają prace budowlane, a sama okolica prezentuje się „mało atrakcyjnie". Na dowód portal prezentuje niedawne zdjęcia z Gdańska, na których widać sterty kamieni i piasku otaczające stadion. Jak piszą chorwaccy dziennikarze, kontynuowanie prac wokół stadionu na zaledwie dwa tygodnie przed rozpoczęciem imprezy, jest co najmniej zaskakujące. „Tym bardziej, że nie zakończono prac na drogach dojazdowych do stadionu, które przecież dla kibiców są bardzo ważne".

A hiszpańska „Marca" pisze tak: „Oczom kibiców, którzy chcą zobaczyć stadion, gdzie 10 czerwca swój mecz na Euro 2012 zagrają reprezentacje Hiszpanii i Włoch, ukazuje się wstrząsający widok. (...) Główny dojazd przypomina obecnie polną drogę. W okolicy stoją jeszcze buldożery i dźwigi". Dodaje, że trudno uwierzyć, by do 8 czerwca miało się to zmienić na lepsze. W to, że droga będzie gotowa na Euro, nie wierzą również mieszkańcy Gdańska, których opinie publikuje gazeta. Na ten skandaliczny, uderzający w nasze unijne sojusze tekst odpowiada natychmiast w jedynie słuszny sposób „Dziennik Bałtycki", który pisze: „Nie po raz pierwszy hiszpański dziennik „Marca" wieszczy sensację na Euro 2012. Najpierw napisał, że selekcjoner naszej kadry F. Żmuda (a nie Smuda!) został błyskotliwie rozpracowany przez hiszpańskich dziennikarzy i "Marca" już wie (skąd?) że na prawym skrzydle zagra Kamil Grosicki. Teraz napisał o "wstrząsającym widoku" wokół PGE Areny. Hiszpańscy dziennikarze, którzy już wykazali się już kompletnym brakiem wiedzy na temat naszej kadry, teraz wzięli na tapetę gdański stadion". Czy nie czas już, by i redaktor Lis zaczął zapraszać gości, którzy chętnie dokopią Hiszpanii w sensie merytorycznym? Wszak wytyczne są jasne i na tyle nieskomplikowane, że może je wyłuszczyć nawet pan i władca na krańcu ławki rezerwowych Grzegorz Schetyna, który na łamach „Wprost" sugeruje zwarcie medialnych szyków. „Nasze notowania wiszą na tym, czy cała impreza się uda. Polacy są czuli na opinię gości. (...) Turniej to zwieńczenie pracy nad wielkim wyzwaniem. Po mistrzostwach trzeba będzie zamknąć ten etap i znaleźć nowe wyzwanie". Jakie to szczęście, że Sławomir Nowak uprzedził Europę, że „drogi na Euro nie grają".

Pozostając przy tematyce piłkarskiej (przepraszam, ale na trzy dni przed Euro nie potrafię już inaczej) – ciekawą korespondencję publikuje portal „Gazety Polskiej". Przytoczę ją obszernie, bo mam wrażenie, że to jeden z ważniejszych listów otwartych ostatnich lat. Pisze były dziennikarz „Gazety Wyborczej" Wojciech Staruchowicz do jej redaktora naczelnego, człowieka honoru, którego nazwisko przywołują kibice na wielu polskich stadionach, Adama Michnika. Staruchowicz pracował w redakcji „GW" w latach 1994 –1999. Jego syn ma na imię Piotr, szerzej znany jest jako „Staruch", przywódca kibiców Legii Warszawa, za którego działalnością przestępczą wici rozesłały wszelkie służby tajne i dwupłciowe, bo naraził się obecnej władzy dość mocno. Trudno orzec, zresztą brakuje tu informacji, czy „Staruch" to bardziej bandzior i dealer narkotyków czy po prostu nawiedzony Legią damski bokser, który nie potrafi się zachować na trybunach stadionu. To ma rozstrzygnąć sąd. Wojciech Staruchowicz w swoim liście otwartym przypomina o tym Adamowi Michnikowi. „Szanowny Adamie, z przerażeniem odkryłem, że prawdopodobnie ktoś udaje dziennikarzy kierowanej przez Ciebie „Gazety Wyborczej". Pracowałem w niej i obaj doskonale wiemy, że nie do pomyślenia jest, by dziennikarz Twojej gazety nie stosował elementarnych zasad tej profesji: rzetelności, staranności, udzielania głosu wszystkim stronom, niezniekształcania wypowiedzi, niepolegania na jednym źródle (np. policyjnym), niepisania pod tezę, niemieszania informacji z komentarzem, niewydawania wyroku przed orzeczeniem sądu (pamiętam, że uczulała na to Helena Łuczywo). (...) Co mnie zatem zaniepokoiło? No przecież, Adamie, bądźmy szczerzy, ot, chociażby – żaden dziennikarz „Gazety Wyborczej" nie nazwałby przecież mojego syna, gdy nie był jeszcze nawet oskarżonym, a jedynie podejrzanym w sprawie wynikającej z dziwnego sojuszu „Matołka" z „Koziołkiem", bandytą (bandyta – przestępca dokonujący napadów z bronią w ręku, zabójstw innych ludzi – według „Słownika języka polskiego" na: http://slowniki.gazeta.pl). Nikt z nich nie użyłby określenia „herszt kiboli Legii" (herszt – przywódca bandy, szajki; źródło jak wyżej). Żaden nie napisałby o moim synu, że jest szefem bojówki (bojówka – oddział zbrojny organizacji konspiracyjnej; źródło j.w.). Czyli? Jak nic, ktoś się podszywa".

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Polacy coraz częściej kupują online. Co ich przekonuje do tej formy zakupów?

Kupujemy na potęgę. Rynek dóbr konsumenckich rozwija się dynamicznie, a my – konsumenci – podążamy za najnowszymi trendami. Kupujemy nie tylko więcej, ale i korzystając ze znacznie...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Hubert Kozieł

Czy Podesta zadławi się pizzą?

• SPISKOWA TEORIA WSZYSTKIEGO • Wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych były wielkim zwycięstwem zwolenników spiskowej teorii dziejów. Potwierdziły bowiem wiele ich tez