Najnowsza interwencja Uważam Rze

Cywilizacja

Wakacje z kryminałem

Piotr Gociek

Oto subiektywny ranking autorów powieści kryminalnych, których w tym roku nie powinno zabraknąć w walizkach i plecakach

7. Arne Dahl, facet z lewym sierpowym

Już nie stary, przereklamowany maruda Henning Mankell, ale młodszy o pokolenie Arne Dahl jest dziś w Szwecji prawdziwą gwiazdą literatury kryminalnej. Z jego sztandarowej serii o policyjnej grupie A poznaliśmy dotąd mniej niż połowę tytułów (w tym roku ukazał się tom czwarty z dziesięciu, czyli „Europa Blues"), więc większość przyjemności dopiero przed nami.

Jak niemal wszyscy autorzy „skandynawskiej fali" kryminału, także Dahl jest zaciekłym lewakiem, nie trzeba jednak podzielać jego poglądów, by docenić błyskotliwą, celną i bardzo złośliwą krytykę współczesnego społeczeństwa, jaka spływa z jego pióra. Zidiociały świat mediów, zwyrodniały turbokapitalizm, fałszywe szczęście nadętych drobnomieszczan – Dahl chłoszcze mocno i boleśnie. Oczywiście jest do bólu poprawny politycznie i – jak przystało na socjalistę – zakochany w pracy zespołowej. Dlatego zagadki kryminalne rozwiązuje u niego dziesięcioosobowa grupa działająca sprawnie jak maszynka do mielenia mięsa.

Dahl ma jeszcze jedną zaletę – to jedyny (oprócz Mari Jungstedt) autor skandynawskich kryminałów, po lekturze książek którego człowiek nie ma ochoty powiesić się z powodu depresji.

6. John Grisham i bardzo piękna katastrofa

„Jakim cudem ta szmatława sprawa w ogóle trafiła na wokandę? Powódka nie ma żadnej sprawy, a jej adwokat jest niekompetentny" – ocenia bezlitośnie tajemniczy bloger, kryjący się za pseudonimem Niezdecydowany Przysięgły. Adwokat to David Zinc, były pracownik jednej z największych prawnych kancelarii świata, który rzucił pracę po załamaniu nerwowym. Dziś jako wspólnik dwóch beznadziejnych adwokatów (pijaka i zawałowca) staje w sądzie naprzeciw prawników koncernu medycznego wartego setki miliardów dolarów. Nie ma szans, nie ma wsparcia, nie ma szczęścia i – co najgorsze – wie, że nie ma racji.

Tym razem John Grisham zajął się światem prawniczego planktonu – zaganianymi facetami w tandetnych garniturach zajmującymi się groszowymi spadkami, żenującymi rozwodami i pogonią za ambulansami (nigdy nie wiadomo, kiedy trafi się chory, w którego imieniu będzie można kogoś pozwać o odszkodowanie). Zabawna, ironiczna i mocno złośliwa dla prawników „Kancelaria" to powrót mistrza thrillerów sądowych do dobrej formy.

5. Powtórki z rozrywki

W połowie stawki łamię regułę „premiery" i sięgam po książki już znane, trochę zapomniane, ale w ostatnim czasie na szczęście wznowione. Robię to z czystym sercem, bo autorzy są takimi asami, że jeśli ktoś jeszcze nie rozpoczął z nimi przygody, to powinien sięgnąć po nie czym prędzej, przeczytać i szepnąć, odkładając książkę na sąsiedni leżak: „Gdzie byłaś przez całe moje życie...".

Bezwzględnie powtórkę z rozrywki należy zacząć od Jamesa Ellroya i jego słynnej powieści „Tajemnice Los Angeles". Film był znakomity. Powieść jest trzy razy lepsza. Także wznowienia serii powieści Dennisa Lehane'a o parze bostońskich detektywów Kenzie i Gennaro to absolutna kryminalna ekstraklasa, a akurat wydano ponownie jedną z najlepszych książek cyklu: „Gdzie jesteś Amando" znaną z pysznej ekranizacji w reżyserii Bena Afflecka.

Uradował mnie także powrót na półki jednej z najciekawszych pisarek powieści kryminalnych – Sue Grafton, która zainspirowana klasycznym noir Rossa McDonalda wymyśliła panią detektyw Kinsey Millhone. Liczę na to, że wznowienie po 19 latach pierwszego tomu cyklu („A jak Alibi") zwiastuje wreszcie wydanie całej sagi.

4. Peter Robinson – dyskretny urok zbrodni na prowincji

Ze wszystkich mistrzów współczesnego angielskiego kryminału Peter Robinson jest u nas chyba najmniej znany – i czas to zmienić natychmiast, bo mamy do czynienia z autorem zasługującym na poczytność równą Ianowi Rankinowi. Cykl o detektywie Alanie Banksie to świetny przykład markowego brytyjskiego „kryminału prowincjonalnego". Liczy już 20 tomów, z czego w Polsce znamy ledwie pięć – właśnie ukazał się „Niebezpieczny chłopak" (w oryginale odcinek nr 19). Banks trochę przypomina detektywa Rebusa, trochę  inspektora Frosta. Żaden z niego superman, to po prostu ciężko pracujący gliniarz z codziennymi kłopotami na głowie, pustym kontem i powikłanym życiem prywatnym. Peter Robinson ma rękę do tworzenia wiarygodnych postaci, lubi detale, lubi małomiasteczkowe klimaty, ale w „Niebezpiecznym chłopaku" pokazuje też, że świetnie radzi sobie, wyprawiając głównego bohatera w wielki świat. Amerykańskie wakacje detektywa to jeden z najlepszych epizodów serii, któremu dodatkowego uroku dodaje fakt, że Banks zwiedza Kalifornię z paperbackami Dashiella Hammetta w dłoni. A kłopoty? Zostały w Anglii, ale oczywiście go dogonią.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?