Najnowsza interwencja Uważam Rze

Felietony

Piano, piano nad tą trumną

Eryk Mistewicz

Projekt Piano – zamknięcia dostępu do prasy w Internecie – to droga donikąd. Ludzie wchodzą do sieci po to, aby być z innymi

Wydawca „Gazety Wyborczej" zaproponował sprzysiężenie się mediów, w wyniku którego nie otrzymamy już – i to od kilku wydawców – bezpłatnych treści w Internecie.

Piano idzie w odwrotnym kierunku niż świat. Amerykanie obserwowali sprzysiężenie wydawców w projekcie z takimi tytułami jak „The New York Times", „Financial Times", „Christian Science Monitor", „Chicago Tribune", „The Miami Herald" i setką innych pism. Początkową opłatę 6,99 dol. miesięcznie obniżono do 1,99 dol., a mimo to pomysł, po włożeniu weń 4 mln dol., trafił na śmietnik historii prasy. To już było. Nie tędy droga.

W przypadku projektu Piano wydawcy przeprowadzili masę badań, ale mam wrażenie, że nie zadali sobie podstawowych pytań. Czy wytwarzane przez nich informacje mają wartość? Czy odbiorca nie może bez nich żyć? A jeśli tak, to bez których i – przede wszystkim – kiedy?

Wartość ma dziś informacja, którą można się podzielić. Dlatego najwięcej czasu spędzamy w serwisach socjalizujących: na Twitterze, Instagramie, Facebooku, Google Plus, Wykopie czy takich portalach jak Foursquare, Pinterest, Goldenline, Flickr etc. Jesteśmy bytami społecznymi. Niewielu z nas potrafi pójść samotnie do kina, do teatru. Jeśli wchodzimy do sieci, to także po to, aby być z innymi. Także po to, by wzajemnie się uczyć, informować.

Siłę ma taka opinia, ekspertyza, taki tekst, którym możemy się już, teraz, natychmiast podzielić. Za tę możliwość oddamy swoją prywatność, informacje o nas i naszych preferencjach. To nowa waluta świata mediów (o tym, jak nie pogubić się w tych czasach, piszę więcej w kwartalniku „Nowe Media").

W apogeum kryzysu wokół Michała Tuska zgodziłem się na rozmowę z jednym z dużych tytułów. Okazało się, że „gra on w Piano". Wywiad nie pojawił się więc w czytnikach RSS, nie ma go w Google, nie mogłem przekazać mojej opinii zainteresowanym, obserwującym mnie choćby na Twitterze.

Oszacujmy. Zużyłem swój czas na rozmowę i autoryzację przeznaczoną dla kilkunastu tysięcy czytelników „wersji gazetowej". Gdybym tę samą opinię przedstawił w swoich kanałach w sieci, dotarłaby ona do kilku czy kilkunastu razy więcej odbiorców. I co ważne – do realnych liderów opinii, rozdyskutowanych, przekazujących treści dalej.

Don Graham, wydawca „The Washington Post" podczas niedawnej konferencji technologicznej długo tłumaczył, dlaczego modele zamykające treści to modele wsteczne, nie zaś przyszłościowe; projekty z poprzedniej epoki.

Nieporozumieniem jest zamknięcie części serwisu Polskiego Radia. Radia, za które płacimy abonament – publicznego, z misją. Zakłóca to prawo do korzystania z informacji powstałej dzięki pieniądzom publicznym, zaburza wykonywanie funkcji kontrolnej mediów. Skąd obywatel ma czerpać wiedzę...

No dobrze, prowokuję, uśmiecham się. Obywatel jest i będzie przede wszystkim w serwisach społecznościowych. Badania pokazują, że im wierzy – i ludziom takim jak on – i stamtąd czerpie dziś wiedzę. Jeśli mądre media coś napiszą, to dowie się o tym i to spopularyzuje, natychmiast przekaże innym.

A media, które będą się zamykać, zamkną się na wieki. Jak w trumnie.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Intermedia

• MYŚLI I SŁOWA • BEATA SZYDŁO

Andrzej Sadowski

Wolność tak, ułatwienia nie

• RAZ POD WOZEM, RAZ POD WOZEM • Dopóki rządzący w Polsce będą mówić o ułatwieniach i ulgach dla przedsiębiorców, a nie o przywróceniu wolności gospodarczej, dopóty nie wybijemy się na ekonomiczną niepodległość