Najnowsza interwencja Uważam Rze

Felietony

Obrona i oskarżenie Ewy Kopacz

Paweł Lisicki

W odróżnieniu od niektórych publicystów niezbyt chętnie używam mocnych słów. A jednak kiedy oceniam wypowiedzi Ewy Kopacz sprzed ponad dwóch lat, trudno mi się powstrzymać przed stwierdzeniem, że była minister zdrowia, a obecnie marszałek Sejmu, kłamała.

Nie było bowiem prawdą ani to, że w sekcji zwłok ofiar katastrofy uczestniczyli polscy lekarze i prokuratorzy, ani że na metr w głąb przebadano ziemię na miejscu tragedii.

Co więcej, dziś sama Kopacz tych słów nie podtrzymuje. Mówi tylko, że albo została źle zrozumiana, albo też zrzuca winę na Rosjan, którzy mieli ją wprowadzić w błąd. Także jej obecni zwolennicy przyznają, że marszałek mijała się z prawdą tylko, dowodzą, wynikało to z dobrych intencji.

Według tej wersji Ewa Kopacz pojechała do Moskwy sama, bo z dobrego i serdecznego serca chciała pomóc przejść rodzinom ofiar przez to, co najbardziej bolesne. Dlatego nie informowała, ale uspokajała. Kopacz poświadczała publicznie nieprawdę, żeby nikomu nie było przykro. Nie wiedziała i nie sprawdzała, jak wygląda badanie zwłok. Przyjmowała za dobrą monetę rosyjskie opowieści i mówiła to, co, jak sądziła, rodziny chciały usłyszeć. Zachowywała się jak lekarz przy śmiertelnie chorym pacjencie, który nie mogąc znieść myśli o jego cierpieniu, opowiada mu o tym, że lada moment wyzdrowieje. Żeby poczuł się lepiej, żeby oszczędzić mu stresu i rozpaczy. Kopacz zatem nie interesowały fakty – to, kto i jak, i kiedy przeprowadzał sekcje zwłok – ale to, co należy powiedzieć, żeby wszyscy poczuli się lepiej i bezpieczniej. Tyle tylko, że tym razem w roli pacjenta wystąpiły nie rodziny ofiar, ale cała polska opinia publiczna, która miała żyć w błogim mniemaniu, że śledztwo odbywa się tak, jak należy.

Oczywiście nie sposób wykluczyć wersji innej: że Kopacz świadomie wprowadzała w błąd opinię publiczną, przed którą chciała coś ukryć. Co? Rosyjski bałagan? Brak odpowiedniego zaangażowania z polskiej strony? Że postanowiła lukrować rzeczywistość w imię rzekomego polsko-rosyjskiego pojednania. Że zdecydowała się kłamać, bo to leżało w politycznym interesie premiera. Chciał on prezentować się jako ten, który potrafi z Rosjanami skutecznie rozmawiać o najtrudniejszych sprawach. Któż lepiej potrafił uwiarygodnić tę opowieść niż właśnie dobra samarytanka Kopacz?

Zgodnie z pierwszą wersją pani minister nie potrafiła zapanować nad swoimi emocjami, okazała się naiwna i łatwowierna oraz fałszywie zrozumiała swoją rolę, zapominając, że jest nie osobą prywatną, ale ministrem polskiego rządu. Zgodnie z drugą, Kopacz odgrywała rolę zasłony dymnej, a okazywane przez nią współczucie było tylko elementem strategii

PR-owskiej. Za mało wiem, żeby odpowiedzieć teraz na pytanie, która z tych wersji jest prawdziwa. Nie mam jednak wątpliwości, że w obu przypadkach Ewa Kopacz zasługuje na dymisję.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Anna Czyżewska

O wynagrodzeniu bez tabu

Zdecydowana większość pracowników uznaje, że rozmowę o podwyżce powinien zainicjować szef. Polacy nie są mistrzami negocjacji. Strategia biznesowej polemiki to wizytówka przedsiębiorcy