Najnowsza interwencja Uważam Rze

Cywilizacja

Dwie telewizje, dwa katolicyzmy

Piotr Zaremba

W mojej kablówce pojawiły się niedawno telewizja Trwam i Religia TV. Postanowiłem oglądać i porównywać

Telewizję ks. Kazimierza Sowy, Szymona Hołowni i TVN oraz telewizję ojca Rydzyka dzieli przepaść, ale są i cechy wspólne. Specyficzna niespieszność widoczna jest najlepiej przy programach biblijnych, czasem wyglądają prawie podobnie. Ktoś zmęczony widokiem prezenterów zaliczających kolejne tematy jak płotki, bo za rogiem serwis, mógł tu odpocząć.

Poza tym rzucają się w oczy raczej różnice. W Trwam, której poziom bardzo się podniósł od czasu, kiedy była nieskładną wiązanką wielogodzinnych monologów redemptorystów i ich gości, religia jest przede wszystkim zjawiskiem społecznym. Związanym bardziej z troską o państwo czy patriotyzmem niż z indywidualnymi odczuciami.

Te odczucia mają być oczywiste, więc czasem Trwam nadal zamęcza  powtórkami rozmaitych imprez, a czasem błyśnie sugestywnym reportażem pochwalającym rekonstrukcje z powstania warszawskiego. Zdarzają się jej mądre programy religijne, a wbrew stereotypowi o sprawach społecznych nie zawsze nauczają tam politycy PiS. Człowiek dopiero poszukujący nie ma tu jednak czego szukać. Program jest dla już zanurzonych we wspólnocie.

Religia TV brała z kolei pod uwagę odczucia poszukujących tak dalece, że niekiedy ciężko się było doszukać katolickiego przesłania. Kiedy Hołownia rozmawiał z kimś znanym – powiedzmy o śmierci jego bliskiego – morał miał być nienachalny. Gdy sympatyczni dominikanie próbowali koić nasze troski w telefonicznych dyskusjach z widzami, to wrażenie ustępowało. Ale kiedy urocza skądinąd siostra Aniela uczyła gotowania, rodziła się we mnie złośliwa uwaga, że w świecie wymarzonym przez Religię TV ludzie Kościoła mają być od tego. Być dla nas miłym i obsługiwać nas, także w ziemskich sprawach, niczym nauczyciele próbujący zainteresować znudzoną klasę i nie męczyć  wymaganiami.

Teraz, kiedy formuła Religii TV się kończy, ekipa Hołowni odchodzi, pojawiają się kolejne refleksje. Nie bardzo rozumiem, o co ma on pretensję do biskupów, którzy mogli podobno powstrzymać finansowe decyzje ITI. A kazania Katarzyny Wiśniewskiej z „Wyborczej", która  wie lepiej od hierarchów, co oznacza „katolicka telewizja", budzą pusty śmiech.

Zgadzam się też jednak z Łukaszem Adamskim z „Frondy", który  żegna tę telewizję uwagą, że ktoś mógł za jej pośrednictwem dotrzeć do Jezusa. To samo mówił abp Michalik, ale jego głos zaginął w ogólnym harmidrze.

Ideałem byłaby próba pogodzenia obu podejść do religii. Może w jednej stacji – to ciągle, mierząc widzami, dwie nisze, choć w obronie Trwam manifestują tysiące, w obronie przystawki TVN nie manifestuje nikt. Niestety, takie wiązanki to utopia.

Żal mi też programów siostry Anieli, choć nigdy w życiu niczego nie ugotowałem.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?