Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Byly juz burmistrz Bytomia Piotr Koj (na zdj. z prawej) mial mocne wsparcie partyjnych autorytetow, z Jerzym Buzkiem na czele

Poligon doświadczalny

Marcin Hałaś

Jak odebrać władzę Platformie Obywatelskiej

Kopia Donalda Tuska

Jedno warto podkreślić: pod wieloma względami Piotr Koj był niemal lustrzaną, mniejszą, prowincjonalną kopią Donalda Tuska. Mistrz „gładkiej gadki", nieustannej PR-owskiej celebry, rozdmuchiwania rzekomych sukcesów. Tusk – używając młodzieżowego słownictwa – „jarał" Polaków trzytygodniowymi igrzyskami Euro 2012, Koj twierdził, że Bytom – przeżywający dramatyczne problemy ekonomiczno-społeczne, mający najwyższy w regionie wskaźnik bezrobocia – staje się „kulturalną stolicą Górnego Śląska". Za rządów Tuska podniesiono VAT, zmniejszono część składki emerytalnej odprowadzanej do otwartych funduszy emerytalnych. W Bytomiu ekipa PO stosowała bardzo podobny know-how: podatki i opłaty lokalne szły w górę, pozyskiwanie inwestorów odbywało się tylko w sferze werbalnych zapowiedzi.

Reelekcję w wyborach samorządowych w 2010 r. Piotr Koj jeszcze uzyskał, ale głosowało na niego już tylko 53 proc. wyborców. Jego kontrkandydatem był młody, dzisiaj 39-letni menedżer i prawnik z doświadczeniem samorządowym Damian Bartyla, który odniósł sukces jako prezes piłkarskiego klubu Polonia Bytom. Wyprowadził bytomski zespół z trzeciej ligi do ekstraklasy i utrzymał go tam przez trzy sezony, choć budżetem dysponował co najwyżej drugoligowym. Kiedy w 2010 r. Bartyla ogłosił zamiar kandydowania na urząd prezydenta Bytomia, przypomniała sobie o nim wrocławska prokuratura, prowadząca śledztwo w sprawie „Fryzjera" i korupcji w polskim futbolu. Agenci zatrzymali Bartylę i wywieźli go do Wrocławia na przesłuchanie. Nigdy nie postawiono mu zarzutów, ale to wystarczyło, aby mogła ruszyć machina czarnego PR, przedstawiająca kontrkandydata Koja jako człowieka umoczonego w piłkarskie przekręty.

Końcówka wiosny tego roku była dla PO w Bytomiu swoistym czasem balu na „Titanicu". Przy okazji działacze tej partii zdobywali kolejne szczyty hipokryzji: w Bytomiu prowadzono kosztowną kampanię reklamową pod hasłem: „Nie idę na referendum", mającą zniechęcić obywateli do korzystania z tej zagwarantowanej im przez ustawodawcę formy demokracji bezpośredniej. Jacek Brzezinka, miejscowy poseł i zarazem przewodniczący miejskich struktur PO, nazywał planowane referendum hucpą i awanturą polityczną. Traf chciał, że w tym samym czasie w sąsiedniej Rudzie Śląskiej referendum w sprawie odwołania pani prezydent przygotowywali działacze PO (ostatecznie unieważniono je z powodu zbyt niskiej frekwencji). W Rudzie Śląskiej PR-owcy PO uzyskiwali i kolportowali wypowiedzi śląskich ekspertów i naukowców, mówiących, iż świadomy obywatel nie powinien uchylać się od uczestnictwa w takiej formie demokracji. W Bytomiu Koj jako prezydent miasta podpisywał apele do mieszkańców, prosząc ich, aby nie uczestniczyli w referendum.

Polacy, nic się nie stało

17 czerwca bytomianie w referendum zmietli Piotra Koja i 25-osobową radę miejską, w której 12 przedstawicieli miała Platforma. Kojowi nie pomogło nawet poparcie Jerzego Buzka, wyrażane w publikowanych na łamach prasy płatnych ogłoszeniach. Premier Donald Tusk zareagował z właściwym tej partii szacunkiem dla woli obywateli – na komisarza miasta powołał dotychczasową zastępczynię Koja. Została ona kandydatką PO na prezydenta miasta w przedterminowych wyborach, które odbyły się we wrześniu. Jako komisarz, czyli osoba pełniąca funkcje zarówno prezydenta, jak i rady miejskiej, mogła być eksponowana przy wszelakich organizowanych w gminie wydarzeniach, a także w samorządowej gazecie drukowanej za pieniądze podatników i dostarczanej bezpłatnie każdemu mieszkańcowi do skrzynki pocztowej.

Mimo to wybory prezydenckie w Bytomiu wygrał Damian Bartyla – ponownie stanął w szranki i w drugiej turze uzyskał prawie 73 proc. głosów. Tym razem wrocławska prokuratura nie odgrzała sprawy jego hipotetycznego udziału w piłkarskiej korupcji, chociaż nieoficjalnie niektórym z członków PO w Bytomiu zdarzało się „chlapnąć", że liczą na taki rozwój sytuacji. Bartyla miał jednak szczęście – w jakimś sensie ubezpieczył go trzeci w tej stawce, kandydujący na prezydenta Bytomia poseł PiS Wojciech Szarama. Gdyby apolityczni podwładni nieulegającego naciskom politycznym prokuratura Seremeta „wyrwali" Bartylę na kolejne przesłuchanie i uniemożliwili mu start jakimś zarzutem, wybory wygrałby Szarama. Dla Platformy przegrana z kandydatem PiS byłaby polityczną i prestiżową porażką. Przegrywając z Bartylą, ubiegającym się o urząd jako kandydat apolitycznego, społecznego bloku sygnowanego nazwiskiem samego kandydata, Platforma zyskała możliwość zrobienia dobrej miny do złej gry i sięgnięcia po hasło kibiców, będące – jak się wydaje – ulubionym zaklęciem tej partii. Mianowicie: „Polacy, nic się nie stało...". Bo tak naprawdę w wielu śląskich miastach PO od dawna przegrywa wybory samorządowe z bezpartyjnymi kandydatami, którzy startują pod szyldem własnych komitetów: z taką sytuacją mamy do czynienia w Katowicach (prezydent Uszok), Gliwicach (prezydent Franiewicz), Zabrzu (prezydent Mańka-Szulik). A więc: Polacy, nic się nie stało, PO nie przegrała z Kaczorami.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?