Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Do dzis nie udalo sie osadzic autorow stanu wojennego, choc wszyscy wiedza, kto wowczas wydal rozkaz

Ojcowie chrzestni III RP

Leszek Pietrzak

Najważniejsze decyzje w III RP zapadały w uzgodnieniu z generałami Wojciechem Jaruzelskim i Czesławem Kiszczakiem

Chorzy na sprawiedliwość

Potem pojawiły się problemy zdrowotne generała i jego kolegów, które równie skutecznie hamowały dalszy bieg procesu. Tak było również wtedy, gdy Jaruzelskiemu wytoczono proces w sprawie masakry robotników w Gdańsku w grudniu 1970 r., w której generał był jednym z głównych oskarżonych. Najpierw sprawę badała Prokuratura Marynarki Wojennej w Gdyni, która w 1995 r. skierowała do Sądu Wojewódzkiego w Gdańsku akt oskarżenia przeciwko gen. Jaruzelskiemu i jego kolegom. Proces miał się rozpocząć w marcu 1996 r., jednak nie doszło do tego. Obrońcy Jaruzelskiego i jego kolegów na ławie oskarżonych złożyli wniosek o umorzenie spraw swoich klientów, bo – jak podkreślili – „nie podlegają orzecznictwu sądów karnych", tylko Trybunałowi Stanu. W listopadzie 1999 r. proces w sprawie Grudnia '70 przeniesiono do Sądu Okręgowego w Warszawie i ponownie go wznowiono w 2001 r. Przez kolejnych 10 lat chorowali oskarżeni, prokuratorzy, sędziowie i świadkowie.

Podobnie wyglądała sytuacja z byłym szefem MSW i prawą ręką Jaruzelskiego – gen. Czesławem Kiszczakiem. Także w jego sprawie wymiar sprawiedliwości (ironia niezmierzona) przez ponad 20 lat wykazywał całkowitą bezsilność. Po raz pierwszy miało to miejsce w 1990 r., gdy w Departamencie Prokuratury Ministerstwa Sprawiedliwości powstał zespół złożony z kilku prokuratorów, którzy mieli przyjrzeć się działalności kierowanego przez Kiszczaka MSW. Gdy jesienią 1991 r. prokurator Andrzej Witkowski postanowił przedstawić Kiszczakowi zarzuty manipulowania śledztwem w sprawie śmierci ks. Jerzego Popiełuszki, wokół prokuratora zaczęły się dziać „dziwne rzeczy". Ówczesne kierownictwo Ministerstwa Sprawiedliwości zażyczyło sobie od Witkowskiego raportu na temat dalszych działań w śledztwie. Wkrótce zaczęły mnożyć się kolejne wątpliwości odnośnie do działań Witkowskiego, któremu sugerowano nawet, że jest za wcześnie na zarzuty dla Kiszczaka i trzeba je jeszcze przemyśleć. Było jasne, że Witkowski posunął się za daleko. Wkrótce okazało się również, że z ministerstwa był przeciek i Kiszczak dowiedział się o zamiarze Witkowskiego postawienia mu zarzutów. Dzięki pomocy ówczesnego ordynatora Oddziału Kardiologii Centralnego Szpitala Klinicznego MSW Kiszczak znalazł się w szpitalu, gdzie według dokumentacji medycznej miał nawet przejść zawał. Tymczasem 22 listopada 1991 r. Witkowski został wezwany do ministerstwa na naradę, w trakcie której poinformowano go o decyzji ministra Wiesława Chrzanowskiego o odsunięciu go od śledztwa. Nie próbowano nawet tego uzasadniać. Witkowski musiał czekać następnych 10 lat, zanim ponownie stało się możliwe prowadzenie śledztwa w sprawie morderstwa ks. Jerzego Popiełuszki i roli w nim byłego szefa MSW. Tym razem jednak śledztwo było prowadzone w ramach IPN. Prokurator musiał jednak zaczynać je od początku, bo cały dorobek jego śledztwa z lat 1990–1991 przepadł bez wieści. Po blisko trzech latach śledztwa, na początku października 2004 r., Witkowski po raz drugi w swojej karierze planował postawienie zarzutów Kiszczakowi. Gdy wiedza ta dotarła do kierownictwa IPN, został wezwany przez Kolegium IPN – politycznego ciała doradczego prezesa IPN Leona Kieresa. Wtedy właśnie okazało się, że Witkowski prowadzi swoje śledztwo „wbrew badaniom historycznym", jak ujął to jeden z członków tego gremium. Niebawem po tym spotkaniu Witkowski po raz drugi został odsunięty od śledztwa, w którym zamierzał postawić byłemu szefowi MSW zarzuty.

W sądowym teatrze

Jeszcze większą komedią okazał się trwający w latach 1991–2009 proces w sprawie wydarzeń w grudniu 1981 r. w kopalni Wujek, w których zginęło dziewięciu górników. W 1993 r. z procesu tego wyłączono sprawę gen. Czesława Kiszczaka, która toczyła się odrębnie. Prokuratura w Katowicach oskarżyła generała o umyślne sprowadzenie „niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia ludzi". Uznała także, że generał jako szef MSW wysyłając  w dniu 13 grudnia 1981 r. szyfrogram do jednostek milicji, mających m.in. pacyfikować strajkujące zakłady, bezpodstawnie przekazał dowódcom „oddziałów zwartych" ZOMO swe uprawnienia do wydania rozkazu użycia broni. W trakcie procesu okazało się m.in., że biegli sądowi, aby ustalić, czy Kiszczak może w ogóle być sądzony, potrzebują aż trzech miesięcy na zbadanie jego stanu zdrowia. Z tego właśnie powodu warszawski sąd kilkakrotnie zmieniał termin rozpraw, czekając na opinię sadowych medyków. Adwokat Kiszczaka wskazywał, że jego klient coraz bardziej traci słuch i dalszy udział w procesie jest po prostu technicznie niemożliwy, bo – jak podkreślił generał – „nie wie nawet, co się dzieje na sali". W końcu w czerwcu 2012 r. rzecznik warszawskiego sądu okręgowego przekazał opinię biegłych z Warszawskiego Zakładu Medycyny Sądowej wskazującą, że cierpiący na liczne dolegliwości Kiszczak jest bezterminowo niezdolny do udziału w procesie. W tym samym czasie generał wylegiwał się na swojej daczy, będąc w jak najlepszym humorze i zdrowiu. Nawet udało mu się zaliczyć kilkudniowy pobyt w Egipcie.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Ewa Bednarz

Kredyt z plastiku

Tylko część banków decyduje się na wydawanie przedsiębiorcom kart kredytowych. Znacznie chętniej oferują im dużo kosztowniejsze karty obciążeniowe

Wojciech Romański

W smoczym kręgu