Najnowsza interwencja Uważam Rze

Świat

Dyktatura chamstwa

Piotr Cywiński

„Polityka nie może znamionować kultury, ale kultura powinna cechować politykę” – mawiał pierwszy prezydent RFN Theodor Heuss

Szaleńcy, paranoicy, durnie, prostaki, ćwoki, kanalie, chamy, dziady, szkodnicy, plugawcy, ścierwojady, nikczemni obłudnicy, karły moralne, pornogrubas, katolicka ciota, zdrajca, zero, trup... – oto, kto zasiada w sejmowych ławach. Tak przynajmniej sami siebie charakteryzują polscy politycy, bo wszystkie te epitety to ich licentia poetica.

Jeśli oprzeć się na tej leksyce, przekrój poziomu naszego parlamentu wygląda następująco: od lewej, zdaniem frontmana SLD Leszka Millera, miejsca zajmuje „naćpana hołota" z Ruchu Palikota. Naprzeciw niej figurują „zera" z Solidarnej Polski europosła Zbigniewa Ziobry. Obok nich ich dawni koledzy z PiS, do których poseł Stefan Niesiołowski z PO czuje „tylko pogardę i obrzydzenie", na czele z ekspremierem Jarosławem Kaczyńskim – według Janusza Palikota „dziadowską postacią" i „politycznym trupem". Środek sali wypełniają „PO-paprańcy", którzy wcisnęli do rządu „katolicką ciotę" Jarosława Gowina, jak nazwał ministra sprawiedliwości sam szef „ruchu" obrońców godności gejów, partyjny przełożony posła Roberta Biedronia. Ten znów ociera się – wedle posła Niesiołowskiego – o „obrzydliwego, załganego hipokrytę" Grzegorza Napieralskiego i „pornogrubasa" Ryszarda Kalisza z SLD. Między PO i „palikociarnią" warują „wiejskie burki" z PSL, „chorągiewki na wietrze" ustawiane przez „niewiarygodnego" dla „kaczystów" byłego wicepremiera Waldemara Pawlaka. Jeśli do tego dodać „dziadowskiego premiera" Donalda Tuska, za jakiego uważa go poseł Joachim Brudziński z PiS, mamy pełny portret rządzących naszym „dziadowskim państwem".

Już tylko na tej podstawie można by odnieść wrażenie, że niektórzy reprezentanci różnorakich partii w Sejmie uznali wręcz za swą wykładnię ironiczne zdanie George'a Orwella, że „w politycznej mowie chodzi o to, by łgarstwa brzmiały prawdziwie, głupie mordy wyglądały szacownie, a wiatr miał pozór solidnej materii". Rzecz jasna daleki jestem od wrzucania wszystkich do jednego worka i od polonizowania chamstwa w polityce, które jest zjawiskiem ponadgranicznym. Z tą tylko różnicą, że chcielibyśmy równać do lepszych.

Od cepa do zatrutej kluski

Nasz problem polega na tym, że deficyt osobistej kultury poszczególnych postaci usiłuje się wypełnić rozwiązaniami instytucjonalnymi, jak chce minister administracji i cyfryzacji Michał Boni, który sądzi, iż najlepszym sposobem na wyrugowanie bolszewizmu językowego z salonów polskiej polityki byłaby komisja do spraw mowy nienawiści. Klucz tkwi w zrozumieniu przez polityków i ich wyborców, że współczesny profesjonalizm polityczny jest ściśle powiązany z kulturą osobistą, że agresywny język świadczy o braku zawodowstwa i w efekcie szkodzi samym politykom.

Sytuacja na polskiej scenie jako żywo przypomina czasy z początku powojennego parlamentaryzmu w RFN. Niedawno szef Urzędu Kanclerskiego Ronald Pofalla w dyskusji o pakiecie ratunkowym dla eurowaluty tak rozsierdził się na partyjnego kolegę, posła CDU Wolfganga Bosbacha, że burknął pod nosem: „Nie mogę dłużej patrzeć na tę mordę ani słuchać tego gówna". Reakcja kanclerz Angeli Merkel była natychmiastowa: Pofalla został zmuszony do oficjalnych przeprosin i usłyszał, że jeśli nie zapanuje nad emocjami i słownictwem, znajdzie się na aucie.

Niemieckie partie szybko rozprawiają się ze skandalistami we własnych szeregach, którzy mogą zaszkodzić ich zbiorowemu wizerunkowi. W przeszłości niewybredne ataki były na porządku dziennym. Przykładami można sypać jak z rękawa: były minister gospodarki Michael Glos z CSU (partii bawarskich chadeków) nazwał byłego szefa dyplomacji Joschkę Fischera „sutenerem", minister komunikacji Peter Ramsauer (CSU) użył kiedyś wobec posłanki Zielonych Kristin Heyne określenia „bezczelne ścierwo", socjaldemokrata Ottmar Schreiner (SPD) wyzwał Hansaheinza Hausera z CDU od „zdziczałych karłów", liberał Martin Bangemann z FDP był według Karstena Voigta (SPD) „ucieleśnieniem grubego i głupiego" (tak Niemcy nazywają Flipa i Flapa), a Herbert Wehner, także z SPD, zwrócił się do Helmuta Kohla po prostu: „Pan jest cepem".

Poprzednia
1 2 3 4

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Intermedia

• MYŚLI I SŁOWA • BEATA SZYDŁO

Hubert Kozieł

Czy Podesta zadławi się pizzą?

• SPISKOWA TEORIA WSZYSTKIEGO • Wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych były wielkim zwycięstwem zwolenników spiskowej teorii dziejów. Potwierdziły bowiem wiele ich tez