Najnowsza interwencja Uważam Rze

Cywilizacja

Steven Spielberg wraca do opowiesci inspirowanych historia. Glownym bohaterem jego najnowszego filmu jest jeden z najwybitniejszych prezydentow Stanow Zjednoczonych, Abraham Lincoln

Przetrwamy jeszcze niejeden koniec świata

Urszula Lipińska

Choć świat się nie skończył, w 2013 r. w kinie reżyserzy zaskakująco często zajmą się apokalipsą. Lub bezpiecznie powrócą do sprawdzonych pomysłów

Mimo zapowiadanego końca świata Hollywood wydaje się powoli oswajać katastrofizm. Eksponuje go, ale zawsze pozostawia nadzieję i zapewnienie: przetrwamy. W tym roku nie zabraknie końca świata na ekranie, choć od paru lat twórcy szukają innego punktu widzenia. Zamiast inwestować w efekty specjalnie, powoli (lub w zależności od umiłowań reżysera – bardzo powoli) starają się przesunąć akcent na człowieka. Taki zabieg stosuje w „Niemożliwym" Juan Antonio Bayona (premiera 25 stycznia), opowiadając o monstrualnej fali tsunami, która zmiata tajlandzki letni kurort. Historię poznajemy z punktu widzenia rozdzielonej w wyniku katastrofy rodziny.

Apokaliptyczne wakacje

Film Bayony to jedna z nielicznych opowieści, w której kataklizm dotyka bohaterów w realnym i bliskim widzom świecie. Tak było w wielu filmach, które od dekady nawiązywały do przepowiedni o globalnym końcu. Teraz brzemienne w konsekwencje dla naszej planety zwroty akcji o wiele częściej pojawiać się będą w wizjach z przyszłości odległej i fantastycznej. Zamiast grozy, którą na co dzień sączą serwisy informacyjne, niosąc wieści o zdarzeniach dla wielu ludzi boleśnie namacalnych, koszmar na ekranie pojawi się częściej w kształcie przetworzonym, umownym. Współczesne egzystencjalne lęki, w miejsce fantastyki naukowej, tłumaczyć będzie raczej formuła komiksu, komputerowej gry czy podrasowanego do oczekiwań widza gotyckiego horroru, a nawet baśni.

Graficzna powieść Josepha Kosinskiego, także reżysera filmu, stała się podstawą scenariusza „Oblivion", czyli „Niepamięci"  (19 kwietnia). Najjaśniejsza gwiazda produkcji – Tom Cruise – gra jednego z ostatnich mechaników stacjonujących na zniszczonej po dekadach wojen Ziemi. Jego bohater naprawia maszyny bezzałogowe, ale też ma do spełnienia tajną misję. Znając ostatnie dokonania aktora, nietrudno przewidzieć, że i tym razem zapewnił sobie udział w spektakularnych i widowiskowych akcjach.

Do totalnego kataklizmu dojdzie także w obrazie „1000 lat po Ziemi" (7 czerwca). Wytrwały, choć doświadczony już nieraz filmową porażką M. Night Shyamalan opowie w nim o czasach, gdy mieszkańcy globu zostali zmuszeni do osiedlenia się na nowej planecie. Kiedy w wyniku kolejnego nieszczęśliwego wypadku lądują ponownie na Ziemi, okazuje się, że nie potrafią na niej żyć.

Prawdziwy wysyp filmów katastroficznych nastąpi podczas wakacji. Wówczas wizja zagłady Ziemi stanie się głównym sposobem na rozerwanie rozleniwionych letnim słońcem widzów. W „Pacific Rim" Guillermo del Toro w miejsce głównych bohaterów wstawi pilotów, telepatycznie sterujących ogromnymi robotami. Do walki z tymi potworami staną w połowie lipca. Tydzień później (19 lipca) Niebieskiej Planecie przyjdzie się zmierzyć z inną apokalipsą – wywołaną wysokobudżetowym „World War Z" Marca Forstera z Bradem Pittem w roli głównej. Akcja filmu toczy się 10 lat po tym, jak Ziemia została zniszczona w wyniku ostatecznej katastrofy. Ludzie zamienili się w żywe zombie, a reżyser pokaże ich z perspektywy ocalałych, żyjących w różnych zakątkach świata.

Miesiąc później, mimo że kalendarz premiery nie jest jeszcze całkowicie domknięty, da się już dojrzeć następny koniec. Nastąpi on w filmie Neilla Blomkampa „Elysium" (16 sierpnia), w którym zobaczymy świat z 2159 r. i społeczeństwo podzielone wielką przepaścią między bardzo bogatych i żyjących w skrajnej biedzie. Bohater filmu będzie musiał wprowadzić pokój i ład w rzeczywistość brutalnych podziałów. We wrześniu zaś (13 września), pod dosłownym tytułem „The End of the World", aktor Seth Rogen tym razem zasiądzie na krzesełku reżysera, aby opowiedzieć o imprezie pełnej gwiazd odbywającej się u Jamesa Franco. Podczas jej trwania dochodzi do katastrofy, po której przy życiu pozostaje tylko kilka osób.

Jakby dla zachowania harmonii w przyrodzie największy katastrofista kina Roland Emmerich w swoim najnowszym filmie „White House Down" (28 czerwca) zwróci się w stronę bardziej kameralnej historii. Opowie o agencie Secret Service, który będzie musiał chronić prezydenta, gdy Biały Dom zaatakują siły paramilitarne.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Adam Maciejewski

Polski kapitał na Kaukazie

Od 2014 r. w Armenii działa fabryka polskiej spółki Lubawa. Nawiązanie współpracy z rządem Armenii było możliwe dzięki promocji naszego przemysłu za granicą, wspieranej przez dotacje z UE

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?