Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Rodzice Gitl i Meir Wolf Weissowie, Linz 1948

Rodzice byli dla mnie Polską

Szewach Weiss

W czasie okupacji ocaliły nas spryt mojego ojca, dyscyplina i niezłomność mojej matki oraz galicyjska sąsiedzka solidarność

W nasze wojenne losy wpleciona jest niezwykła historia. Józef, syn pani Lasotowej, jednej z naszych wybawicielek, należał do ukraińskiej faszystowskiej milicji kolaborującej z Niemcami. Wieczorami wracał do domu, w którym jego matka ukrywała ośmioosobową żydowską rodzinę. Do dziś nie wiem, czy uczestniczył w mordowaniu Żydów, ale najprawdopodobniej był w to jakoś zaangażowany. Gdy 14 sierpnia 1944 r. wyzwoliła nas Armia Czerwona, było jasne, że NKWD przyjdzie po Józefa. Mimo jego przeszłości moi rodzice postanowili mu pomóc i Józef schował się w tej samej kryjówce, w której pani Lasotowa ukrywała nas podczas niemieckiej okupacji. Jako dziewięcioletnie dziecko podawałem przez szpary w ścianie chleb i ziemniaki pani Lasotowej i jej synowi, ukraińskiemu faszyście. Kilka dni po wyzwoleniu przyszło do nas trzech oficerów NKWD, szukając naszych podopiecznych. Wiadomo, co by się stało, gdyby Józef trafił w ich ręce. Czekałaby go śmierć. Wówczas zdarzyło się coś, czego nie zapomnę do końca życia. Mama otworzyła drzwi NKWD-zistom, stanęła odważnie na progu domu i poinformowała ich po ukraińsku, że pani Lasotowa uratowała życie naszej rodzinie, w związku z czym mama nie zamierza wpuścić ich do środka. Nie wspomniała o Józefie. Mówiła, że jeśli NKWD zabierze panią Lasotową przemocą, to cała nasza rodzina pójdzie razem z nią. Wyglądało to niesamowicie, gdy mama stała tak dumnie w drzwiach i z tą wspaniałą pewnością siebie obwieszczała uzbrojonym oficerom, że po prostu nie wpuści ich za próg. To, co się wówczas stało, trudno racjonalnie wytłumaczyć. Zaskoczeni jej postawą oficerowie nie weszli do środka, nie przeszukali naszego domu. Po prostu sobie poszli. Byliśmy przekonani, że wrócą w większej liczbie i wtargną siłą, ale nigdy ich już nie zobaczyliśmy. Być może dlatego, że ich dowódca, major NKWD, był prawdopodobnie Żydem. Może zrozumiał istotę całej tej sprawy. Udało nam się uratować Józefa, ukraińskiego faszystę. Ta historia jest oczywiście moralnie dwuznaczna, bo być może uratowaliśmy zbrodniarza, ale dla nas Józef był w pierwszej kolejności synem pani Lasotowej, która ryzykowała życie, żeby nas ocalić. Postawa moich rodziców była wielką, niezapomnianą lekcją sprawiedliwości i międzyludzkiej solidarności.

Droga do Erec Izrael

Powojenna droga naszej rodziny do Ziemi Izraela, do Erec Izrael, była kręta i trudna. Docieraliśmy tam pojedynczo. Ja byłem w Palestynie pół roku przed powstaniem Izraela. Statek, którym płynął mój brat, został przechwycony przez Brytyjczyków, którzy zamknęli wszystkich jego żydowskich pasażerów w specjalnych obozach na Cyprze. Siostra utknęła na pewien czas we Włoszech. Rodzice dotarli na miejsce przez Bratysławę, Wiedeń, Linz, Innsbruck, Mediolan i Rzym. Mój ojciec chorował wówczas na gruźlicę i mama opiekowała się nim. Byłem w tym czasie zapalonym filatelistą i gdy czekałem na rodzinę, mój zbiór znaczków pocztowych nabrał imponujących rozmiarów. Miałem włoskie od siostry, austriackie od rodziców, cypryjskie od brata.

Pamiętam dzień, w którym cała rodzina po licznych przygodach połączyła się w Izraelu. W 1952 r. czekałem z bratem w porcie w Hajfie na statek „Moledet", co po hebrajsku znaczy „Ojczyzna". Nigdy nie zapomnę chwili, kiedy dobił do brzegu i cała moja rodzina połączyła się po tylu latach tułaczki. Ale mama nie traciła czasu na sentymenty. Schodząc z pokładu, zajęta była planowaniem przyszłości. Do kogo trzeba pojechać, do kogo zadzwonić, gdzie będziemy mieszkać, gdzie pracować – wszystko już miała poukładane, wszystko planowała w najdrobniejszych szczegółach. Jej miłość do rodziny i sprawiedliwość w stosunku do każdego człowieka miały wymiar mało romantyczny, za to szalenie pragmatyczny. Językiem tego codziennego pragmatyzmu był jidysz. To był dla  mamy język spraw naprawdę ważnych, język twardej rzeczywistości i załatwiania interesów.

Wstępniak

Materiał Partnera

Polacy coraz częściej kupują online. Co ich przekonuje do tej formy zakupów?

Kupujemy na potęgę. Rynek dóbr konsumenckich rozwija się dynamicznie, a my – konsumenci – podążamy za najnowszymi trendami. Kupujemy nie tylko więcej, ale i korzystając ze znacznie...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Edyta Żyła

Doradzą i przeszkolą

Znaczna część unijnych pieniędzy trafia do doradców, którzy pomagają zakładać firmy lub je rozwijać. Przedsiębiorcy mogą więc liczyć na bezpłatne szkolenia, wsparcie doświadczonych mentorów albo pomoc w przygotowaniu strategii marketingowej