Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Zbigniew Ziobro chce walczyc sam...

Front ludowy

Maciej Zdziarski

Czy na polskiej scenie politycznej powstanie wkrótce nowa partia centroprawicowa?

Janusz Piechociński proponuje wyborczy sojusz PJN i Solidarnej Polsce. Paweł Kowal jest za, Zbigniew Ziobro przeciw. To znacznie ciekawsza gra, niż wydaje się na pierwszy rzut oka.

Silne pragnienie PSL

Kiedy inni politycy dopiero budzili się z noworocznego snu, prezes PSL rzucił propozycję wspólnej listy wyborczej. Pretekst jest prosty: trzeba budować polityczne centrum i odejść od pogłębiania wojny polsko-polskiej. Za okrągłymi słowami kryje się wielopiętrowa rozgrywka. Piechociński wysyła kilka sygnałów i uważnie obserwuje reakcję.

Lider ludowców pokazuje Platformie Obywatelskiej, że będzie pozwalał sobie na więcej niż Waldemar Pawlak. Jednym z adresatów oferty jest przecież Zbigniew Ziobro, którego Platforma zamierza postawić przed Trybunałem Stanu. Zapraszanie do współpracy lidera Solidarnej Polski to coś więcej niż zdystansowanie się wobec wniosku o Trybunał. Gdyby były minister sprawiedliwości dogadał się z Piechocińskim, Platforma stawiałaby przed TK własnego koalicjanta. Za ofertą dla Ziobry pośrednio kryje się ostrzeżenie: jeśli potrafimy rozmawiać z szefem Solidarnej Polski, możemy porozumieć się także z Kaczyńskim.

Prawo i Sprawiedliwość to kolejny adresat przekazu szefa ludowców. W tym wypadku sygnał jest podwójny: w obliczu kryzysu wcale nie musimy być lojalnym partnerem Platformy. Taka deklaracja może cieszyć Jarosława Kaczyńskiego. Ważniejsze jednak jest inne przesłanie: oto pojawia się polityk, który chętnie pozbiera okruchy spadające z PiS-owskiego stołu. Notowania PJN i SP są dziś dla Prawa i Sprawiedliwości powodem do drwin. Dla PSL mogą stanowić łakomy kąsek. PiS trudniej będzie przeboleć stratę, o której wiadomo, że stanie się zyskiem konkurencji.

Piechociński zwraca się też do własnych działaczy. Wśród PSL-owskich dołów silne jest pragnienie, by wyjść z cienia Platformy i poszerzyć elektorat. Udało się to Adamowi Jarubasowi, marszałkowi woj. świętokrzyskiego. W wyborach do sejmiku wojewódzkiego w 2010 r. prześcignął PiS i Platformę. W dużej mierze odebrał wyborców Prawu i Sprawiedliwości, wskazał więc kierunek ekspansji: na prawo. Podczas kongresu PSL Jarubas odegrał kluczową rolę, wspierając Piechocińskiego w rywalizacji z Pawlakiem.

Kowal: tak, Ziobro: nie

Pomysł współpracy Polskiego Stronnictwa Ludowego ze środowiskiem PJN to powrót do idei sprzed niespełna dwóch lat. W kwietniu 2011 r. Piechociński, wówczas lider wewnętrznej opozycji w PSL, mówił: „Kiedy PJN powstawał, sam oferowałem jego liderom merytoryczną współpracę i cały czas ją podtrzymuję". Partia Kowala wystawiła jednak własne listy wyborcze. Z dwuprocentowym poparciem nie miała szans na wejście do Sejmu.

Może dlatego reakcja szefa PJN na ponowioną propozycję jest jednoznaczna. Kowal mówi nie tylko o możliwości wspólnej listy, lecz także o tworzeniu partii, która zagospodaruje centrum i stanie się polską chadecją. Z politycznego punktu widzenia taka deklaracja to wywieszenie białej flagi nad własnym szyldem partyjnym. Sam szef PJN jest jednak zdziwiony, że tak odebrano jego wypowiedź. – Janusz Piechociński rozumie, że konflikt nie jest jedyną metodą sprawowania władzy – mówi „Uważam Rze" Paweł Kowal. Na Twitterze wyjaśnia: „Inni wybierali nasze pomysły jak jajka z kurnika, a nas ignorowali. Piechociński idzie inną drogą i nie muszę się krępować tego doceniać". Zapewnia jednak, że w sprawie list wyborczych nie ma twardych ustaleń, a inicjatywa należy do silniejszego partnera.

Zupełnie inaczej na zaloty PSL zareagował Zbigniew Ziobro. Zapowiedział, że we wszystkich wyborach Solidarna Polska zamierza startować pod własną marką. Ziobro, choć sondażowa sytuacja jego partii nie nastraja do optymizmu, dysponuje poważniejszymi atutami niż Kowal. Ma klub parlamentarny i sporo rozpoznawalnych nazwisk, które może wykorzystać w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Na listach, poza szefem partii, Jackiem Kurskim i Tadeuszem Cymańskim, znajdą się zapewne inni politycy SP: Ludwik Dorn, Arkadiusz Mularczyk, Andrzej Dera, Marzena Wróbel czy Beata Kempa. Taka strategia sprawdziła się w 2004 r. w wypadku Unii Wolności. Partia, której już od trzech lat nie było w Sejmie, dzięki znanym liderom uzyskała ponad 7 proc. poparcia i wprowadziła do PE czterech posłów.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Artur Osiecki

Brexit mobilizuje regiony

Województwa chcą przyspieszyć realizację nowych programów regionalnych zarówno ze względu na zbliżający się przegląd unijny, jak i potencjalne negatywne konsekwencje wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej

Andrzej Sadowski

Wolność tak, ułatwienia nie

• RAZ POD WOZEM, RAZ POD WOZEM • Dopóki rządzący w Polsce będą mówić o ułatwieniach i ulgach dla przedsiębiorców, a nie o przywróceniu wolności gospodarczej, dopóty nie wybijemy się na ekonomiczną niepodległość