Najnowsza interwencja Uważam Rze

Cywilizacja

? Choroba wymaga ode mnie zelaznej dyscypliny ? mowi 14-letni Adas. Poziom cukru we krwi musi kontrolowac non stop

Życie na linie

Anna Binkowska

Pierwsze symptomy choroby nie sugerują dramatycznej diagnozy. Kiedy badanie krwi u dziecka wykazuje cukrzycę, świat jego rodziców wywraca się do góry nogami

Cukrzyca jest klasyfikowana jako choroba epidemiczna. Ale nie infekcyjna. U dzieci i młodzieży do 18. roku życia występuje cukrzyca typu I. Jej podłoże jest inne niż u dorosłych. Choroba inaczej się rozwija, wymaga innej terapii.

Jak donosi magazyn medyczny „The Lancet", naukowcy z węgierskiego uniwersytetu w Pecs oraz irlandzkiego Queen's University w Belfaście przeprowadzili badania obejmujące około 30 tys. dzieci chorych na cukrzycę typu I z 20 krajów europejskich. Ostrzegają, że wśród dzieci do 15. roku życia wzrost zachorowań będzie dramatyczny. Liczba wykrytych przypadków do 2020 r. zwiększy się o 70 proc.!

– Ta choroba wymaga żelaznej dyscypliny. Całą dobę muszę być na „standby". To jak na ringu, z którego nigdy nie można zejść. Zastanawiam się, czy urosnę tak jak moi rówieśnicy? Zanim zachorowałem, byłem najwyższy w klasie, teraz należę do najniższych – mówi 14-letni Adaś.

Komarek Szymka

Szymek zachorował około dwóch miesięcy temu. – To był najgorszy dzień w moim życiu, kiedy dowiedziałam się, że syn ma cukrzycę – mówi ze łzami w oczach Justyna Brzezińska, mama trzyipółletniego Szymka. – Nie chodzi nawet o to, że musi jeść co dwie godziny, do końca życia mierzyć cukier. Najgorsze są noce. On ma tendencje do hipoglikemii (niski cukier). Trzeba mu mierzyć cukier o godz. 24, 2 oraz 4, podawać napój na podniesienie jego poziomu. Wiem, że to nie jest wyrok... Ale kiedy patrzę z punktu widzenia zdrowej osoby, która mogła spełniać swoje marzenia, to wiem, że moje dziecko będzie tego pozbawione. Świadomość, że czeka go trudne życie, jest dla mnie bolesna.

Szymek jest jak żywe srebro. Ma błękitne, figlarne oczy, blond włosy, uśmiecha się kokieteryjnie, zwłaszcza kiedy pozuje do zdjęć. Drobny, ruchliwy, wyciąga z półek kolejny samochód i wymienia jego nazwę. Na pierwszy rzut oka nic nie wskazuje na to, że choruje na cukrzycę. Właśnie miał stawiać pierwsze kroki w przedszkolu. Cukrzyca pokrzyżowała i te plany.

– Wcześniej przechodził infekcje: dwukrotne zapalenie płuc. Zaczął więcej pić. Zachęcałam go nawet, bo miał katar, a duża ilość płynów jest wskazana. Katar się skończył, a on pił dalej, słabł. Miewał też napady złości. Myślę, że tak ujawniały się symptomy cukrzycy, z czego wtedy nie zdawałam sobie sprawy – opowiada mama Szymka.

1 listopada ubiegłego roku pani Justyna z mężem Markiem i synkiem wybierali się na groby. Dziecko było blade, słabło. Pojechali do lekarza. Badanie wykazało bardzo wysoki poziom cukru. W Centrum Zdrowia Dziecka dostał insulinę, kroplówki. Spędzili tam dwa i pół tygodnia razem z Szymkiem. Przeszli szkolenie z dietetykiem, pielęgniarką – edukatorką cukrzycową, lekarzem. Otrzymali instrukcje, jak reagować na niepokojące objawy choroby u dziecka.

– Po wyjściu ze szpitala opieka nad synkiem okazała się trudna. Tam byli lekarz, pielęgniarka. Informowali, kiedy podać insulinę, jaką dawkę – mówi pani Justyna.

Szymek ma obecnie remisję choroby. Dostaje dwie dawki insuliny dziennie. Rodzice podają mu ją tzw. penem (piórem). Na razie nie ma potrzeby stosowania pompy insulinowej, ale w przyszłości będzie konieczna. Jest bardziej komfortowa, nie trzeba dziecka kłuć.

Pani Justyna wie, że syn do końca życia będzie chory. Skazany na insulinę, dietę, utrzymanie dobrej kondycji fizycznej. Zawsze pod ścisłą kontrolą. Szymek „robi komarka". Tak nazywa ukłucia penem. Znaczy flamastrami ręce i nogi mamy w tych miejscach, gdzie ona go nakłuwa.

Pani Justyna szukała w Internecie przedszkola dla diabetyków. To, do którego miał chodzić Szymek, nie jest przygotowane na przyjęcie dzieci z cukrzycą. Znalazła forum, a na nim wpis Ewy Urbańskiej, mamy chorego na cukrzycę Adasia. Był telefon, zadzwoniła. Okazało, że pani Ewa jest w trakcie uruchamiania przedszkola dla dzieci chorych na cukrzycę.

– Za zachorowanie na cukrzycę typu I odpowiada kompleks genów. Na to podłoże genetyczne muszą zadziałać niekorzystne czynniki zewnętrzne, właściwie trzy grupy tych czynników. Szeroko pojęta chemia, która występuje w wodzie, powietrzu, jedzeniu. Dołącza do tego chemia medyczna. Na przeziębienie, gorączkę dziecko dostaje leki przeciwzapalne, przeciwgorączkowe. Druga grupa to czynniki infekcyjne. Szczepieniami nie jesteśmy w stanie zabezpieczyć się przeciwko wszystkim wirusom, bakteriom, zarazkom. Chemia działa bardzo niekorzystnie na nasz układ immunologiczny, którego 70 proc. mieści się w przewodzie pokarmowym. Jeżeli trafia tam duża ilość środków chemicznych, układ immunologiczny staje się niewydolny, „wariuje" i zamiast walczyć z bakterią, wirusem, środkiem chemicznym, zaczyna zwalczać jakiś fragment własnego ciała. To się nazywa autoagresja, czyli autoimmunologia. Dotyczy to nie tylko cukrzycy, ale także wielu innych chorób. Trzecia grupa to czynniki stresowe. Dzieci mają ich o wiele więcej niż kiedyś: ranne budzenie, wożenie do żłobka, trudna sytuacja w rodzinie – wyjaśnia dr Maria Lipka, diabetolog ze Szpitala Dziecięcego przy ul. Działdowskiej w Warszawie. Z dziećmi i młodzieżą chorymi na cukrzycę typu I pracuje od 32 lat.

Poprzednia
1 2 3 4

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?