Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Policja łamie prawo

Marcin Hałaś

Kilka razy na ogonie cywilnego radiowozu jechałem w terenie zabudowanym z prędkością 120 km/h

W moim rodzinnym mieście po sześciu latach policja odzyskała straż miejską. Nikt już nie będzie wykazywał glinom, że nagminnie łamią prawo (drogowe). Ta historia mogła wydarzyć się w każdym polskim mieście. Komendantem straży municypalnej został młody, ambitny „cywil" – bez przeszłości w służbach mundurowych. Trochę cudował, trochę się bawił, ale w sumie się starał. Gmina kupiła mu – to była taka ogólnokrajowa moda – fotoradar. Strażnicy zaczęli tym urządzeniem działać, kierowcy, jak to bywa w takich przypadkach, zaczęli kląć na straż. Ale komendant nie poprzestał na gnębieniu zwykłych obywateli. Po kilku miesiącach zjawił się u komendanta miejskiej policji z grubym plikiem fotoradarowych zdjęć. Było na nich jasno widać, jak policyjne radiowozy (oznakowane i cywilne) pędzą przez miasto ponad setką. Komendant straży z upierdliwością austro-węgierskiego urzędnika zaczął tłumaczyć miejskiemu szefowi policji, że radiowóz może się nie stosować do przepisów ruchu drogowego tylko wtedy, kiedy jedzie na sygnale, z włączonym kogutem. Niby oczywiste i proste, jednak takie złamanie niepisanej solidarności służb mundurowych to w III RP rzadkość. Przyznam, że kiedy ta wiadomość do mnie dotarła, zafundowałem sobie nową zabawę. Kiedy jechałem moim samochodem, lubiłem się „przyklejać" do zderzaka cywilnej policyjnej „kijanki" (łatwo rozpoznać te wozy, bo w moim mieście mają numery rejestracyjne z jednego ciągu) i testować ich prędkość. Kilka razy na ogonie cywilnego radiowozu przejechałem szmat terenu zabudowanego z prędkością 120 km/h.

Po sześciu latach komendant straży miejskiej w moim mieście przeszedł do innej pracy. Nowy konkurs na to stanowisko wygrał  emeryt z 25-letnim stażem w policji.

„Mój" komendant straży podpadł policjantom jeszcze jednym – i zapewne ta sytuacja również znajduje odbicie w skali ogólnopolskiej. Otwarcie głosił, że gmina nie powinna przeznaczać pieniędzy ze swego budżetu na wykupywanie dodatkowych pieszych patroli policji. A to praktyka wielu polskich samorządów. Jasno z niej wynika, że w kwestii bezpieczeństwa publicznego rząd Tuska nie zdaje egzaminu. Bo jeżeli państwo zapewnia bezpieczeństwo na ulicach, to samorządy wykazują się rażącą niegospodarnością, kiedy wykupują dodatkowe patrole. Ale jeżeli takie patrole są potrzebne, to znaczy, że państwo nie potrafi zapewnić obywatelom bezpieczeństwa i muszą mu w tym podstawowym zadaniu pomagać samorządy. Równie dobrze można by wymagać od gmin, żeby finansowały dodatkowe plutony żołnierzy do ochrony naszych granic albo kupowały dodatkowe godziny pracy sędziów w sądach na swoim terenie.

Rząd Tuska stawia las fotoradarów. Jaki będzie los zdjęć, na których zostaną uwiecznione radiowozy przekraczające dozwoloną prędkość, kiedy nie jadą na sygnale?

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Anna Czyżewska

O wynagrodzeniu bez tabu

Zdecydowana większość pracowników uznaje, że rozmowę o podwyżce powinien zainicjować szef. Polacy nie są mistrzami negocjacji. Strategia biznesowej polemiki to wizytówka przedsiębiorcy

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?