Najnowsza interwencja Uważam Rze

Cywilizacja

Pierścień Nibelunga na plantacji bawełny

Anna Kilian

Z upływem czasu widać coraz jaśniej, że Quentin Tarantino wypracował własny styl, któremu jest wierny od początku kariery.

Inteligentną zabawę kinem doprowadził do perfekcji. Potrafi się wpasować w gusta bardzo różnej publiczności – oglądają go widzowie oczekujący zgrywy i akcji oraz ci wyrobieni, łaknący czegoś ponad łomot i strzelaninę. I jedni, i drudzy otrzymują w zamian za bilet błyskotliwą grę z gatunkami filmowymi i żonglerkę konwencjami oraz odniesieniami do popkultury. Na poziomie powierzchniowym Tarantino zadowala widza o siermiężnym wyczuciu stylu i słabej orientacji w filmowym terenie. Na głębszym – objawia rozkoszną ironię pastiszu i bogactwo cytatów. Jego najnowszy, znakomity „Django", otrzymał dwa Złote Globy – za najlepszy scenariusz i męską rolę drugoplanową Christopha Waltza. To spaghetti western opowiadający o „tak zwanej ludzkości w obłędzie" – pokazuje obraz świata zdegenerowanego jak po wielkiej katastrofie. Albo może inaczej – tak jeszcze prymitywnego i dzikiego, że zdominowanego przez najniższe instynkty jednostek prostych do tego stopnia, że aż niezdolnych do jakiejkolwiek refleksji. Mam tu na myśli plantatorów – właścicieli niewolników i wszystkich udzielających poparcia niewolnictwu choćby werbalnie. Przedstawicielem kultury i ambasadorem humanizmu jest w filmie Tarantino doktor Schultz – niemiecki dentysta, który zmienił profesję i stał się łowcą nagród. To on reprezentuje prawo i porządek. Jest dobry z natury i potrafi dostrzec dobro w innych. Dlatego proponuje spółkę uwolnionemu przez siebie z łańcuchów Django (Jamie Foxx) i postanawia pomóc mu w odnalezieniu i uwolnieniu ukochanej żony Brunhildy, nazwanej tak przez poprzednią właścicielkę, Niemkę (i nauczonej przez nią niemieckiego), a przezwanej Broomhildą przez jej kolejnych, amerykańskich już, ograniczonych właścicieli. Django jest zaś niczym Zygfryd z legendy o Nibelungach, zakochany bohater...

To największy heros, bo w imię swoich przekonań i pogardy dla rasizmu ponosi największą ofiarę. „Django" jest jednym z najlepszych obrazów Tarantino i kolejnym, w którym ten wielki erudyta kina daje popis filmowego geniuszu. Podczas seansu obrazu nakręconego w manierze spaghetti westernu salwy śmiechu więzną w gardle i ustępują ciarkom sunącym po grzbiecie. Powoduje je horror poniżenia, fizycznego i psychicznego okrucieństwa plantatorów wobec ludzi, z których uczynili swoich niewolników. Ale Quentin Tarantino wymierza im karę adekwatną do ich przewin, sprawiając widzowi taką przyjemność, jaką może dać tylko poczucie, że sprawiedliwości stało się zadość. Zresztą już sam portret groteskowej, niemoralnej południowej arystokracji grającej na harfie, podczas gdy kilkaset metrów dalej psy rozdzierają człowieka na strzępy – za „karę" – jest prawdziwą zemstą.

"Django"
reż. Quentin Tarantino
USA 2012

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Ewa Bednarz

Kredyt z plastiku

Tylko część banków decyduje się na wydawanie przedsiębiorcom kart kredytowych. Znacznie chętniej oferują im dużo kosztowniejsze karty obciążeniowe

Anna Czyżewska

O wynagrodzeniu bez tabu

Zdecydowana większość pracowników uznaje, że rozmowę o podwyżce powinien zainicjować szef. Polacy nie są mistrzami negocjacji. Strategia biznesowej polemiki to wizytówka przedsiębiorcy