Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

Romantyczna polska żywność

Marek Tarnowski

Sukces polskiej żywności odnotować warto, ale cele naszych firm powinny być bardziej ambitne. Jakoś nie potrafimy stworzyć nowej Nokii, jak to się udało Finom

Eksport etniczny, stanowiący być może jeden promil całej sumy 16 mld euro. Wszyscy polscy producenci chwalą się, że ich produkty, ich marki są obecne na całym świecie. Kiedy jednak bliżej się temu przyjrzeć, to okazuje się, że jest to eksport polskich produktów do... polskich sklepów na całym świecie. Sklepy polonijne w Chicago czy Adelajdzie rzeczywiście posiadają taką ofertę. Tyle że są to ilości nieprzekraczające wielkość jednego kontenera rocznie lub możliwe do obsłużenia przez którąś z renomowanych firm kurierskich jako przesyłki typu paczka. Wielkości te są kompletnie nierejestrowalne w pomiarach udziałów na danym rynku.

Eksport brandowy, markowy, być może stanowiący ok. 2–3 proc. całości. W przemyśle spożywczym spośród polskich firm tylko Mokate i Maspex przeprowadziły w ostatnich latach operację, dzięki której mają marki obecne za granicą. Żadna inna polska firma spożywcza nie może się pochwalić rejestrowalną obecnością swoich marek poza Polską (może jeszcze Hortex w Rosji). Podkreślam: rejestrowalną obecnością, tzn. takiej, jaką instytucje badające rynek rejestrują jako istotne udziały w danej kategorii i odnotowują w swoich raportach. Warto jednak zwrócić uwagę, że takie sukcesy dotyczą tylko regionu Europy Środkowej, czyli krajów należących dawniej do bloku sowieckiego. Maspex osiągnął znakomitą pozycję w Rumunii, Czechach oraz na Węgrzech – marki Tymbark oraz

Kubuś są tam znane i należą do liderów swoich kategorii. Grupa Mokate jest obecna z własnym brandami i własną organizacją sprzedaży w Czechach, na Słowacji, Węgrzech, w Rumunii, w Pribałtyce oraz w Serbii. Jest albo numerem 2, albo numerem 3 w swoich kategoriach kawy i herbat owocowych.

Pomimo podejmowanych prób, poza Europą Środkową nie istnieje żadna polska marka. Poza tym regionem produkty oznaczone jako pochodzące z Polski, w tym także żywność, są postrzegane raczej źle. O... przepraszam – wódka. Marka polskiej wódki wydaje się dobrze odbierana, co jest związane z widzeniem nas jako ekspertów w dziedzinie mocnych alkoholi. Jednak nawet z wódką włącznie chyba nigdy nie mieliśmy rejestrowalnej obecności z jakąkolwiek marką na zagranicznych rynkach w ostatnich 20 latach. Na razie akceptują nas ewentualnie w środkowej Europie, czyli w dawnym RWPG. Odtwarza się piękny archetyp historyczny – ten z PRL oraz chyba nawet ten bardziej czasowo odległy. Od dawna byliśmy obecni i rozpoznawalni w wielu wymiarach gospodarczych, kulturowych i politycznych w szerokim geograficznym pasie krajów między Rosją a Niemcami.

Wietnam starej Unii

Regularnie pomijana jest w mediach jakakolwiek, choćby najmniejsza, wzmianka o przedstawionej powyżej strukturze polskiego eksportu. W zamian otrzymujemy zestawienie danych o pojawianiu się osławionej półki etnicznej z polskimi markowymi ogórkami w kilku supermarketach w Wielkiej Brytanii z informacją o całkowitej wartości eksportu: 16 mld euro. Prowadzi to widzów, słuchaczy lub czytelników do wniosku, że to ta etniczna półka napędza cały wzrost sprzedaży. Tak tworzony obraz staje się następnie tłem do różnych komentarzy i działań pochwalnych. Ten fałsz kreuje normę: odnieśliśmy sukces – róbmy tak dalej. I tworzy się powszechny cel strategiczny dla naszej gospodarki. Wspólnie utwierdzamy się, że to jest cool. Oprócz dziennikarzy dodatkowo potwierdzają to medialne autorytety: z jednej strony profesorowie politycy, którzy nigdy nie zarządzali firmami (wyłączam z tej kąśliwej uwagi Leszka Balcerowicza, którego bardzo szanuję i uważnie słucham), a z drugiej strony oligarchowie polskiego biznesu – rzeczywiście bogaci ludzie, których pozycja medialna i bogactwo wynikło z umiejętności budowania przewag w zakresie konkurowania o względy Skarbu Państwa. I to najczęściej w przeszłości. Ani pierwsi, ani drudzy nie mają doświadczenia w braniu odpowiedzialności za firmy i produkty na wolnym rynku. Dziennikarze oraz wyżej wymienione dwie grupy tworzą normy, ale zupełnie nie rozumieją zjawiska. Notabene, w tej drugiej kwestii – pozycji medialnej oligarchów, którzy dorobili się na zgrabnych polskich prywatyzacjach lub dostawach „dla wojska" – bliżej nam niestety do Bizancjum niż do Rzymu czy Paryża.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Ewa Bednarz

Kredyt z plastiku

Tylko część banków decyduje się na wydawanie przedsiębiorcom kart kredytowych. Znacznie chętniej oferują im dużo kosztowniejsze karty obciążeniowe

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?