Najnowsza interwencja Uważam Rze

Cywilizacja

Powstanie styczniowe z detalami

Wiesław Kot

Na powstaniu styczniowym cieniem położył się Żeromski z tymi wszystkimi „krukami, wronami".

Elżbieta Szczęsnowicz,
Powstali 1863,
Zysk i S-ka

Sam z zamiłowania masochista, gdy już od płatnych panienek upokorzeń przestał doznawać (czytajcie „Dzienniki"!), przerzucił się na Polskę. Ojczyzna była mu surową dominą, która chłostała bezlitośnie, choć na swój sposób rozkosznie. Nic dziwnego, że powstanie u niego powleczone kirem. Ale to jedna wersja. Bo nieco odmienną akurat nam przedkłada Elżbieta Szczęsnowicz, która przechwyciła pamiętnik uczestnika, niejakiego Stefana Brykczyńskiego, nieco dodała od siebie i sprokurowała całkiem wiarygodną i gładko spisaną relację. Ani to „męska przygoda", ani „bohaterski zryw", ani też mogiły z Grottgera. Ot, parę szczegółów. Do powstania garnęli się niby wszyscy, ale jak chłopstwo nie wychodziło na pola odrabiać pańszczyznę, to obywatele ziemscy wzywali wojsko carskie, aby zaprowadziło porządek. W tej sytuacji to dzieciaki brały zapas suszonego chleba, nieco słoniny, zrywały się ze szkoły i tułały po lasach w poszukiwaniu jakiejś „partii". Bo naczytały się o przygodach Sokolego Oka u Jamesa Fenimore'a Coopera. Za uzbrojenie miewały często pałki dębowe („za to pięknie utoczone"). Jak im przydzielili strzelby, to po bitwie obnosili gęby osmalone od rozrywania zębami patronów – świadectwo męstwa. Jak dostali postrzał i darli się z bólu, to im dowódcy lali w gardło gorzałkę, żeby się choć na chwilę przymknęli, bo lekarstw ani lekarza na miejscu nie było. Jak rana była poważniejsza, to taki felczer ciął nogę wyżej kolana, bo tylko tyle mógł zrobić. Gdy brakowało jedzenia, skubali młode liście z drzew, gdy brakło wody, pili z kałuż „jak psy". Za pocztę polową robili żydowscy pachciarze, bo ich kozacy nie podejrzewali jakoś, że zechcą pomagać Polakom. Karabiny kupowano dzięki „drezlowaniu", co polegało na tym, że szlachcianki zbierały się po dworach i wyskubywały srebrne i złote nici a to z narzuty, a to z kotary. Zaufany Żyd z Lublina to przetapiał i wykładał rubelki. A wszystko w ramach tradycji. Ciotka Eufemia, patriotka żarliwa, wspomina swego ukochanego, powstańca z roku 1831 – byle zrobić na złość przyjaciółce, której trafił się wprawdzie kawaler bogatszy, ale za to z chorobą francuską. Cóż jednak z tego, skoro jej bohater, gdy wrócił z zesłania i uświadomił sobie, ile to polskiej krwi poszło w piach, z dnia na dzień sfiksował. I już się nie nadawał. Trudno, za to tymczasem wyrosło nowe powstańcze pokolenie. Gloria victis!

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Andrzej Sadowski

Wolność tak, ułatwienia nie

• RAZ POD WOZEM, RAZ POD WOZEM • Dopóki rządzący w Polsce będą mówić o ułatwieniach i ulgach dla przedsiębiorców, a nie o przywróceniu wolności gospodarczej, dopóty nie wybijemy się na ekonomiczną niepodległość

Hubert Kozieł

Czy Podesta zadławi się pizzą?

• SPISKOWA TEORIA WSZYSTKIEGO • Wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych były wielkim zwycięstwem zwolenników spiskowej teorii dziejów. Potwierdziły bowiem wiele ich tez