Najnowsza interwencja Uważam Rze

Świat

W lipcu 2008 r. Barack Obama modlil sie przy Scianie Placzu w Jerozolimie

Obama na mękach

Paweł Łepkowski

Barack Obama 20 marca odwiedzi Izrael. Będzie to najtrudniejsza podróż zagraniczna w jego karierze. Prezydent USA nie cieszy się sympatią izraelskiej prawicy, szczególnie premiera Benjamina Netanjahu

Niech Mossad go zlikwiduje!". Nie jest już żadną tajemnicą szczera niechęć, a nawet daleko posunięta nienawiść pomiędzy obecnym prezydentem Stanów Zjednoczonych i urzędującym premierem Izraela. Ta osobista animozja przejawia się w gestach politycznych, które po raz pierwszy od 1949 r. stawiają sojusz amerykańsko-izraelski pod ścianą. Przed prawdziwym rozłamem między Ameryką Obamy i Izraelem Netanjahu nie chroni nawet równy rozkład sił politycznych w Knesecie po styczniowych wyborach parlamentarnych. Także wielu polityków izraelskiej lewicy uważa, że bierność Białego Domu wobec zagrożenia nuklearnego ze strony Iranu może mieć konsekwencje o rozmiarach globalnych.

12 września 2012 r. do prasy wyciekła zaskakująca informacja, że prezydent Barack Obama odmówił spotkania przebywającemu w Waszyngtonie premierowi Izraela. Zirytowany Netanjahu został skierowany na rozmowy do sekretarz stanu Hillary Clinton. Dla obserwatora zewnętrznego jest to pozornie błahy zgrzyt, zwykły element z życia polityków. Ale tak naprawdę to nie tylko poważny konflikt dyplomatyczny między USA i Izraelem, ale także narastające napięcie między prezydentem i jego niezwykle wpływowym zapleczem organizacyjnym, składającym się głównie z osób pochodzenia żydowskiego.

Wizyta premiera Izraela w Waszyngtonie to wydarzenie częste, ale zawsze mające specjalną rangę. Odmowa spotkania amerykańskiego prezydenta z szefem rządu państwa żydowskiego musi mieć zawsze bardzo poważne przyczyny.

Na początku 2013 r. Netanjahu oskarżył gospodarza Białego Domu o wtrącanie się w wewnętrzne sprawy Izraela i wywieranie wpływu na jego wyborców. Jako przykład wskazał słowa Obamy zacytowane w artykule Jeffreya Goldberga w bostońskim magazynie „The Atlantic":,, Izrael nie wie, co jest w jego najlepszym interesie".

Obama, jak napisał Goldberg, postrzega Netanjahu jako „politycznego tchórza". Ta opinia przelała czaszę goryczy w Tel-Awiwie. Konflikt między obydwoma szefami rządów musiał wejść w bardzo niepokojącą fazę, skoro na ratunek musiał przyjść sam prezydent Izraela Szymon Peres. Ten 90-letni polityk izraelskiej lewicy cieszy się w Waszyngtonie ogromnym szacunkiem. Peres wykorzystał więc swoje osobiste znajomości i zaprosił do Jerozolimy kilku wpływowych polityków amerykańskich, w tym senatora Johna McCaina, aby omówić cały szereg problemów wynikających ze szczególnego sojuszu amerykańsko-izraelskiego. „Nie możemy utracić poparcia Stanów Zjednoczonych" – stwierdził bez ogródek prezydent Szymon Peres w wywiadzie dla „New York Timesa". – ,,Tylko on daje nam unikalną siłę na arenie międzynarodowej... bez tego poparcia będziemy samotni jak drzewo, które rośnie na ogromnej pustyni".

Swoją chłodną postawą wobec problemu bezpieczeństwa narodowego Izraela prezydent Barack Obama daje do zrozumienia, że nie zamierza wciągnąć Ameryki w kolejną niezwykle kosztowną, długotrwałą i krwawą wojnę z teokracją irańską. Ku zmartwieniu jastrzębi z Likudu amerykański przywódca nie postrzega Teheranu jako jednego z wierzchołków światowej ,,osi zła".

Czy jest to postawa do końca przemyślana? Departament Obrony ogłosił niedawno, że irański program rakietowy jest na tyle rozwinięty, że może zagrozić bezpośrednio celom na terytorium USA. I chociaż wielu ekspertów od razu skrytykowało tę opinię jako zdecydowanie przesadzoną, to istnieją obawy, że dalsza bierność wobec irańskiego programu rakietowego i atomowego może skończyć się katastrofą na skalę globalną.

Obama musi być jednak chłodno kalkulującym pragmatykiem. Wciągnięcie Ameryki w wojnę przeciw Iranowi będzie oznaczało przekroczenie masy krytycznej amerykańskich możliwości finansowych w sytuacji, kiedy jego gabinet boryka się z największym w historii deficytem budżetowym i zadłużeniem publicznym państwa.

Izraelski establishment wie doskonale, że i bez wojny każdego roku z USA płynie do Izraela rwąca rzeka żywej gotówki. Formalnie od 1949 do 2007 r. amerykańscy podatnicy przekazali Izraelowi bezzwrotną pomoc w wysokości ponad 110 mld dolarów. Biorąc pod uwagę pomoc poszczególnych agencji, organizacji, Pentagonu i innych departamentów amerykańskiego rządu, darowizna ta była znacznie większa.

Poprzednia
1 2 3 4

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Edyta Żyła

Doradzą i przeszkolą

Znaczna część unijnych pieniędzy trafia do doradców, którzy pomagają zakładać firmy lub je rozwijać. Przedsiębiorcy mogą więc liczyć na bezpłatne szkolenia, wsparcie doświadczonych mentorów albo pomoc w przygotowaniu strategii marketingowej